Mayans M.C., s01e01. Recenzja pilota.
Mayans M.C., s01e01. Recenzja pilota.

Mayans M.C. s01e01. Recenzja pilotowego odcinka serialu Mayans M.C. od stacji FX

Po spektakularnej i w pełni zasłużonej klęsce serialu historycznego „The Bastard Executioner” Kurt Sutter spełnił obietnicę i powrócił do tego, co potrafi robić najlepiej. A przynajmniej potrafił kiedyś, bo na finałowe sezony „Sons of Anarchy” należy spuścić zasłonę milczenia. Temat spin-offu wybrał sobie marny, bo Majowie jakoś tak największymi popierdółkami zawsze byli w SoA, a każdy wolałby raczej obejrzeć wietnamski prequel, ale z drugiej strony akcja serialu osadzona jedną nogą w Meksyku dawała potencjał na solidną kryminalną historię z kartelami w tle. Co wyszło z pilota serialu Mayans M.C. i ile Sons of Anarchy jest w tym cukrze?

Recenzja pilota serialu Mayans M.C.

Nie ma nawet sensu rozpisywać się w szczegółach na temat ilości powiązań Mayans M.C. z Sons of Anarchy, bo Mayans M.C. to zwyczajnie jest Sons of Anarchy tylko z gorszym castingiem i brzydszym Jaksem. Cała reszta w mniejszych bądź większych szczegółach się zgadza. Posiadający jakąś tajemnicę z przeszłości Ezekiel ‚EZ’ Reyes (JD Pardo) to świeżak w klubie motocyklowym Majowie. Niedawno zakończył odsiadkę, a rodzony brat pomógł mu znaleźć tę fuchę. Majowie zarabiają szmuglując narkotyki przez granicę amerykańsko-meksykańską dla miejscowego kartelu narkotykowego. Kiedy jedna z przesyłek zostaje skradziona przez nieznanych sprawców, szefu kartelu daje o wiele grubszemu niż wcześniej Alvarezowi (Emilio Riviera) i jego ludziom 24 godziny na znalezienie sprawców zuchwałej kradzieży. W innym wypadku zrobi im kęsim. To co odkryje EZ i jego nowi koledzy będzie co najmniej zaskakujące.

Tęskniący za Sons of Anarchy, jaki by on nie był, przynajmniej na chwilę znajdą się w Mayans M.C. jak u siebie. Ten sam klimat, te same motywy, tak samo świetna ścieżka dźwiękowa i tylko te kierownice w motocyklach Majów takie inne. Trudno jednak powiedzieć co dalej i czy to zagoszczenie się w świecie nowego serialu potrwa dłużej, bo z jednej strony to fajnie wrócić do tego, co się lubi, a z drugiej Mayans M.C. to powtórka z rozrywki. Inny młotek u szczytu stołu mieszczącego się w samochodowym warsztacie nie czyni różnicy.

Pilot jak to pilot (choć w sumie czy pilot serialu o motocyklach nie powinien się nazywać motocyklistą? #BardzoCzerstwyŻart). Zarysował sytuację, porozstawiał pionki, zrobił, ile mógł, żeby zainteresować. Przypominając też przy okazji stare błędy (Kurt Sutter dalej nie potrafi kręcić strzelanin), które na szczęście na razie nie przeszkadzają, nawet jeśli jest to śmiechowa cmentarna odsiecz oryginalnych Synów Anarchii. Na większe wnioski oczywiście trzeba będzie jeszcze poczekać, ale na razie jest w porządku i bez strachu możecie wsiadać na ten motocykl. Godzina odcinka to za mało, by spieprzyć coś na spektakularną skalę totalnego zepsucia postaci Jaksa Tellera, jaka nastąpiła w zbyt długim o kilka sezonów poprzedniku.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.