Poznajmy się jeszcze raz, La belle époque (2019), reż. Nicolas Bedos.
Poznajmy się jeszcze raz, La belle époque (2019), reż. Nicolas Bedos.

Poznajmy się jeszcze raz. Recenzja filmu La belle époque

Jest coś takiego we francuskich filmach, że oglądając je myślisz sobie: „no fajnie, ale gdyby to był hollywoodzki film, to byłoby jeszcze fajniej”. Poznajmy się jeszcze raz to właśnie tego rodzaju kino. I myślę, że wcześniej czy później przekonamy się, jak by to wyglądało w hollywoodzkiej wersji. Bo to również tego rodzaju film, co to w Hollywood zaraz go zremake’ują. Nie pierwszy i z pewnością nie ostatni w historii francuskiej kinematografii. Recenzja filmu Poznajmy się jeszcze raz.

O czym jest film Poznajmy się jeszcze raz

Victor Drumond (Daniel Auteuil) nie pasuje do czasów, w jakich przyszło mu żyć. Zdominowanych przez technologie, które wypierają świat, jaki znał. A on by chciał z kimś pogadać twarzą w twarz, bądź porysować ołówkiem po kartce, a nie po tablecie. Bo jest rysownikiem, który nie chce przestawić się na wymagania współczesności, a co za tym idzie rysownikiem bezrobotnym. I trudno dziwić się jego żonie (Fanny Ardant), że w końcu ma go dosyć. Victor ma na wyciągnięcie ręki zmianę swojego jęczącego życia, ale wyciągać mu się ręki nie chce. Co za tym idzie szybko zostaje wyrzucony z domu z przyprawionymi rogami. Nie zdąży się jednak rozejrzeć po samotności, gdy życie po raz kolejny podstawia mu pod nos następną okazję do zmian. Wszystko za sprawą kolegi syna, Antoine’a (Guillaume Canet) prowadzącego nietypowy biznes. Otóż Antoine jest właścicielem firmy, która umożliwia klientom znalezienie się w dowolnie wybranym momencie przeszłości. Nic dziwnego, że tęskniący za przeszłością Victor postanawia skorzystać z jego oferty. Na punkt swoistego powrotu do przeszłości wybiera dzień, w którym poznał swoją żonę. W jej rolę wcieli się w tej fantazji dziewczyna Antoine’a, Margot (Doria Tillier).

Zwiastun filmu Poznajmy się jeszcze raz

Recenzja filmu Poznajmy się jeszcze raz

Nie pierwszy to raz, kiedy kino daje bohaterom możliwość przeżycia swojego żywota raz jeszcze. Zwykle jednak dawało tę możliwość w sposób fantastyczny. A to ktoś wymyślił wehikuł czasu, a to komuś się coś przyśniło, a to wszczepili mu wspomnienia agenta specjalnego i wysłali na Marsa. W Poznajmy się jeszcze raz iluzja przeszłości stworzona została w zupełnie niefantastyczny sposób (o ile oczywiście uwierzyć, że taki biznes się w jakiś sposób opłaci – przygotowanie niemal filmowej produkcji dla jednego klienta, no nie wiem). Efekt podobny.

Poznajmy się jeszcze raz to typowy francuski film z góry skazany na amerykański remake. Nie jest to żaden zarzut, a jedynie stwierdzenie faktu. Francuscy filmowcy dobrzy są w wymyślaniu takich fabuł i od lat Hollywood skwapliwie z tego korzysta. Myślę, że w tym przypadku będzie nie inaczej i właściwie to się cieszę. Bo wydaje mi się, że w wersji amerykańskiej Poznajmy się jeszcze raz będzie potrafił chwycić mnie za serce i rozśmieszyć bardziej. Przy czym do końca nie jestem pewien, czy wersja francuska też nie chwyta za serce i nie rozśmiesza tak jak powinna. I mam podejrzenia, że wiele w ostatecznym wrażeniu z seansu może wynikać z kwestii nieznajomości języka francuskiego. Zaufanie tłumaczeniu, szczególnie w przypadku filmu krążącego tematycznie wobec komedii, nigdy nie może dać stuprocentowej pewności, że obejrzało się film takim, jaki jest. No ale tego nie przeskoczę.

