×
Halloween (2018), reż. David Gordon Green.

Halloween (2018). Recenzja filmu w reżyserii Davida Gordona Greena

 

Po slasherach, takich jak Halloween, nikt nie oczekuje sensu. Ale to, co zaprezentowali twórcy sequela kultowego filmu Johna Carpentera, pod względem jego braku przechodzi ludzkie pojęcie. Recenzja filmu Halloween A.D. 2018.

O czym jest film Halloween

Minęło czterdzieści lat, odkąd zamaskowany Michael Myers rozprawił się nożem z kilkoma mieszkańcami Haddonfield. Po tym niechlubnym wyczynie trafił do psychiatryka, gdzie przebywa po dziś dzień. Właśnie tam odwiedza go dwójka podcasterów udających dziennikarzy (Jefferson Hall, Rhian Rees). Mają nadzieję, że wyduszą od Myersa choćby półsłówko, bo psychopata od czterdziestu lat milczy niczym grób. Nic z tego. Nawet machnięcie mu za potylicą jego ukochaną maską nie daje nic. W tak zaistniałej sytuacji nasza dwójka wybiera się do drugiej osoby dramatu sprzed lat, Laurie Strode (Jamie Lee Curtis). Laurie mieszka na odludziu cały czas przygotowując się na powrót Myersa, by mogła zrobić mu ostateczny kęsim. Obsesja na punkcie zabójcy zaowocowała oddaleniem się od rodziny: córki Karen (Judy Greer) i wnuczki Allyson (Andi Matichak). Laurie zbywa dziennikarzyn, by zająć się własnymi sprawami. Tymczasem nieubłaganie zbliżają się dwie rzeczy: Halloween i autobus psychiatryczny w stronę Haddonfield. 31 października znów rozegra się tam koszmarna noc, gdy Myers da dyla z autobusu.

Recenzja filmu Halloween

Współcześni filmowcy, zamiast wkładać energię w wymyślanie nowych pomysłów, wkładają energię w wymyślanie tego, w jaki sposób można by jeszcze sprzedać pomysły stare. Remaki, rebooty i quadrupuele nikogo już nie dziwią, ale na nich nie kończy się twórcza inwencja. Twórcy filmu Halloween idą o krok dalej i serwują sequel oryginalnego filmu Carpentera, nie patrząc na to, że po drodze było jeszcze kilkaset innych części Halloween. I w zasadzie można by pisać o niebezpiecznym precedensie otwierającym możliwość kręcenia w podobny sposób setek „nowych” filmów, gdyby nie to, że raczej pomysł nowy to nie jest. Nie chce mi się wysilać mózgu o drugiej w nocy, pierwsze, co przychodzi mi do głowy ze świata filmu to Rocky Balboa olewający Rocky’ego 5, a ze świata literatury seria Mastertona o Misquamacusie, która olała część drugą. Tak czy siak ewentualny sukces filmu Halloween może przypomnieć innym, że tak też można się bawić w odgrzewane kotlety.

Slasher jaki jest każdy widzi. Halloween A.D. 2018 nie wymyśla w tej kwestii niczego nowego. Zimnokrwisty zabójca w masce, sterta nastolatków do zabicia, killer, który człapiąc przed siebie jest szybszy od biegających niekillerów (choć nie ma się co śmiać, Leslie Vernon wytłumaczył, dlaczego tak się dzieje). To wszystko jest również w nowym Halloween, którego główną atrakcją jest możliwość przypomnienia sobie starego filmu. Przynajmniej dla tych, którzy go lubią (ja nie lubię). Kroju czcionki napisów, muzyki, uliczek Haddonfield, podstarzałych bohaterów jedynki itp. Trochę szkoda, że nie poszli śladem którejś z nowych Teksaskich Masakr Piłą Mechaniczną, która odtworzyła na chwilę wydarzenia z odległego o lata poprzednika. Czy jakoś tak. Byłoby jeszcze bardziej ciekawie. No ale twórcy filmu Halloween (komedianci od Boskiego chilloutu) nie bawią się w takie rzeczy. Zaglądają do starych bohaterów i patrzą co tam u nich po latach.

Halloween nie przynosi też żadnej rewolucji w gore, ciekawszych scen zabójstw ma ze dwie. A gdy zabójca leży u stóp niedoszłych ofiar, możecie być pewni, że go nie dobiją, tylko zaczną uciekać. Kurs u buka na takie zdarzenie byłby pewnie wycofany.

