Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Serialowo, s12e16. The Last Narc, reż. Tiller Russell. Amazon Prime.
Serialowo, s12e16. The Last Narc, reż. Tiller Russell. Amazon Prime.

Serialowo, s12e16. Edycja narkotykowa

Oto pandemia COVID-19. W kinach bieda, od miesięcy nie ma co oglądać, jeśli chodzi o nowe, ciekawe filmy (ostały się jeno produkcje od razu przeznaczone na DVD/streaming albo jakieś festiwalowe ochłapy), nie zapowiada się, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Jeśli ktoś może się cieszyć, to chyba jedynie twórcy seriali, które i tak od dawna wydawały się być ciekawsze od filmów, a teraz ta wyrwa się pogłębia. I nawet jeśli o nowe seriale jest równie trudno co o filmy, to przecież w ostatnich miesiącach tyle już ich powstało, że i tak nie zdąży się ich wszystkich ponadrabiać, zanim wynajdą szczepionkę na koronawirusa.

Serialowo, s12e16

The Last Narc. Amazon Prime

W dobie COVID-19, kiedy szczególnie trudno o fabuły, problemu tego zdają się nie mieć produkcje dokumentalne. Jedyne, które da się obecnie oglądać bez strachu o udany seans. No bo co by nie mówić, dokument zawsze łatwiej nakręcić niż efektowny film. Znajdujesz ciekawy temat, sadzasz przez Zoomem ekspertów i każesz im ciekawie opowiadać.

Przez Zoomem nie musieli nikogo sadzać twórcy powstającego od wielu, wielu lat czteroodcinkowego serialu dokumentalnego The Last Narc poświęconego zabójstwie agenta DEA Kiki Camareny. Można by powiedzieć, że trochę pecha mieli, bo w międzyczasie Netflix nie tylko sieknął Narcos, ale też zdążył wypuścić dwa sezony Meksyku kręcącego się wokół postaci Camareny i pokłosia jego brutalnego zabójstwa. Jednak po obejrzeniu The Last Narc nie ma powodu, żeby mówić o jakimkolwiek pechu. Owszem, serial utrwala to, czego już można dowiedzieć się z Narcos: Meksyk, ale też rzuca nowe światło na sprawę.

Jego bohaterem agent, który po latach od morderstwa Camareny, przejął dochodzenie w tej sprawie. Korzystając z doświadczenia, jakie zdobył w wojnie narkotykowej, dotarł nie tylko do bezpośrednio związanych ze sprawą osób, ale też do dowodów świadczących o tym, że z morderstwem Camareny, bardziej niż można by przypuszczać, związany był amerykański rząd oraz CIA. No i w końcu nadszedł czas, żeby zaprezentować te dowody.

The Last Narc nie tylko ze szczegółami opowiada o samym Camarenie i jego zabójstwie, ale też uważnie przygląda się kontekstowi całej sprawy, która nie kończy się na handlu narkotykami, ale zatacza dużo szersze kręgi hen w stronę szczytów władzy meksykańskiej i amerykańskiej. Autorom filmu udało się namówić do wspomnień nie tylko wdowę po Camarenie oraz dzielnego agenta, który ruszył na rozwikłanie tej sprawy, ale przede wszystkim trzech byłych meksykańskich policjantów, którzy szybko zaczęli pracować na usługach kartelu, a w końcu wzięli udział w porwaniu zabójstwie agenta DEA.

Ogląda się to świetnie, cztery odcinki mijają zdecydowanie zbyt szybko, a jeśli szukać jakichś zarzutów pod adresem The Last Narc, to może tylko takich, że momentami jest aż nazbyt dramatyczny. Zadbał o to jeden z niechlubnych bohaterów The Last Narc, Jorge Godoy, którego sposób bycia jest dość specyficzny, a twórcy serialu często go celebrują.

Narcos: Meksyk, s2. Netflix

Jeszcze jednym pozytywem z seansu The Last Narc, poza tym, że to po prostu bardzo dobry serial, okazał się mój powrót do przerwanego w s02e02 Narcos: Meksyk. Uzbrojony w wiedzę dotyczącą tego, co naprawdę wydarzyło się w sprawie Camareny, dokończyłem ten piąty w sumie sezon Narcos z dużą przyjemnością.

