Gambit królowej, The Queen's Gambit (2020). Netflix.
Gambit królowej, The Queen's Gambit (2020). Netflix.

Gambit królowej. Recenzja serialu The Queen’s Gambit. Netflix

Nie jest rzeczą zaskakującą, że Netfliksowi wyszedł serial. Netflix, kiedy chce, potrafi kręcić seriale i tu nie ma się co sprzeczać. W kategoriach zaskoczeń trzeba by jednak uznać fakt, że razem z Gambitem królowej, Netfliksowi udało się stworzyć jeden z najlepszych seriali własnej produkcji, jakie kiedykolwiek powstały. Myślę, że tego żodyn się nie spodziewał. Recenzja serialu Gambit królowej. Netflix.

O czym jest serial Gambit królowej

Dzieciństwo Beth Harmon (Anya-Taylor Joy) nie należało do najłatwiejszych. Samotnie wychowywana przez matkę, po jej śmierci trafiła do sierocińca. Czekając na to aż ktoś ją adoptuje – odkryła szachy. A właściwie to odkryła dozorcę grającego w nie każdego wieczora w piwnicy sierocińca. Nie bez niechęci ze strony dozorcy, przekonała go do tego, by nauczył ją tej gry przeznaczonej wtedy, na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku, dla mężczyzn. Szybko okazało się, że Beth ma do szachów talent i nie trzeba było długo czekać aż dała mata swojemu nauczycielowi. A potem zaczęła dawać maty coraz lepszym szachistom, by w końcu, gdy po latach została adoptowana, spróbować swoich sił na pierwszym turnieju. Gdy ją poznajemy, przed Beth najważniejszy pojedynek w jej dotychczasowym życiu. Drugie starcie z arcymistrzem szachowym Wasilijem Borgowem (Marcin Dorociński).

Zwiastun serialu Gambit królowej

Recenzja serialu Gambit królowej. Netflix

Po raz kolejny okazuje się, że najprostsze historie są najlepsze. Nie ma w serialu Gambit królowej niczego wyjątkowego pod względem fabuły. Przeciwnie, znalazły w niej miejsce wszystkie klisze kina sportowego o tzw. underdogach. „Najpierw cię nie doceniają, a potem się ciebie boją”, by zacytować nie pamiętam kogo. Tak to właśnie wygląda w przypadku Gambitu królowej. Tak jak w szachach, wszystkie pionki fabuły stoją na początku rozgrywki/seansu na swoich miejscach. Niepokorna małolata z talentem, która w zdominowanym przez mężczyzn świecie – nie tylko szachów, ale i w ogóle zdominowanym przez mężczyzn – przebija się przez kolejne szczeble wtajemniczenia w drodze do doskonałości. Jak kto woli, przywołać tu można również terminologię gier komputerowych – oto w każdym finale rozdziału, na naszą sympatyczną Beth czekają coraz lepsi bossowie. W zhierarchizowanym środowisku szachowym, o taki podział szczególnie prosto.

Czytając opinie o serialu Gambit królowej można często natknąć się na stwierdzenia typu: gdyby mi ktoś powiedział, że z zapartym tchem będę oglądał film o szachach… Czytając moją opinię o serialu Gambit królowej nie natkniecie się na nic takiego. Jak dla mnie nie ma żadnej różnicy czy produkcja dotyczy piłki nożnej, cymbergaja czy szachów. Każda z tych dyscyplin to po prostu część całości zwanej sportem. Sport i nieodłączne mu współzawodnictwo – z definicji wzbudza emocje. Zatem o każdym z tych sportów nakręcisz emocjonujący film/serial, jeśli potrafisz to zrobić. Ludzie, którzy nie rozróżniają konika od skoczka, będą oglądali serial o szachach z wypiekami na twarzy, gdy dobrze go zrobisz. Tak jest w przypadku Gambitu królowej, którego dużym atutem jest to, że choć opowiada o szachach, nie potrzebujesz się na tych szachach znać. I nawet nie chodzi o to, że wytłumaczą ci wszystko, co trzeba. Nie wytłumaczą, ale i bez tego będziesz się emocjonował rozgrywką na tej serialowej szachownicy.

Osobiście bardzo się cieszę, że Gambit królowej to serial o szachach. Obawiałem się, że szachy będą tylko pretekstem do psychologicznego serialu o dziewczynie uzależnionej od wygrywania, prochów i alkoholu. Kino sportowe ostatecznie zniknie pod pogłębieniem psychologii postaci i jej coraz głębszym pogrążaniu się w nałogu. Są lata 50. ubiegłego wieku. Bezstresowe wychowanie oznacza wtedy podawanie dzieciom środków uspokajających. Szczególnie w domach dziecka, gdzie w ten sposób panuje się nad buzującą kobiecością nastolatek. Beth szybko staje się ofiarą takiego podejścia do wychowania. Ale też prochy pozwalają jej się lepiej skupić, co ułatwia poznawanie tajników szachów, więc sytuacja nie jest tak jednoznaczna, jak by się to mogło wydawać. Temat uzależnienia powracać będzie jak bumerang, ale ani na chwilę nie przysłoni wątku szachowego.