O filmach takich jak Poznajmy się jeszcze raz zwykle pisze się, że to komediodramaty, ale tak naprawdę ciężko je skategoryzować. Bo ani nie jest to komedia, na której można boki zrywać ze śmiechu, ani dramat, który przyprawi o depresję. Bohaterowie mają życiowe problemy, bo muszą je mieć, ale trudno się nimi jakoś specjalnie przejmować. Szczególnie w tak wykreowanym świecie, w którym problem można rozwiązać zmieniając zdanie. To film o szczęściarzach, którzy lubią się zamartwiać chyba tylko po to, żeby innym było ich żal. Kiedy jednak w końcu zrozumieją, że są szczęściarzami, pac, po kłopotach. Czasem wystarczy się ogolić.

Kluczowym więc w całej tej historii jest pomysł na fabułę, który w filmie Nicolasa Bedosa jest przedni. I prosty. Inscenizacja połowy lat 70. ubiegłego wieku daje wiele możliwości zabawy tematem, z których autorzy filmu korzystają. Dzięki tej metarzeczywistości mogą przy okazji obejść bokiem parę współczesnych poprawności politycznych w imię łatwej obrony słowami „bo kiedyś było tak”.

Jak zawsze w przypadku bajki, trzeba do Poznajmy się jeszcze raz podejść bajkowo i  nie zastanawiać się za dużo. Cieszyć razem z bohaterem filmu wykreowanym na jego potrzeby światem lat 70. i starać się zapomnieć, że nikomu tu nic złego stać się nie może. W najgorszym wypadku bohaterowie zaczną nowe, fajne, inne od dotychczasowego życie.

(2407)

Jest coś takiego we francuskich filmach, że oglądając je myślisz sobie: „no fajnie, ale gdyby to był hollywoodzki film, to byłoby jeszcze fajniej”. Poznajmy się jeszcze raz to właśnie tego rodzaju kino. I myślę, że wcześniej czy później przekonamy się, jak by to wyglądało w hollywoodzkiej wersji. Bo to również tego rodzaju film, co to w Hollywood zaraz go zremake’ują. Nie pierwszy i z pewnością nie ostatni w historii francuskiej kinematografii. Recenzja filmu Poznajmy się jeszcze raz. O czym jest film Poznajmy się jeszcze raz Victor Drumond (Daniel Auteuil) nie pasuje do czasów, w jakich przyszło mu żyć. Zdominowanych przez…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Niezadowolony ze swojego życia rysownik w średnim wieku wraca nie tylko pamięcią do dnia, w którym poznał swoją żonę. Sympatyczne kino z odpowiednio wyważoną dawką humoru i wzruszenia. Pomysł był na dużo lepsze kino, ale i tak nie ma co za bardzo narzekać.

2 odpowiedzi

  1. To już któraś Twoja opinia o francuskim kinie, że nie jest aż tak dobre jak mogłoby być, a wersja amerykańska będzie dobra. Jakich okropnych filmów z Francji się naoglądałeś, że masz takie zdanie? Może klasyków z Delonem , De Funesem, Belmondo, czy filmów (francuskich) Luca Bessona, ale to są filmy w większości, które się wciąż bronią. Oczywiście są słabe filmy francuskie jak w każdym kraju, ale jednak francuskie kino prezentuje jakiś tam poziom, są to dobre produkcje. Uwielbiam zwłaszcza francuskie kryminały, thrillery, kino sensacyjne, ogólnie kino gatunkowe. Moim zdaniem większość filmów, nawet czysto rozrywkowych, z Francji, ma jakiś taki styl, jakby oglądało się produkcję z wyższej półki, nawet jak to są komedie z De Funesem.

  2. Quentin

    A jednocześnie ma się wrażenie, że w Hollywood zrobiliby lepiej :). Dobra, może inaczej: zrobiliby je tak, że podobałyby mi się bardziej. Przy czym cały czas biorę poprawkę na barierę językową, szczególnie w filmach, gdy dialogi mają znaczenie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.