Pierwsze wrażenie z Narcos: Meksyk, s2 było takie sobie. Nie dokończyłem w dniu premiery drugiego odcinka, bo średnio mi się go oglądało. Niby fajnie, ale zerknę w telefon. Po obejrzeniu całości, nie wiem zupełnie, o co mi w ogóle chodziło. Podobnie było zresztą z sezonem o kartelu z Cali. Zacząłem, znudził mnie, pewnego dnia poczułem ochotę na ciąg dalszy i pyk, pękła całość. Widocznie więc trzeba mieć ochotę, a nie oglądać na siłę. Lepiej obejrzeć z przyjemnością później, niż bez przyjemności od razu.

Ochota, ochotą, ale totalnie nie mam pojęcia, czemu w ogóle przyszło mi do głowy, żeby narzekać na Narcos. Świetnie zrealizowany, opowiadający ekstra ciekawą historię, w której same epizody wystarczyłyby już na osobny serial (wenezuelski most i dwójka dzieci), no i, co najważniejsze, opowiadający to wszystko w miarę wiernie i zgodnie z faktami. Czego chcieć więcej? Obejrzeć i poszperać za tym, co ewentualnie zostało w serialu przekłamane.

Kiki Camarena został zamordowany. Dwóch odpowiedzialnych za to morderstwo bossów siedzi już w więzieniu. Ale wszyscy wiedzą, że powinien tam siedzieć też Miguel Angel Felix Gallardo (Diego Luna). Wsadzić za kratki postara się go agent DEA Walt Breslin (Scoot McNairy).

Drugi sezon Narcos: Meksyk poświęcony jest powolnemu, acz systematycznemu upadkowi Feliksa, który zdaje się, że ciągle trzyma lejce, ale co chwila ktoś je mu wyrywa. Gallardo w interpretacji Luny często nie przypomina tu pewnego siebie bossa narkotykowego, a zbić z tropu można go jednym zdaniem. I trzeba powiedzieć, że Luna nadaje się do roli takiego chłopca do bicia bardzo dobrze. Nie lubię go, ale to mu trzeba przyznać.

Atutem Narcos: Meksyk (poza realizacją, która plasuje go na serialowych szczytach; to tego typu serial, który ogląda się jak film i nic nie psuje tego wrażenia) jest to, jak wielowątkowa i złożona (a zarazem czytelna) jest jego fabuła. Nie ogranicza się on do ścigania nikczemnego przestępcy przez szlachetnego stróża prawa. Począwszy od tego, że ani ten przestępca nie jest aż tak nikczemny, ani ten stróż prawa taki szlachetny, Narcos: Meksyk przybliża złożoną sytuację na froncie narkotykowej wojny meksykańsko-amerykańskiej. Nic nie jest tu oczywiste, a prawo i bezprawie łączą się w tej szarości, gdzie nie ma miejsca na honor i uczciwość, a interesy osób będących u władzy są nadrzędne w stosunku do zwykłej przyzwoitości. Życie ludzkie nic tu nie znaczy i Breslin przekona się o tym aż nad wyraz dobrze.

A w to wszystko udało się też umiejętnie wcisnąć wątek miłosny.

W tle upadku Gallardo zaczyna rysować się przyszły podział władzy w meksykańskim półświatku narkotykowym. Kartele z Tijuany, Sinaloa, Zatoki i Juarez manewrują sprawnie po tych mętnych wodach w oczekiwaniu na upadek nadszefa. Wszystko kończy się znakomitą finałową sceną. „Gdyby się dogadali, byliby niepokonani. Ale na to nie wpadną, bo widzą tylko czubek swojego nosa. (…) Będziecie tonąć we krwi i jeszcze za mną zatęsknicie” – trudno o lepszą zachętę do kolejnych sezonów. Choć gdyby historia Narcos skończyła się właśnie tutaj, to takie zakończenie też by się sprawdziło.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.