Choć nawet gdyby przysłonił, wydaje się, że za sprawą Anyi Taylor-Joi oglądałoby się Gambit królowej świetnie. Młoda aktorka znakomicie radzi sobie z rolą i jest jednym z największych atutów tego serialu. Co nie jest łatwe, zważywszy, że serial ma dużo innych atutów. Trudno było mi jedynie traktować jej postać jak dziewiętnastolatkę, ale to mała cena, jaką trzeba było zapłacić za zadowolenie z całości.

Gambit królowej ogląda się znakomicie. Trudno wskazać jakieś dłużyzny tego w sumie siedmiogodzinnego serialu, bo wydaje się, że ich nie ma. Kolejne rozdziały tej opowieści podzielone zostały perfekcyjnie, a odcinki zapełniono konkretami. Absolutnie nie ma się poczucia tego, że na jeden czy dwa odcinki serial zwalnia, żeby wyrobić wymaganą przez tabelki normę odcinków. Bo nie zwalnia. Choć opowiada historię, która nie zaskoczy i z grubsza wiadomo jak się potoczy, zapewnia dużą dawkę emocji, jakie zapewnić może jedynie kino sportowe. Kibicujemy Beth, trzymamy za nią kciuki, chcemy, żeby nakopała swoim przeciwnikom i z przyjemnością oglądamy ten świetnie zrealizowany serial wyciskający z szachów każdą kroplę emocji, jakie są w stanie wzbudzić ślęczący godzinami nad jedną planszą szachiści. Montażysta zadbał o to, żeby rozgrywki te nie nudziły, a osoba odpowiedzialna za wybór ścieżki dźwiękowej też zrobiła swoje. Mamy tu pojedynki jeden na jeden, symultany, szybkie rozgrywki i co tam jeszcze oferują szachy. Beth odwiedzi sale gimnastyczne w liceum w Oregonie, ale też zawita z szachownicą do najlepszych hoteli i monumentalnych sal.

Nie mam pojęcia po co doszukiwać się słabszych punków serialu, który, jako się rzekło, przebojem wdarł się pomiędzy najlepsze produkcje serialowe Netfliksa, ale co komu szkodzi se trochę pokręcić nosem. O jednym takim słabszym elemencie już wspomniałem – to postać bohaterki, która wygląda i zachowuje się jak osoba trochę starsza niż dziewiętnastolatka. Co nie zmienia faktu, że wszyscy i tak pokochają walczącą o swoje Beth. Inną słabością, na jaką zwróciłbym uwagę, jest jeszcze brak jakichś wyraźnych czarnych charakterów. Więcej, nawet życie nie jest tu dla Beth wystarczająco wymagającym czarnym charakterem. Choć na papierze wygląda to dramatycznie. Ośmioletnia sierota, która straciła matkę w wypadku, trafia do sierocińca, gdzie uzależnia się od środków uspokajających, by zostać adoptowaną przez pijaczkę i wylądować w patriarchalnym społeczeństwie, w którym ambitne kobiety zostają sprowadzone do ról kur domowych. No czarna rozpacz. Ale przyglądając się uważniej fabule, zobaczy się, że żadna z tych przeszkód nie wyrządziła Beth ani jednej poważnej rany, a rozbijani przez nią przeciwnicy w znakomitej większości uznają jej wyższość i biją jej brawo, choć w pierwszym odruchu chcieliby ją zabić. Szachiści w serialu Gambit królowej są trochę jak więźniowie w filmach o więzieniu (przynajmniej do jakiegoś czasu). Główny bohater trafiał do takiego więzienia, gdzie myślał, że zrobią mu drugi otwór, a tymczasem okazywało się, że garowali z nim sami równi kolesie, na których przyjaźń i pomoc zawsze mógł liczyć. W trakcie i potem.

Co? Nie zauważyłem Marcina Dorocińskiego w jednej z ról? To czemu o nim nie piszę, skoro go zauważyłem. Ano nie piszę, bo zrobił swoje. Zagrał radzieckiego szachistę jak trzeba i tyle. Nie był tu nawet drugoplanową postacią, co nie zmienia faktu, że przyjemnie patrzeć na polskiego aktora, który radzi sobie w amerykańskiej produkcji. Jeśli jednak miałbym zwracać uwagę na jakiegoś aktora, to bardziej skłoniłbym się w stronę Thomasa Brodiego-Sangstera. Nie widziałem go jeszcze w słabym serialu. Godless, Gra o tron, a teraz Gambit królowej. Warto śledzić, co tam serialowego ma dalej na oku.

Odpowiedź

  1. Polecam! Bardzo dobrze napisana recenzja.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.