Kill Switch aka Redivider (2017), reż. Tim Smit.
Kill Switch aka Redivider (2017), reż. Tim Smit.

Kill Switch aka Redivider (2017). Recenzja bzdury z Danem Stevensem

Film w reżyserii wizjonera Tima Smita! Tak napisali na zwiastunie filmu Kill Switch. „Reżyser-wizjoner” o kimś, kto zadebiutował filmem Kill Switch… Nie mogło się to skończyć dobrze, choć jeszcze można by się nabrać oglądając widowiskowy trailer. Recenzja filmu Kill Switch aka Redivider.

O czym jest film Kill Switch

Chyba przyszłość, na pewno niezbyt odległa. Will Porter (Dan Stevens) to młody wciąż pilot-naukowiec, który już zdążył polecieć w kosmos i z powrotem, a którego pasją, konikiem i hobbym jest fizyka z tych najkwantowniejszych. Will otrzymuje propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia, choć na początku jeszcze próbuje się krygować. Oto zatrudnić chce go bogata firma, która wkrótce rozwiąże trapiący ludzkość problem energii, a właściwie jej braku. W zamian, oprócz ciekawej pracy, zapewnią też siostrze Willa najlepszą z możliwych opiekę medyczną dla jej potrzebującego dziecka, więc Will już nie staje okoniem. Zgadza się być dyspozycyjnym 24/7 i rusza do nowej pracy. Wkrótce wybudowana zostaje dziwna budowla, której przeznaczeniem pozyskiwanie energii ze stworzonej równocześnie Ziemi Bis. 3, 2, 1, budowla start, energia płynie do gniazdek elektrycznych i wydaje się, że wszystko skończyło się sukcesem. Źle się wydaje. Will budzi się w ogarniętej chaosem rzeczywistości pełnej trupów, latających dronów i ludzi, którzy starają się go przekonać, że na własne oczy widzieli jak Will został zabity.

Recenzja filmu Kill Switch

Nie jest to pierwszy przypadek w historii kina, kiedy spec od efektów wizualnych zapragnął zostać specem od reżyserii. Choć w zasadzie „spec od efektów wizualnych” to określenie na wyrost w stosunku do Smita, który w swoim IMDb-owym portfolio ma jakieś dwa tytuły na krzyż. Nie zmienia to faktu, że zarówno bliźniaczo podobny pod tym względem projekt Skyline, jak i Kill Switch wypadają dokładnie tak samo. Prezentują efektowny zwiastun, by w całości okazać się niemądrym filmem, w którym nie ma scenariusza, a są jedynie ww. efekty wizualne. Przy czym w Skyline jest ich więcej, a w Kill Switch jest ich parę. I niektóre nawet wyglądają w porządku, szczególnie gdy jakiś duży środek lokomocji wypada przez dziurę na ziemię.

Co z tego, skoro Kill Switch nie ma sensu, a w oczekiwaniu na coś efektownego zmuszeni jesteśmy męczyć się obserwacją akcji z punktu widzenia bohatera. Nie mam nic przeciwko temu, ale skoro już Hardcore Henry pokazał jak to powinno wyglądać, to wszystko, co wygląda gorzej nie ma już racji bytu. A POV w Kill Switch wygląda o kilka poziomów gorzej, na dodatek nie jest zupełnie uzasadnione scenariuszem. Można się więc tylko domyślać, że wymyślili to POV, bo nie mieli kasy na za dużo Stevensa, a tak to mógł go grać ktokolwiek. Tych ktokolwieków mieli zresztą całą obsadę, a wszyscy bohaterowie filmu mówią po angielsku z denerwującym akcentem, co również pokazuje, jaką produkcją jest Kill Switch.

A jest produkcją nadającą się najwyżej na kilkuminutowego shorta. Nie trzeba by było wtedy patrzeć na biegnącego przez zniszczone miasto bohatera (znaczy na jego POV), który się spieszy, ale na rower nie wsiądzie tylko będzie z buta zapindalał. I może nie byłoby czasu na zastanawianie się nad tym, czemu naukowcy nie wybudowali urządzenia do zakończenia tej całej filmowej hucpy, które znajdowałoby się pod ręką, a nie na fantomowej planecie gdzieś tam. Albo nad tym, skąd się te nowoczesne drony wzięły. Albo nad kilkoma innymi rzeczami – niekoniecznie związanymi z filmem – o których człowiek automatycznie zaczyna myśleć, żeby przetrwać do końca.

Że Tim Smit nie sprawdził się jako reżyser jeszcze nie byłoby jakąś wielką tragedią. Ale jako koleś od efektów wizualnych też niczym dupy nie urwał.

()

Film w reżyserii wizjonera Tima Smita! Tak napisali na zwiastunie filmu Kill Switch. "Reżyser-wizjoner" o kimś, kto zadebiutował filmem Kill Switch... Nie mogło się to skończyć dobrze, choć jeszcze można by się nabrać oglądając widowiskowy trailer. Recenzja filmu Kill Switch aka Redivider. O czym jest film Kill Switch Chyba przyszłość, na pewno niezbyt odległa. Will Porter (Dan Stevens) to młody wciąż pilot-naukowiec, który już zdążył polecieć w kosmos i z powrotem, a którego pasją, konikiem i hobbym jest fizyka z tych najkwantowniejszych. Will otrzymuje propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia, choć na początku jeszcze próbuje się krygować. Oto zatrudnić…

Czas na ocenę:

Ocena: 3

3

wg Q-skali

Podsumowanie: Wynalazek, który miał raz na zawsze zakończyć problem ludzkości z dostępem do źródła energii, może okazać się zgubą tejże ludzkości. Nudna bzdura bez scenariusza z ciekawym materiałem akurat na zwiastun.

5 odpowiedzi

  1. Chyba nie miałeś już kompletnie o czym pisać, że zrecenzowałeś te popierdółki. :)

  2. Quentin

    Popierdółki szybciej się pisze niż filmy, o których jest co napisać :).

  3. Quentin

    Poza tym sam zobacz, już jest komentarz. Często te ciekawe filmy nie mają nawet pół :)

  4. No ej… Film może nie jest wybitny, ale głupi zdecydowanie nie jest. Jedyne do czego mogłem się przyczepić to to, że jakim cudem główny naukowiec przekonał ludzi, że drugi wszechświat będzie sterylny, skoro kopiował nasz, a kopia z natury jest taka jak oryginał:)

  5. No i sam dałeś przykład jednej z filmowych głupot. 😛

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.