Boar (2017), reż. Chris Sun.
Boar (2017), reż. Chris Sun.

Boar. Recenzja australijskiego monster-movie

Nie ulega wątpliwości, że nad filmem Boar w reżyserii Chrisa Suna unosi się duch kina ozploitation, a jego seans powinien przypominać VHS-ową przygodę z megahitem Razorback: Dzika świnia. Więcej. Od obsady filmu Boar może zawrócić się w głowie. Nazwiska takie jak John Jarratt, Steve Bisley, Roger Ward czy Ernie Ward nie wypadły psu dingo spod ogona. Można by więc liczyć na nieskrępowaną zabawę z ogromnym dzikiem w roli głównej, który to dzik rozszarpuje wszystko, co napotka na swojej drodze. Niestety, oczekiwania w zderzeniu z rzeczywistością po raz kolejny okazały się za duże. Krótka recenzja filmu Boar.

O czym jest film Boar

Na australijskie zadupie przybywa rodzina, która zamierza odwiedzić krewnego (Nathan Jones). Czas na australijskim zadupiu płynie wolno i nie dzieje się tu nic godnego uwagi. A przynajmniej tak było do tej pory. Od niedawna w mieście plotkuje się bowiem o tajemniczych przypadkach zniszczenia mienia okolicznych farmerów. Szybciutko wychodzi na jaw, że odpowiedzialny za te akty wandalizmu jest ogromny dzik, który po skosztowaniu ludzkiego mięsa ma ochotę na więcej.

Recenzja filmu Boar

Boar Chrisa Suna to amatorskie dzieło z wszystkimi przywarami takich produkcji. Nie jest tak źle i tak amatorsko jak w przypadku np. The Deadliest Prey, ale zmienia to niewiele. Boar szybko staje się widzowi zupełnie obojętny i nie nadaje się nawet na wieczór z piwem i kumplami. Bywają przecież filmy tak złe że aż dobre. Ten jest tak zły, że aż zły.

Nie ma co mówić o fabule, bo w filmach „ogromny dzik kontra wszyscy” fabuła zupełnie nie jest potrzebna. Wręcz przeciwnie, często przeszkadza w oczekiwaniu na mięso. Na dialogi również należy spuścić zasłonę milczenia, bo to typowe gadki szmatki do zapełnienia czasu ekranowego. Już tutaj łatwo rozpoznać kiepski amatorski film, bo czasem zdarzają się amatorskie produkcje, które fajnymi dialogami czy nieszablonowymi bohaterami wskazują na talent reżysera i potem ludzie je chwalą, a reżyser dostaje kolejne szanse. To nie jest taki przypadek.

Cycków też nie ma. Sorry.

W tak zaistniałej sytuacji cała nadzieja spoczywa w filmowym gore, które przecież jest sensem takich produkcji i może przyćmić resztę niedostatków. Śpieszę poinformować, że jeśli chodzi o gore też jest kiepsko. To typowa produkcja, która nie ma na to kasy i nie zobaczycie w niej jak wielki dzik przegryza tętnicę swojej ofiary, a jedynie pokażą wam jak już ta tętnica jest przegryziona. Pod koniec filmu widać trochę więcej, ale przy okazji widać też jak średniowiecznych efektów komputerowych użyto, aby to osiągnąć.

Sam zaś główny bohater filmu Boar to wielka kukła z gatunku tych, co to widać ekler na ich plecach. Na swój sposób jest uroczy, ale to, co udało się jako tako ukrywać na ziarnie VHS-a czterdzieści lat temu, w wersji XXI-wiecznej wygląda pożalsięboże. Choć skłania do myślenia fakt, że Steven Spielberg z podobnym gumowym rekinem walnął Szczęki…

(2166)

Nie ulega wątpliwości, że nad filmem Boar w reżyserii Chrisa Suna unosi się duch kina ozploitation, a jego seans powinien przypominać VHS-ową przygodę z megahitem Razorback: Dzika świnia. Więcej. Od obsady filmu Boar może zawrócić się w głowie. Nazwiska takie jak John Jarratt, Steve Bisley, Roger Ward czy Ernie Ward nie wypadły psu dingo spod ogona. Można by więc liczyć na nieskrępowaną zabawę z ogromnym dzikiem w roli głównej, który to dzik rozszarpuje wszystko, co napotka na swojej drodze. Niestety, oczekiwania w zderzeniu z rzeczywistością po raz kolejny okazały się za duże. Krótka recenzja filmu Boar. O czym jest film…

Czas na ocenę:

Ocena: 3

3

wg Q-skali

Podsumowanie: Ogromny dzik terroryzuje mieszkańców australijskiego miasteczka. Nie ma takich pokładów tęsknoty za kinem ozploitation lat 80. XX wieku, które pozwoliłyby cieszyć się tym amatorskim filmem.

4 odpowiedzi

  1. Szkoda. Czyli już lepiej odświeżyć Razorbacka?

  2. Quentin

    Oglądałem milion lat temu, ale nawet jeśli jest równie kiepski to niewątpliwie.

  3. Z tego co pamiętam to był nawet ciekawy wizualnie, choć fabuła była raczej pretekstowa i miał trochę ciągoty do kina artystycznego. No ale klimacik był pierwsza klasa. A jak o dzikach to są jeszcze całkiem poprawne koreański „Chaw” czy francuski „Proie”, no i w amerykańskim „Pig Hunt” też był zmutowany dzik, choć razem z bandą obłąkanych rednecków. W każdym razie każdy z nich choć daleki do ideału, to na pewno był lepszy niż 3/10. :)

  4. Quentin

    No i „Hannibal” trochę :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.