Dead Shack (2017), reż. Peter Ricq.
Dead Shack (2017), reż. Peter Ricq.

Dead Shack. Recenzja komediowego horroru Petera Ricqa

Dobre chęci pisania recenzji każdego filmu z mojej mocno zaniedbanej ostatnio List Do Obejrzenia przynoszą różny skutek. Raczej odwrotny do zakładanego. Mimo to, bez zupełnie żadnego powodu, gorekomedia Dead Shack doczeka się tutaj paru słów. Recenzja filmu Dead Shack.

O czym jest film Dead Shack

Podobnie do opisywanego wczoraj filmu Nieznajomi: Ofiarowanie, wszystko w Dead Shack rozpoczyna się od wycieczki do położonego w lesie domku. Szefem wycieczki jest niejaki Roger (Donavon Stitson). Roger jakiś czas temu się rozwiódł, ale nie zamierza siedzieć i płakać, dlatego jak rękawiczki zmienia kolejne kandydatki na nową żonę. Dziewczyny to młode i raczej nic nie wskazuje na to, że ich związki z Rogerem skończą się gdzieś poza łóżkiem. Nową wybranką Rogera jest Lisa (Valerie Tian), którą również zabiera na wycieczkę. Podobnie jak i dwoje dzieci Summer (Lizzie Boys) i Colin (Gabriel LaBelle) oraz przyjaciela rodziny Jasona (Matthew Nelson-Mahood). Podróż na miejsce przebiega w wesołej atmosferze. Wszystko za sprawą Rogera, który nie dość, że nie stroni od alkoholu, to jeszcze ma wyjątkowo wesoły charakter. Żartuje ze wszystkiego, a dzieci traktuje jak kumpli. Po przybyciu na miejsce, również identycznie do filmu Nieznajomi: Ofiarowanie, małolaty idą porozglądać się po okolicy. Po drodze napotykają na ludzkie kości, ale nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Wkrótce docierają do mieszczącego się nieopodal domu. W środku kobieta (Lauren Holly), którą poznali po drodze w miejscowej knajpce, uwodzi dwóch nastolatków. A przynajmniej oni tak myślą. Ani się obejrzą, a staną się pożywieniem dla jej zombie-dzieci.

Recenzja filmu Dead Shack

Fabularny debiut Petera Ricqa (dałem jego nazwisko w tytule recenzji nie dlatego, że powinniście go znać, ale dlatego, że nie miałem tam nic innego do wrzucenia) nie jest filmem, o którym można napisać wiele odkrywczego. Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że takich filmów jak Dead Shack było już naprawdę dużo i on sam nie różni się niczym od podobnych historii z gatunku: jakieś rednecki na nas polują i chcą nam urwać głowę. Tym razem rednecków zastępuje totalnie niepodobna do siebie Lauren Holly (wincyj operacji plastycznych, wincyj!), a jej motywacja do mordowania to jedyna rzecz, którą można by tu spróbować nazwać choć odrobinę oryginalną. Cała reszta fabularnie nikogo nie zaskoczy. Nawet nie próbuje.

Wesoły horror to ulubiony gatunek dla wszelkiej maści reżyserów, którzy chcą pokazać swój talent. Nie dziwi więc fakt, że Ricq również wybrał właśnie takie kino gore. Nie ulega też jednak wątpliwości, że Dead Shack nie będzie dla Ricqa tym, czym kiedyś dla Sama Raimiego było Martwe zło, a dla Petera Jacksona Martwica mózgu. Już choćby pod względem ekranowych okropności (powinienem użyć tego słowa w cudzysłowie, bo w filmowym gore takie okropności są raczej umownie okropne, a bardziej rozrywkowe) Dead Shack nie prezentuje niczego specjalnego. Żadnej wymyślnej sceny śmierci, sztampowe rozwalanie głowy z shotguna co najwyżej.

Na tym jednak kończą się złe wiadomości, bo Dead Shack nie jest tak słabym filmem, na jaki wskazywałyby powyższe akapity. Owszem, jest kinem wtórnym zarówno w ogóle, jak i w szczegółach (ile już było filmów ze zbrojeniem się w materiały AGD w szopie), ale ma swój urok, za który głównie odpowiadają sympatyczne postaci i dobrze napisane dialogi. Pod tym względem Dead Shack właściwie powinien wzbudzać większy podziw, bo co to za sztuka zrobić wrażenie udanym gore. Wystarczy jakiegoś zdolnego magika zatrudnić i po kłopocie. O wiele trudniej zabić ekranowy czas pomiędzy scenami mordów i rozczłonkowywania, a to akurat udaje się filmowi Dead Shack nieźle. Wyluzowany Roger to jeden z ciekawszych ostatnio filmowych ojców, a i małolaty mają swoje momenty, gdy np. bawią się znalezionymi w lesie kośćmi udowymi myśląc, że należały do jakiegoś zwierzaka.

Dead Shack to typowa propozycja do oglądania z kumplami przy piwie, najlepiej w atmosferze jakiegoś horrorowego festiwalu. Oglądany w pojedynkę traci na wartości, ale i tak wyróżnia się na tle całej masy horrorowego chłamu.

(2382)

Dobre chęci pisania recenzji każdego filmu z mojej mocno zaniedbanej ostatnio List Do Obejrzenia przynoszą różny skutek. Raczej odwrotny do zakładanego. Mimo to, bez zupełnie żadnego powodu, gorekomedia Dead Shack doczeka się tutaj paru słów. Recenzja filmu Dead Shack. O czym jest film Dead Shack Podobnie do opisywanego wczoraj filmu Nieznajomi: Ofiarowanie, wszystko w Dead Shack rozpoczyna się od wycieczki do położonego w lesie domku. Szefem wycieczki jest niejaki Roger (Donavon Stitson). Roger jakiś czas temu się rozwiódł, ale nie zamierza siedzieć i płakać, dlatego jak rękawiczki zmienia kolejne kandydatki na nową żonę. Dziewczyny to młode i raczej nic nie…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Pięcioosobowa wycieczka zmuszona jest walczyć o życie, gdy zainteresowana ich zabiciem jest matka dokarmiająca swoje zombie-dzieci. Typowa niskobudżetowa komedia gore. Wyróżnia się tym, że zamiast robić wrażenie gore, jest mocną stroną są postaci i dowcipne dialogi.

Odpowiedź

  1. „Dead Shack nie będzie dla Ricqa tym, czym kiedyś dla Sama Raimiego było Martwe zło, a dla Petera Jacksona Martwica mózgu” – ano nie będzie bo niestety cały ten Ricq zdaje się nie mieć nawet ułamka reżyserskiego talentu tych dwóch panów. :( Co z tego, ze „Dead Shack” ma sympatycznie rozpisane dialogi czy postaci, skoro młodzi aktorzy niespecjalnie dają radę, a reżyser zupełnie nie potrafi wlać w film tempa i emocji. Walka z zombiakami jest równie emocjonująca jak pojedynki rycerskie w „Koronie Królów”. Szkoda, potencjał był, gdyby to trafiło w ręce faktycznie jakiegoś nowego Raimiego/Jacksona to mógłby być fajny filmik. A to taki komediohorror, że pod koniec usypiałem. :(

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.