22 lipca, 22 July (2018), reż. Paul Greengrass. Netflix.
22 lipca, 22 July (2018), reż. Paul Greengrass. Netflix.

22 lipca. Recenzja filmu 22 July. Netflix

Przyzwoitość nakazałaby napisanie kilku słów na temat filmu, o którym krytycy pieją z zachwytów i który ma powalczyć o przyszłoroczne Oscary jak równy z równym, choć został wyprodukowany przez tego wciąż nieuznawanego przez duże studia filmowe Netfliksa. Tylko cóż tu pisać, kiedy seans uśpił, a film zawiódł? No chyba tylko tyle, że seans zawiódł, a film uśpił. Recenzja filmu 22 lipca.

O czym jest film 22 lipca

21 lipca 2011 roku Anders Behring Breivik (Anders Danielsen Lie) ze spokojem godnym o wiele bardziej błahej sprawy dogląda ostatnich elementów swojego planu. Tu przeleje jakiś płyn, tam zapakuje na furgonetkę jakieś skrzynki, siam porozgląda się czy aby nikt go nie śledzi. W tym samym czasie na wyspie Utoya zaangażowana politycznie młodzież śpiewa nad ogniskiem pieśni i urządza w świetlicy pogadanki na temat tego, jak szczęśliwie żyć w multikulturowym środowisku. Czekając na przybycie premiera Norwegii Jensa Stoltenberga (Ola G. Furuseth), który zapowiedział się, że wpadnie. 22 lipca Breivik najpierw wyrusza do Oslo, gdzie w dzielnicy rządowej zostawia furgonetkę z ładunkiem wybuchowym. Jest już w drodze na Utoyę, gdy ładunek wybucha. Szkody są spore, ale premier uratowany. Atak bombowy sprawia, że wzmożone zostają środki bezpieczeństwa. Przebrany za policjanta Breivik, pod pozorem sprawdzenia tegoż bezpieczeństwa, bez większych trudności przedostaje się na wyspę. Tam pojawiają się pierwsze kłody pod nogi, ale wkrótce nic nie jest w stanie go powstrzymać. Zaczyna strzelać do zebranej tam młodzieży, padają trupy.

Recenzja filmu 22 lipca

Kiedy Paul Greengrass (Krwawa niedziela, Lot 93, Kapitan Phillips) bierze się za temat masakry zorganizowanej przez faszystowski umysł Andersa Breivika, należałoby spodziewać się kina, które ściśnie za gardło. 22 lipca za gardło nie ściska, choć oczywiście trudno jest patrzeć na sceny samej masakry czy na obojętną minę Breivika wpierdzielającego pizzę podczas przesłuchania i śmiejącego się na sali sądowej do swoich niedoszłych ofiar. Nie ściska, bo Greengrass trzyma się jak najdalej tylko może od wyciągania jakichkolwiek wniosków i komentowania rzeczywistości.

Na usprawiedliwienie reżysera warto by jednak zaznaczyć, że do końca sam nie wiem, jakiego filmu o masakrze na wyspie Utoya bym się spodziewał, żeby mną poruszył. Tyle, że ostatecznie na to pytanie ma odpowiedzieć Greengrass, a mnie ma tylko film poruszyć. Nie muszę się martwić o całą resztę.

Zawsze trudno jest opowiadać o w miarę świeżych tragediach, których ofiary (niedoszłe czy najbliżsi ofiar) wciąż żyją i z jednej strony chciałoby się oddać im cześć i przybliżyć ich ból, a z drugiej korciłoby, żeby maksymalnie podbić dramatyzm swojego filmu. Greengrass skutecznie powstrzymuje się przed zakusami, na które mógłby się nabrać mniej doświadczony reżyser i sprawia, że filmu 22 lipca nie ogląda się jak tanią sensację. Sceny masakry są wystarczająco mocne i dramatyczne, a zarazem zrobione z wyczuciem sytuacji i szacunkiem do ofiar. Nie trzeba na nie czekać długo, piekło rozpętuje się praktycznie od razu i nie jest kulminacją filmu, a ledwie jego początkiem.

