Listy do M. 3 (2017), reż. Tomasz Konecki.
Listy do M. 3 (2017), reż. Tomasz Konecki.

Listy do M. 3. Recenzja filmu Tomasza Koneckiego

Pierwsze Listy do M. uważam za porządny film, którego nikt nie musi się wstydzić. Drugiej części nie widziałem, ale wróble ćwierkają, że była marna. Nie zdziwiłbym się, ale pewności nie mam. Kiedy nadarzyła się okazja do obejrzenia filmu Listy do M. 3 za friko na uroczystej premierze – żal było nie skorzystać. Recenzja filmu Listy do M. 3.

O czym jest film Listy do M. 3

Podobnie jak i poprzednie części serii Listy do M., Listy do M. 3 to również kilka przenikających się historii, których akcja rozgrywa się w okresie świąt Bożego Narodzenia. Najłatwiej więc będzie na szybciora po dwa zdania sklecić o każdym z tych wątków.
Melchior (Tomasz Karolak) pracuje w centrum handlowym jako Mikołaj. Kiedy jego syn Kazik (Mateusz Winek) wpada na ślad dziadka, który dawno temu zostawił rodzinę i Kazik nie miał okazji go poznać, rusza z niechętnym ojcem do Piotrkowa Trybunalskiego, by go odnaleźć. Wiele wskazuje na to, że dziadek Czarek (Andrzej Grabowski) nie zrezygnował ze swojego starego sposobu na życie i dalej jest naciągaczem.
Szczepan i Karina Lisieccy (Piotr Adamczyk i Agnieszka Dygant) większość czasu spędzają na wychowywaniu malutkiego wnusia. Karina jest coraz bardziej sfrustrowana byciem babcią oraz tym, że wciąż młody przecież Szczepan zdziadział na tyle, że nie można z nim zrobić niczego szalonego. Na domiar złego Karina podejrzewa u siebie śmiertelną chorobę.
Wojciech (Wojciech Malajkat) wciąż pogrążony jest w żałobie po śmierci żony (Agnieszka Wagner). Wścieka się, gdy córka jego nowej gosposi (Izabela Kuna) myszkuje w jego rzeczach. Na kopach zwalnia z pracy gosposię, ale jej córka Dusia (Weronika Wachowska) postanawia upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Sprawić, żeby mama nie płakała za robotą, a Wojciech nie płakał już za żoną.
Gibon (Borys Szyc) wzdycha do pani z radia. Pani z radia to Karolina (Magdalena Różczka), która wciąż nie znalazła swojego wymarzonego rycerza na białym koniu. Partner Gibona, Boguś (Zbigniew Zamachowski) podpowiada mu, żeby zdobył się na odwagę, zadzwonił do radia i powiedział Karolinie, co do niej czuje.
Zuzę (Katarzyna Zawadzka) coś uwiera w związku. Snując się po ulicach Warszawy w poszukiwaniu złamanej choinki, poznaje Rafała (Filip Pławiak). Rafał jest weterynarzem, który urządza akcję, której celem jest znalezienie domu dla porzuconych psów. Zuza kocha psy.
Jadzia (Hanna Śleszyńska) i jej mąż (Joachim Lamża) przeżywają nawianie z domu ich córki. Ludzie w miasteczku plotkują, że pewno już biega po stolicy z brzuchem.
Szefu w jednej z warszawskich firm Andrzej (Marcin Kwaśny) wplątał się w niebezpieczny romans, który w Wigilię może wybuchnąć mu prosto w twarz i porozwalać jego poukładane życie.

Recenzja filmu Listy do M. 3

Wystarczy spojrzeć wyżej, by zdiagnozować jeden z głównych problemów, na jaki cierpi film Listy do M. 3 – za dużo wątków! Gdyby streścić Love Actually, do którego Listy do M. od początku istnienia się odwołuje, też wyszłaby podobna liczba i ktoś mógłby powiedzieć, że eeetam. Tyle, że taką ilość wątków trzeba umieć okiełznać, a dwóch scenarzystów filmu Listy do M. 3 nie było w stanie tego zrobić. Każdemu poświęcili więc chwilkę, bardziej skupiając się na emocjach, jakie konkretne wątki mają wzbudzić, niż na zachowaniu choćby odrobiny sensu i wiarygodności. I choć głównym założeniem filmu jest zapewne to, że w Święta cuda się zdarzają, to, kurczę, nie każdemu i nie co chwilę. I o ile jeden świąteczny cud można byłoby spokojnie przełknąć, to jego natężenie jest w filmie Listy do M. 3 nieznośne. Większość bohaterów zakochuje się/przebacza tu w jedno/dwa spotkania i parę minut rozmowy o niczym (latte za 15 zeta itp.).

Wiem, że nikogo nie obchodzi moje zdanie, ale niniejszym podrzucam rozwiązanie, które przy filmie Listy do M. 4 (powstanie na pewno, bo trójka okaże się hitem niezależnie od tego jak bardzo nijakim filmem jest) mogłoby się sprawdzić. Zalecam skupić się w nim na jednym, góra dwóch świątecznych wątkach i popracować nad nimi. Jako jeden z niewielu (o ile nie jedyny) fanów talentu komediowego Tomasza Karolaka uważam, że Listy do M. 3 byłyby dużo lepsze, gdyby w całości skupić uwagę wokół niego. A jak już bardzo chcieli więcej wątków, to trzeba było je przemycić gdzieś w tle, a nie przeznaczać im tyle samo czasu ekranowego.

