Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Lekarstwo na życie, A Cure for Wellness (2016), reż. Gore Verbinski.
Lekarstwo na życie, A Cure for Wellness (2016), reż. Gore Verbinski.

Lekarstwo na życie. Recenzja filmu A Cure for Wellness

Znacie te przypadki, kiedy z bliżej nieokreślonych powodów jesteście negatywnie nastawieni do jakiegoś filmu i dlatego odkładacie jego seans w nieskończoność. A potem, gdy go w końcu obejrzycie, okazuje się, że niepotrzebnie zwlekaliście, bo to kawał kina jest? Lekarstwo na życie nie jest tego typu filmem :P. Recenzja filmu Lekarstwo na życie.

O czym jest film Lekarstwo na życie

Lockhart (Dane DeHaan) to ambitny pracownik obracającej miliardami dolarów korporacji, który zostaje wysłany do Szwajcarii z tajną misją. W jednym z mieszczących się tam ośrodków zadekował się właściciel korporacji, którego podpis konieczny jest do dokonania dealu wszech czasów. Lockhart ma ściągnąć go z powrotem w trybie natychmiastowym, choć szefu nie ma najmniejszego zamiaru by wracać. W sanatorium, gdzie przebywa, jest mu dobrze i w końcu znalazł tam ukojenie od codziennej gonitwy za sukcesem. Lockhartowi też przydałoby się takie ukojenie, choć jeszcze o tym nie wie. Zapieprzający 24/7 chłopak goni za sukcesem zostawiając w tyle tak przyziemne sprawy jak rodzina, dziewczyna czy wyskoczenie z psem do parku. Po dotarciu na miejsce chce szybko załatwić sprawę. Od szofera, który zawozi go na górskie odludzie, gdzie mieści się sanatorium, poznaje burzliwą historię tego miejsca. I powód, dla którego miejscowi nie darzą go sympatią (miejsca, nie Lockharta ani szofera 😊). Lockhart będzie miał czas by zgłębić ten temat, gdy niespodziewany wypadek samochodowy przykuje go ze złamaną nogą do łóżka. Odkryje, co kryje się pod fasadą uśmiechniętych staruszków napieprzających na podwórku w badmintona i krykieta.

Recenzja filmu Lekarstwo na życie

Prawdą w zakończonym zaskakującym zwrotem akcji wstępie recenzji do filmu Lekarstwo na życie jest to, że zbierałem się do seansu i zebrać nie mogłem. Odstraszał mnie ponad dwugodzinny metraż historii, która ze zwiastuna nie zapowiadała się na taką, której potrzeba aż tyle czasu. W końcu przemogłem się, obejrzałem całość i okazało się, że faktycznie, historia tu opowiedziana wcale nie potrzebowała grubo ponad dwóch godzin.

Co jest pewne to to, że Lekarstwo na życie jest filmem pięknie sfilmowanym. Wypieszczonym wizualnie, ucztą dla oczu, operatorskim cymesikiem podrasowanym inscenizacyjnymi umiejętnościami reżysera, montażowymi sztuczkami oraz efektami specjalnymi tam, gdzie trzeba. To bezapelacyjnie film z tej półki, co to leżą na niej filmy, z których każdy zatrzymany kadr mógłby wisieć w muzeum. Efekt potęguje muzyka skomponowana do filmu przez Benjamina Wallfischa. Baśniowa, rzewna, skrojona idealnie pod ten gotycki horror, jakim jest Lekarstwo nad życie. Nie ulega wątpliwości, że seans kinowy filmu Gorego Verbinskiego musiał być nie lada przeżyciem ze względu na nagłośnienie i duży ekran.

I dzięki Bogu, bo gdyby odłożyć na bok te wszystkie wizualia i kompozycje, Lekarstwo na życie pozostałby raczej nudnym filmem z przeciętną tajemnicą ukrywającą się pod tymi wszystkim tajemniczymi bohaterami i ich zachowaniem. Lekarstwo na życie to kolejna propozycja z gatunku niepewności co tego czy dziwne zachowanie bohaterów jest rzeczywiście dziwne, czy może to główny bohater coś sobie uroił i wypatruje sygnałów szaleństwa tam, gdzie ich nie ma. Finał skutkuje niby prostą historią, w której jednak pozostaje zbyt wiele rzeczy, które trzeba dopowiedzieć sobie samemu. I nie do końca jest pewne czy w tym wszystkim kryje się jakiś sens. Przy czym nie mówię tu o sensie filmowych węgorzy itp., które w tego typu produkcjach trzeba przyjąć z otwartymi ramionami, a nie stękać „Jezu, jakie to głupie”.

Z jednej strony Lekarstwo na życie zostawia po sobie dużo scen, które w swoich kategoriach trzeba nazwać mistrzostwem, z drugiej wolę jednak kino, w którym zależy mi na tym, co stanie się z głównym bohaterem. Forma to nie wszystko, potrzeba jeszcze treści.

(2246)

Znacie te przypadki, kiedy z bliżej nieokreślonych powodów jesteście negatywnie nastawieni do jakiegoś filmu i dlatego odkładacie jego seans w nieskończoność. A potem, gdy go w końcu obejrzycie, okazuje się, że niepotrzebnie zwlekaliście, bo to kawał kina jest? Lekarstwo na życie nie jest tego typu filmem :P. Recenzja filmu Lekarstwo na życie. O czym jest film Lekarstwo na życie Lockhart (Dane DeHaan) to ambitny pracownik obracającej miliardami dolarów korporacji, który zostaje wysłany do Szwajcarii z tajną misją. W jednym z mieszczących się tam ośrodków zadekował się właściciel korporacji, którego podpis konieczny jest do dokonania dealu wszech czasów. Lockhart ma ściągnąć…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Ambitny pracownik korporacji utyka na dłużej w tajemniczym sanatorium, w którym przebywa jego szef. Wizualno-muzyczna perełka, która warstwą audiowizualną maskuje przeciętną fabułę.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.