Przed czym Greengrass się nie powstrzymał to przed próbą opowiedzenia o konkretnych wydarzeniach poprzez skupienie się na ich pobocznościach. Głównym bohaterem filmu 22 lipca jest jeden z ciężko rannych podczas masakry chłopców Viljar Hanssen (Jonas Strand Gravli) i to jego zmaganiu z traumą spowodowaną strzelaniną na wyspie Utoya przyglądamy się przez większość filmu. Pars pro toto, jak to się mądrze mówi – część zamiast całości. Utopiona w depresyjnym krajobrazie Norwegii fabuła w końcu dopada widza nudą, zamiast walnąć obuchem w twarz.

Wspomniałem już wyżej, że 22 lipca unika wyciągania wniosków za widza. Sygnalizuje poszczególne problemy i do dyspozycji widza pozostawia całą resztę. Jakby reżyser bał się jednoznacznie wypowiedzieć na takie tematy jak to: czy wyrok był sprawiedliwy? czy Breivika w ogóle spotkała kara? czy może paradoksalnie miał trochę racji, choć wybrał najgorszy z możliwych sposób ich udowodnienia? czy polityka prowadzona przez kraje europejskie jest właściwa? kto właściwie tak naprawdę jest winien czynów popełnionych przez Breivika? czy należy spodziewać się jego naśladowców? co z ludźmi, którzy wysyłają mu do więzienia listy z gratulacjami? czy coś takiego w ogóle można wybaczyć? Itd., itp. Zamiast tego obserwujemy kolejne sceny gnania Viljara przed siebie na skuterze śnieżnym i wycia z bezsilności w ramię fizjoterapeuty.

Za mało Breivika w tym filmie o Breiviku. Próba zmierzenia się z tym tematem od innej strony to moim zdaniem zbytnie pójście na łatwiznę, żeby można było uznać, że od strony filmowej Greengrass wyczerpał temat. Wręcz przeciwnie, miejsca na zrobienie dobrego i przejmującego filmu o 22 lipca 2011 roku zostało jeszcze sporo.

(2195)

Przyzwoitość nakazałaby napisanie kilku słów na temat filmu, o którym krytycy pieją z zachwytów i który ma powalczyć o przyszłoroczne Oscary jak równy z równym, choć został wyprodukowany przez tego wciąż nieuznawanego przez duże studia filmowe Netfliksa. Tylko cóż tu pisać, kiedy seans uśpił, a film zawiódł? No chyba tylko tyle, że seans zawiódł, a film uśpił. Recenzja filmu 22 lipca. O czym jest film 22 lipca 21 lipca 2011 roku Anders Behring Breivik (Anders Danielsen Lie) ze spokojem godnym o wiele bardziej błahej sprawy dogląda ostatnich elementów swojego planu. Tu przeleje jakiś płyn, tam zapakuje na furgonetkę jakieś skrzynki,…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Masakra młodzieży na norweskiej wyspie Utoya staje się dramatem ogółu, ale przede wszystkim dramatem jednostki. Zbyt naokoło, zbyt zachowawczo, z za małym zaangażowaniem. Zamiast wstrząsać - nudzi.

4 odpowiedzi

  1. Nie zgadzam się zupełnie – mnie film ścisnął za gardło, poruszył i w ogóle nie nudził. Dla mnie minusem nie jest to, że reżyser trzyma się jak najdalej od wyciągania wniosków z prostego powodu, bo podobnie czynił Greengrass w innych filmach opartych na faktach jak Krwawy Poniedziałek i Lot 93 gdzie nie stawiał tezy, nie zajmował stanowiska, nie podkręcał w sztuczny sposób emocji tylko obserwował wydarzenia. Różnica między tym filmem a tymi co wymieniłem jest taka, że tutaj tragedia nie jest konkluzją tylko stanowi punkt wyjścia dla świetnie zrealizowanego pod względem technicznym i zagranego filmu. Początek czyli atak i zdarzenia po to mocno trzymający w napięciu dreszczowiec, ale co ważne brytyjski reżyser nie epatuje przemocą i z tym się zgadzam. Obserwujemy Breivika świetnie zagranego przez Andersa Danielsena Lie, ale też przerażone dzieciaki, które próbują uciec przed mordercą.

