Premiery kinowe weekendu 14-16.07.2017
Spider-Man: Homecoming (2017), reż. Jon Watts.

Poszedłbym, odc. 184

 

Lepiej późno niż wcale – tak wypada skomentować obecność w kinowym repertuarze bardzo dobrego Mężczyzny imieniem Ove.

Premiery kinowe weekendu 14-16.07.2017

Spider-Man: Homecoming (2017) Poszedłbym 

Ale zaczynamy od siedemdziesiątej ósmej wersji Spider-Mana nakręconej jak dotąd w XXI wieku. Pisałem już, że z wersji na wersję ciotka May jest coraz młodsza? Jeszcze z pięć wersji i będzie niemowlakiem.

Z jednej strony dostrzegam bezsens robienia tego samego filmu co kilka lat, z drugiej jakoś mi to w ogóle nie przeszkadza. Spider-Man jest postacią sympatyczną, zwiastun wygląda wystarczająco rozrywkowo, nie widzę powodu, żeby rezygnować z seansu. Przez kilka lat kino superbohaterskie zmieniło się na tyle, że „pojedyncze” filmy już mało kogo interesują. Z tego względu w Hollywood poczuli krew i wykombinowali, że po co kręcić filmy o samotnym Spider-Manie, kręćmy filmy o Spider-Manie i reszcie superbohaterów (w tym Iron-Manie, który po zapowiedzi, że już nie zagra w Iron-Manie, szesnasty raz gra Iron-Mana). No ale skoro do tej pory był samotny, to zacznijmy od nowa, żeby nie był taki oderwany od reszty uniwersum. Bum.

A że filmów o Spider-Manie było już sześćset, to w sytuacji wyczerpania się przeciwników, w końcu musieli sięgnąć po tego najbardziej lamerskiego. Szkoda, że nie dali go w wersji komiksowej, bo byłby ubaw po pachy (szpanuję, bo przeczytałem z sześć pierwszych zeszytów kiedyś tam zanim mi się znudziło). W jego roli Michael Keaton już przynajmniej trzeci raz we wcieleniu Człowieka-Ptaka.

Mężczyzna imieniem Ove, En man som heter Ove (2015) Poszedłbym 

Jest na Q-Blogu recenzja, więc nie będę się rozpisywał i odeślę do niej:

Po stracie żony i pracy, dobiegający 60-tki Ove zamierza ze sobą skończyć. Co trochę ktoś mu jednak w tym przeszkadza. Klasyczny komediodramat z całym dobrodziejstwem gatunku. Do śmiechu, do płaczu, do wartościowego seansu. (Quentin.pl)

Czym chata bogata!, À bras ouverts (2017) Nie poszedłbym 

Klasyczne kino z gatunku: we Francji obejrzało ten film sto milionów widzów. Częściej niż kiedyś myślałem trafiają się wśród takich filmów naprawdę zabawne komedie, ale ta jakoś mi na taką nie wygląda. Temat na czasie oraz standardowa francuska komedia oparta na mocnym kontraście pomiędzy bohaterami powinny wystarczyć do dobrej zabawy, ale po zwiastunie odnoszę wrażenie, że Czym chata bogata zawisła w tej nieciekawej próżni pomiędzy mądrą komedią biorącą się za bary z poważnym problemem, a zamierzoną przesadą pokroju Borata. I nie chce się ruszyć.

Olli Mäki. Najszczęśliwszy dzień jego życia, Hymyilevä mies (2016) Nie poszedłbym 

Opartym na faktach filmom sportowym zawsze jestem na tak (szczególnie tym o historiach, których nie znam), ale jakoś odrzuca mnie od kina ta miloszoformanowa stylistyka. Choć w domu pewno sprawdzę, jeśli nadarzy się okazja.

Rock Dog. Pies ma głos!, Rock Dog (2016) Nie poszedłbym 

Wymęczyłem się już na innym filmie animowanym o śpiewających zwierzętach i doprawdy nie widzę powodu, żeby chińskie śpiewające zwierzęta miały być lepsze od tych hollywoodzkich z Sing.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.