Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Ant-Man i Osa, Ant-Man and the Wasp (2018), reż. Peyton Reed.
Ant-Man i Osa, Ant-Man and the Wasp (2018), reż. Peyton Reed.

Ant-Man i Osa. Recenzja filmu Ant-Man and the Wasp

Mało kto oczekiwał po pierwszej części Ant-Mana, że będzie więcej niż przeciętnym zapełniaczem. Okazało się, że to kawałek bardzo dobrego filmu rozrywkowego. Prawie wszyscy liczyli na to, że Ant-Man i Osa okaże się równie fajnym filmem co jego poprzednik. I co, okazał się? Recenzja filmu Ant-Man i Osa.

O czym jest film Ant-Man i Osa

Po rozróbie na niemieckim lotnisku, w której Scott Lang aka Ant-Man (Paul Rudd) dołączył do zbuntowanych Kapitana Ameryki i kolegów, superbohater odsiaduje wyrok trzech lat aresztu domowego. W końcu jednak czas banicji za złamanie postanowień traktatu z Sokowii, czy jak to się tam nazywa, dobiega końca i zostało zaledwie kilka dni do wolności. Jak to zwykle „trzy dni przed emeryturą” bywa, z Ant-Manem kontaktuje się Hope van Dyne (Evangeline Lilly). Hope i jej ojciec Hank Pym (Michael Douglas) zerwali wszelkie kontakty ze Scottem Langiem, ale teraz reagują na jego chaotyczny telefon, w którym opowiada im treść swojego snu. Okazuje się, że sen ma wiele wspólnego z żoną Hanka i matką Hope, Janet (Michelle Pfieiffer). Kobieta przywdziewająca kostium Osy zaginęła przed laty podczas kolejnej misji ratowania świata. Świat uratowała, ale na zawsze zagubiła się kwantowym bezkresie. Teraz okazuje się, że Janet być może wciąż żyje i czeka na ratunek. A technologia posiadana przez Pyma w końcu może go umożliwić. Pozostała jeszcze do zakupu jedna jej część i tego zadania podejmują się Ant-Man oraz Hope, która odziedziczyła po matce kostium Osy. Spotkanie z podejrzanym handlarzem elektroniki Sonnym Burchem (Walton Goggins) kończy się inaczej niż planowali, a na domiar złego we wszystko miesza się tajemniczy Duch (Hannah John-Kamen).

Recenzja filmu Ant-Man i Osa

Niestety, film Ant-Man i Osa nie okazał się równie fajnym filmem jak jego poprzednik. Właściwie to film wyreżyserowany przez Peytona Reeda okazuje się być tym najgorszym do recenzowania rodzajem filmów, co to niby fajnie się je ogląda, ale równocześnie ma się wrażenie, że traci się czas. Wiadomo było, że po wyczynach w głównej linii MCU i pstryknięciu palcami przez Thanosa taki film jak Ant-Man i Osa będzie miał jeszcze trudniej wypełnić czas do czwartych Avengersów, ale też z tego powodu jeszcze bardziej widać jak jest błahy i po co powstał. A powstał tylko i wyłącznie po to, żeby wypełnić odpowiedniego „slota” w planie wydawniczym kinowych Marvelów.

Nie powiem, że film Ant-Man i Osa ogląda się źle. Bo źle się go nie ogląda. Największym atutem filmu są jego postaci. Pod tym względem nie ma się czego czepiać, a główni bohaterowie są sympatyczni, dowcipni i tacy jak należy. Po raz kolejny show kradnie Michael Pena, po którym nigdy bym się tego nie spodziewał, bo za nim nie przepadam. Jego Luis znów jest bezbłędny i wszystko co najlepsze w filmie Ant-Man i Osa, a na pewno większość, jest z nim w jakiś sposób związane. Drugim największym atutem filmu Reeda jest warstwa wizualna. Znów wszystko zmniejsza się i zwiększa w zawrotnym tempie, a twórcy wiedzą jak wykorzystać to do nakręcenia widowiskowej akcji. Plusem ostatnim jest też filmowy humor, ale tutaj już za dużo żartów sprawia wrażenie wysilonych.

Cóż jednak z tych plusów, kiedy fabuła filmu Ant-Man i Osa leży i kwiczy. Szczególnie boli to w scenach plątania się po wymiarze kwantowym, które są tak niepotrzebne jak widelec do zupy. Hank Pym zachwyconym wzrokiem Michaela Douglasa mruczy do siebie „Scott, czemu nie mówiłeś, że tu jest tak pięknie”, a widz se myśli: „Weź i już stąd wyjdź”. Wszystko, co rozgrywa się w tym nieszczęsnym wymiarze wyciąłbym w cholerę. Szkoda też już strzępić języka na badguyów, bo ci są równie słabi co w wielu innych filmach MCU. Na dodatek stanowią tę denerwującą odmianę badguya, co to jest badguyem, ale tak nie do końca na wypadek, gdyby w kolejnym filmie serii mieli dołączyć do tych dobrych.

W związku z powyższym głównym klejem filmu Ant-Man i Osa jest jego humor, który pozwala w kilku miejscach głośniej się uśmiechnąć i decyduje o tym, że skoro już trafiliśmy do kina na film Reeda, to nie jest on do końca stratą czasu. Choć skutecznie osłabiają to uczucie wszystkie sceny pseudonaukowego bełkotu, którego jest zdecydowanie za dużo jak na film o Człowieku-Mrówce.

Czy jest scena po napisach w filmie Ant-Man i Osa?

Naturalnie, że jest, standardowo wręcz są sceny dwie. Pierwsza w połowie napisów, która ostatecznie umiejscawia w czasie wydarzenia filmu Ant-Man i Osa i druga już po napisach, na którą raczej nie warto czekać.

(2160)

Mało kto oczekiwał po pierwszej części Ant-Mana, że będzie więcej niż przeciętnym zapełniaczem. Okazało się, że to kawałek bardzo dobrego filmu rozrywkowego. Prawie wszyscy liczyli na to, że Ant-Man i Osa okaże się równie fajnym filmem co jego poprzednik. I co, okazał się? Recenzja filmu Ant-Man i Osa. O czym jest film Ant-Man i Osa Po rozróbie na niemieckim lotnisku, w której Scott Lang aka Ant-Man (Paul Rudd) dołączył do zbuntowanych Kapitana Ameryki i kolegów, superbohater odsiaduje wyrok trzech lat aresztu domowego. W końcu jednak czas banicji za złamanie postanowień traktatu z Sokowii, czy jak to się tam nazywa, dobiega…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Ant-Man razem z Hankiem Pymem i jego córką Osą podejmują się uratowania żony Pyma, która przed laty utknęła na dobre w wymiarze kwantowym. Głównym klejem filmu jest jego humor, który pozwala w kilku miejscach głośniej się uśmiechnąć i decyduje o tym, że skoro już trafiliśmy do kina, to czasu nie straciliśmy.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.