Nie są Listy do M. 3 filmem jednoznacznie złym, o którym można by napisać, że gniot, omijać i jak coś takiego mogło powstać?! Gorzej, Listy do M. 3 są filmem nijakim, który dobrze wie, że zarobi i nie musi się wysilać. Są w tych wszystkich wątkach jakieś przebłyski emocji (bezdomne psy, przebaczenie po latach, miłość ponad wszystko, samotność na święta po stracie bliskiego), które wskazują na to, że może i dałoby się wycisnąć więcej, bo są podstawy do takiego myślenia, ale wszystko to ginie w napisanym na kolanie scenariuszu, który zna tylko kolory czarny i biały. Żadnych odcieni szarości tu nie uświadczycie. Albo ktoś jest śmiertelnie obrażony, albo ktoś w końcu wybacza. A jak się ktoś ma zakochać, to wystarczy, że powie: „kocham cię” i już. Szczegół, że para spotkała się w metrze, pogadała zupełnie o niczym i… I tyle. Widz musiałby mocno wierzyć w cuda, żeby to kupić w takim nadmiarze. Szczególnie że aktorzy nie pomagają grając ten akurat wątek w całości jedną miną.

Cała masa w filmie Listy do M. 3 kuriozalnych scen, które wzbudzają uśmiech, ale politowania. Dwóch gliniarzy jeździ cały dzień samochodem po mieście i marnuje oddech na marne dialogi z siedzącym na tyle pingwinem (Bartosz Obuchowicz). Żal patrzeć zarówno na Zbigniewa Zamachowskiego, którego rolę mógłby zagrać ktokolwiek, jak i na jedną z dwóch przerw w tej wycieczce po mieście (kurde, fajnie być gliną, jeździsz se samochodem po mieście; a właściwie teleportujesz: w przeciągu jednego dialogu przejechali z Placu Trzech Krzyży pod Arkadię), jak i na Borysa Szyca, który marnuje się w takich rolach skrojonych tylko pod nazwisko na plakacie. Żenująca jest scena w warszawskiej Arkadii nakręcona tylko i wyłącznie pod kątem product placementu centrum handlowego. Wykrojona z filmu nic by nie zmieniła. No nie trzeba by było patrzeć na koszmarny parkour po centrohandlowych żyrandolach. Świąteczny klimat próbuje nam się tu wcisnąć za wszelką cenę. Asiek słusznie zauważyła, że w scenach na mieście przypadkowi przechodnie chodzą po ulicach z pięknie zapakowanymi prezentami w dłoniach. Jeden za drugim z prezentem z kokardką! A jakby świątecznego cudu było mało, to pomaga się tu mu latającą na wietrze czerwoną sukienką. No ale wiadomo, jak czerwona sukienka wisi na ścianie w pierwszym akcie, to potem musi wybuchnąć.

No i bardzo mało jest w filmie Listy do M. 3 komedii. Zarówno sytuacyjnej (jeden dobry greps z klęczeniem pod Powązkami), jak i – przede wszystkim – w dialogach. Nie zdziwi pewnie nikogo fakt, że najśmieszniejsze, co w tej materii udało się wykrzesać scenarzystom to dialogi z frazą „w dupie” bądź wymyślenie słowa „wysrakakać”. Dowcip filmu operuje na takich wyrażeniach. Przemknęły się też ze trzy kurwy i jedno spierdalaj, co osobiście uważam za niewłaściwe w takim filmie.

No i cóż. Odświeżenie obsady niewiele dało, bo nowe przyległości nie wniosły do filmu nic dobrego. No może ta mała ruda jest fajna i Kuna też, bo lubię Kunę :). Lepiej sprawdzili się weterani Listów do M.: Karolak, Adamczyk, Malajkat i Dygant, ale niestety nie dostali do grania niczego świąteczno-komedio-romantycznego. No ale co tam, głupi lud kupi. Szczególnie że kilka autorytetów związanych z TVN-em poda teraz dalej w świat przekaz dnia: tak, dwójka była słaba, ale trójka to powrót do starych i dobrych Listów do M.!

(2315)

Pierwsze Listy do M. uważam za porządny film, którego nikt nie musi się wstydzić. Drugiej części nie widziałem, ale wróble ćwierkają, że była marna. Nie zdziwiłbym się, ale pewności nie mam. Kiedy nadarzyła się okazja do obejrzenia filmu Listy do M. 3 za friko na uroczystej premierze - żal było nie skorzystać. Recenzja filmu Listy do M. 3. O czym jest film Listy do M. 3 Podobnie jak i poprzednie części serii Listy do M., Listy do M. 3 to również kilka przenikających się historii, których akcja rozgrywa się w okresie świąt Bożego Narodzenia. Najłatwiej więc będzie na szybciora po…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Świąteczny cud wisi nad Warszawą. W dniu Wigilii splatają się romantyczne losy kilkorga bohaterów. Pozbawiona humoru, nijaka świąteczna komedia romantyczna z napisanym na kolanie scenariuszem. Ma przebłyski, ale cała reszta to gładka przeciętność zmieszana z politowaniem.

2 odpowiedzi

  1. Nie wybieram się na ten film, ale dobrze było chociaż recenzje przeczytać. Wyższej oceny się nie spodziewałem, trzeba przyznać.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.