I OK, powiedzmy, że nie przeszkadza mi ta konwencja i gdyby tylko podrasować sceny zabójstw i trzymać się psychodelicznego klimatu początku filmu, byłoby całkiem przyjemnie. Pal licho też zbiegi okoliczności, dzięki którym Myers zostaje wywieziony ze szpitala akurat przeddzień Halloween, a droga do innego szpitala akurat wiedzie w okolicy Haddonfield. Pal licho debilnych bez wyjątku męskich nastolatków i położenie lachy na szczegóły wydostania się Myersa z autobusu. Obezwładnił kogoś tam (w łańcuchach zapewne i kajdankach) i uciekł. Pal licho na to wszystko, byle było krwawo i dużo trupów. Ale w tej kwestii jest przeciętnie, a fabuła Halloween jest totalnie kretyńska. Nawet jeśli palimy licho w kwestii powyższych pierdół i niezbędnych w slasherze klisz.

Czemu jest kretyńska? Już tłumaczę, ale uwaga na SPOILERY.

Laurie Strode ma czterdzieści lat na przygotowanie się na powrót Myersa, w który tylko ona wierzy. Może przygotować dosłownie wszystko, ale stawia na piwnicę z ukrytym wejściem, gdzie można się bezpiecznie schronić. I kiedy już Myers atakuje, wszyscy wyłażą z tego pomieszczenia w te i we w te zamiast w nim siedzieć i czekać na kawalerię. Zmarnowałaś czterdzieści lat, Laurie!

Tak samo jak zmarnowałaś czterdzieści lat na jakiś skomplikowany system krat, które ze strachem zamykasz, gdy Myers jest już w domu. Jeśli już się w to bawić, to trzeba było wykombinować jakiś labirynt, który umożliwia Myersowi dotarcie jedynie w jedno konkretne miejsce domu i wtedy go przez łeb. Ale i tak myślę, że te kraty to strata czasu.

Ale przede wszystkim jesteś Laurie kijową babcią. Przez czterdzieści lat świrowałaś, żeby przygotować rodzinę na nieuniknione (aż dziw bierze, że nikt nie wspomniał Terminatora 2, aż  się prosiło o taki inside joke), a gdy nadeszła ta noc, dałaś dupy po całości. OK, gdyby Myers zaatakował znienacka, ale Myers dał wszystkim CAŁY DZIEŃ na przygotowania. Od rana telewizja huczy, że uciekł Myers, Laurie zbiera całą rodzinę w samochód, wyjeżdżają z Haddonfield i bye bye, koniec filmu. No ale dobra, ona chce go zabić, po to się przygotowywała. Wie, że Myers jest na wolności i zaatakuje. Luzik, niech sobie wnuczka idzie na imprezę, przecież będzie tam bezpieczna. Zabiera się za dzwonienie do niej w nocy, ale oczywiście nie może się dodzwonić (bzdurny powód pozbycia się przez wnusię telefonu). Choć wcześniej zrobiła nalot na dom córki, że nieprzygotowany na mordercę. Od tej pory powinna pogłębić pierdolca i truć dupę CAŁEJ rodzinie. Nawet nie próbowała się skontaktować z wnuczką. Więcej, kiedy już sobie reszta rodziny czeka w pancernym domu Laurie, nikt nawet nie pamięta o Allyson, skupieni są na wchodzeniu i wychodzeniu z piwnicy. Nie tylko oni zresztą. Całe Haddonfield ma wywalone na to, że rano uciekł Myers, który w nocy łazi sobie po mieście i bezproblemowo zabija randomowe ofiary. Nagle koło północy wszyscy zaskoczeni, jak to, Myers nas morduje?

Dawno już nikt nie zmarnował w ten sposób czterdziestu lat życia co Laurie Strode.

PS. W filmie totalnie nie czuć klimatu samego Halloween.

(2207)

  Po slasherach, takich jak Halloween, nikt nie oczekuje sensu. Ale to, co zaprezentowali twórcy sequela kultowego filmu Johna Carpentera, pod względem jego braku przechodzi ludzkie pojęcie. Recenzja filmu Halloween A.D. 2018. O czym jest film Halloween Minęło czterdzieści lat, odkąd zamaskowany Michael Myers rozprawił się nożem z kilkoma mieszkańcami Haddonfield. Po tym niechlubnym wyczynie trafił do psychiatryka, gdzie przebywa po dziś dzień. Właśnie tam odwiedza go dwójka podcasterów udających dziennikarzy (Jefferson Hall, Rhian Rees). Mają nadzieję, że wyduszą od Myersa choćby półsłówko, bo psychopata od czterdziestu lat milczy niczym grób. Nic z tego. Nawet machnięcie mu za potylicą jego…

Ocena Końcowa

4

wg Q-skali

Podsumowanie : Po czterdziestu latach w psychiatryku Michael Myers wydostaje się na wolność i planuje w końcu pozbyć się Laurie. Typowy slasher, któremu pomysłu wystarczyło na 10 minut, a potem zamienił się w jeden z głupszych ostatnio filmów.

Podziel się tym artykułem:

Jeden komentarz

Skomentuj

Twó adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Quentin 2023 - since 2004