    Obserwujemy wydarzenia jakie miały miejsce po złapaniu mordercy, cały proces, przesłuchanie, Breivika, a w wątku poświęconym Vijarowi dostajemy piękny dramat psychologiczny o radzeniu sobie z traumą. I dla mnie to esencja filmu, jest to równie ważny wątek co cała sprawa związana z Breivikiem, i wcale nie wypada nudno. Chłopak w roli Vijara wypadł równie dobrze co Lie w roli psychola. Zresztą cała obsada, też drugi plan spisuje się dobrze aktorsko jak np. brat Vijara, jego rodzice, adwokat mordercy. I dla mnie to jest świetny film o radzeniu sobie z traumą a scena w sądzie gdy Vijar przemawia to bardzo mnie poruszyła

    Choć niektórzy mogą mieć problem z jedną rzeczą w filmie. Nie chodzi mi o to, że film nakręcono po angielsku i słychać, że to nie jest naturalny język norweskich aktorów tylko chodzi mi o reakcje Norwegów na to co ich spotyka. Większość reakcji nawet jak dotyka to najbliższych osób, rodziny, przyjaciół, jest bardzo chłodna, ale jak się nie mylę to Norwedzy znani są z takiego (nie)okazywania emocji.

    Podoba mi się też, że reżyser nie uczłowiecza mordercy, ale też nie robi z niego gwiazdy, postaci w stylu psycholów stworzonych przez Thomasa Harrisa jak np. Lecter. Ciężko ocenia sie filmy opowiadające prawdziwe tragedię i dla mnie to dobry film, ale pozostałe filmy Greengrassa z cyklu tych opartych na faktach oceniam jednak wyżej.

    A widziałeś norweski film „Utoya, 22 lipca”? Ja nie.

  2. Quentin

    A nie jest trochę tak, że na dobre oceny filmu Greengrassa (tych jest większość) wpływa fakt, że sami jesteśmy sobie w stanie dośpiewać większość rzeczy, których w nim nie ma? Śledziliśmy sprawę na bieżąco, mieliśmy full informacji itp., mieliśmy czas wyrobić sobie zdanie o czynie Breivika i przeanalizować go z każdej strony. Ciekaw jestem, jak wypada ten film dla kogoś, dla kogo wszystko to, co w nim można zobaczyć jest zupełnie nowe.

    Oglądałem film z lektorem, który chyba jest jeszcze gorszy niż angielski norweskich aktorów :/

    Też nie widziałem norweskiej konkurencji.

  3. Ja oglądałem z napisami, ale z ciekawości sprawdziłem co to za lektor. Jak napisałeś, że jest jeszcze gorszy jak angielski norweskich aktorów to przyszedł mi do głowy taki jeden lektor co ma bardzo cienki głos i z nim nie mogę żadnych filmów oglądać, choć ogólnie do lektorów nic nie mam, ale zawsze jak go słyszę to tak jakby dziecko mówiło. Okazało się że jednak to nie ten lektor. Puściłem jedną ze scen w szpitalu i ładny i wyraźny głos tylko on próbuje grać głosem co wkurza, tak jakoś podniośle mówi:-)

  4. Quentin

    Nie wiem jak się nazywa, ale jak dla mnie to nadawałby się do czytania książki telefonicznej jedynie :). HBO GO ma zdecydowanie lepszych lektorów.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.