„DZIEŃ BESTII” [„EL DIA DE LA BESTIA” AKA „THE DAY OF THE BEAST”]

Wyst.: Alex Angulo, Armando De Razza, Santiago Segura, Maria Grazia Cucinotta
Reż.: Alex de la Iglesia
Ocena: 6(6)

Ojciec Angel, badacz Apokalipsy świętego Jana, odkrywa tajną wiadomość zapisaną w księdze. Dzieli się swym spostrzeżeniem ze swoim przełożonym, ale ten chwilę potem ginie. Poczciwy Angel zaczyna rozumieć, że sam będzie musiał coś zrobić z tą wiedzą, w której jest posiadaniu. Wsiada w autobus do Madrytu i od samego tylko postawienia tam pierwszych kroków zaczyna… czynić zło.
Kapitalny film prosto z Hiszpanii. I pomyśleć, że nigdy mogłem go nie obejrzeć – kiedyś powiedziałem ojcu żeby pożyczył jakiś film w wypożyczalni. On wrócił z tym, ja go zacząłem oglądać i ręce mi opadły (nie wiem czemu!). Wyłączyłem po dwóch minutach sądząc, że to jakieś kino klasy Ź na dodatek jeszcze z Hiszpanii. Głupi byłem. Na szczęście poszedłem po rozum do głowy.
„Dzień bestii” to świetnie opowiedziana, diaboliczna historia. Opowiedziana w bardziej w kpiący niż poważny sposób, a jednak ani przez chwilę nie popadająca w przesadę w tym swoim kpiarskim tonie – cały czas balansująca na granicy tego co straszne i tego co śmieszne. Po prostu świetny film, diametralnie inny od cukierkowych i zaplanowanych co do kadru filmów amerykańskich, których sterylność zabija klimat. Klimat, który w „Dniu bestii” rządzi i zachwyca. Ciemne zakamarki, sympatyczni (mimo wszystko :) ) bohaterowie, wciągająca fabuła, satanistyczna muzyka, a w tle pląsająca z dużym dekoltem przyszła Bondynka. Wszystko wrzucone do tygla, który wypluł to oryginalne dzieło rzucające czującego bluesa widza na kolana. Zresztą polecam każdemu zmierzenie się z tym filmem. Okropności w nim brak więc nikt nie powinien kręcić nosem przed seansem.
Szkoda tylko, że potem wzięli de la Iglesię do Hollywood. Szczęściem w nieszczęściu jest jednak to, że po „Perdita Durango” już raczej nie pozwolą mu tam robić filmów :) Nie ma takiej potrzeby – znakomicie daje sobie radę w Hiszpanii.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.