Czarny śnieg, Nieve negra (2017), reż. Martin Hodara.
Czarny śnieg, Nieve negra (2017), reż. Martin Hodara.

Czarny śnieg. Recenzja filmu Black Snow aka Nieve negra. Netflix

Fajowo, że dodali na Netfliksa kolejny nieamerykański film (w sumie amerykańskie rzadko dodają 😉 ), który jakiś czas temu wpadł mi w oko. Nie na tyle, żeby trafić na Listę Do Obejrzenia i nie na tyle, żeby zrozumieć o co w nim chodzi (zwiastun bez angielskich napisów), ale na tyle, żeby po zobaczeniu go w ofercie Netfliksa powiedzieć: o, to jest ten film co to widziałem ciekawy zwiastun, którego nie rozumiałem! I to właściwie wszystko, co dobrego napiszę w tej recenzji :). Recenzja filmu Czarny śnieg, Black Snow/Nieve negra (2017), reż. Martin Hodara. Film dostępny w ofercie Netfliksa.

O czym jest film Czarny śnieg

Przed laty gdzieś na zadupiu Patagonii rozegrała się tragedia rodzinna, w wyniku której zginął jeden z członków tragicznej rodziny, najmłodszy syn. W gazetach napisali, że zginął pod lawiną, ale prawda była zgoła inna, a całą winę za tragiczną śmierć poniósł starszy brat Salvador. Minęły lata, dużo lat. Umiera głowa rodziny, ojciec. Po jego prochy przybywa brat Salvadora, Marcos (Leonardo Sbaraglia), który przyleciał w rodzinne strony razem ze swoją połówką, Laurą (Laia Costa). Nie zamierza widywać się z bratem i chce szybko wracać, ale jego ciekawość przykuwa stary przyjaciel rodziny, który twierdzi, że są chętni na ziemię odziedziczoną przez braci. Płacą 9 milionów dolarów, ale nie godzą się na kupno części ziemi, chcą całość. Dla 9 milionów dolarów Marcos gotów jest spotkać się z bratem i przekonać go, żeby zgodził się na biznes. Przecież za taką kasę kupiłby sobie inny skrawek Patagonii i jeszcze by mu zostało. Rusza więc z Laurą do chatki, w pobliżu której rozegrała się dww. tragedia. Celem wyprawy jest nie tylko przekonanie Salvadora (Ricardo Darin), który wciąż mieszka w rodzinnej, leśnej posiadłości wiodąc żywot pustelnika-myśliwego, ale i złożenie prochów ojca obok grobu najmłodszego syna. Marcos i Laura docierają na miejsce – wcześniej jeszcze zahaczając o szpital psychiatryczny, w którym spędza swoje dni siostra (Dolores Fonzi) Marcosa i Salvadora – gdzie serdecznie wita ich zarośnięty Salvador. Serdecznie: czyt. strzelbą.

Recenzja filmu Czarny śnieg

Często się zdarza w przypadku takich argentyńskich filmów (zbiór filmów z wykluczeniem filmów amerykańskich i polskich), że recenzent (ktoś, kto stuka o filmie, żebym i ja się załapał) używa magicznej formuły: ech, gdyby w Polsce powstawało takie kino… Tymczasem w przypadku filmu Czarny śnieg formułę tę można odwrócić i pokusić się o stwierdzenie, że taki Czarny śnieg mógłby się uczyć od naszego Na granicy. Wcale nie takiego znowu nie wiadomo jakiego. Jeden i drugi to thriller, w jednym i drugim scenerią śnieżne zadupie, a obsadą czterech aktorów na krzyż, czyli punkt wyjścia taki sam. I gdy Na granicy okazał się ciekawym filmem, Czarny śnieg okazuje się mocno przeciętnym filmem, na który szkoda czasu.

Często atutem filmów rozgrywających się w jakichś mało znanych/dostępnych zakątkach świata jest to, że ich operator stara się zrobić wszystko, żeby te zakątki na ekranie wyglądały pięknie i urokliwie. W końcu to jeden z niewielu elementów takiego filmu, który może zrobić wrażenie niezależnie od wszystkiego innego. Aktorzy mogą grać słabo, scenariusz być kiepski, ale ładnie sfotografowana okolica to zawsze ładnie sfotografowana okolica, której kiepskie aktorstwo nie zepsuje. W filmie Czarny śnieg nie ma i tego atutu. Chatka w lesie, dużo śniegu, tyle blisko kadrowanych widoczków.

Co jest w filmie Czarny śnieg to tajemnica z przeszłości związana ze śmiercią najmłodszego z braci. Jej finałowe rozwiązanie ma zadatki na twista, którego przynajmniej częściowo można się bez problemu domyślić, i to zdaje się jedyny atut filmu Czarny śnieg. Cała reszta to pozbawiona tempa i napięcia historyjka zahaczająca często o absurd – bohater woli siedzieć na mrozie w samochodzie ze swoją ciężarną dziewczyną zamiast wrócić do domu, który jest niedaleko. Lub podrzucająca jakieś tropy – jak ten z 11 milionami dolarów – z których finalnie nic nie wynika. W filmie nie dzieje się nic, nic, nic, nic, twistorozwiązanie, napisy końcowe. Myślę, że gdyby podpiąć widza pod EKG, to przez cały seans wskazywałby linię nieznośnie prostą.

(2252)

Fajowo, że dodali na Netfliksa kolejny nieamerykański film (w sumie amerykańskie rzadko dodają ;) ), który jakiś czas temu wpadł mi w oko. Nie na tyle, żeby trafić na Listę Do Obejrzenia i nie na tyle, żeby zrozumieć o co w nim chodzi (zwiastun bez angielskich napisów), ale na tyle, żeby po zobaczeniu go w ofercie Netfliksa powiedzieć: o, to jest ten film co to widziałem ciekawy zwiastun, którego nie rozumiałem! I to właściwie wszystko, co dobrego napiszę w tej recenzji :). Recenzja filmu Czarny śnieg, Black Snow/Nieve negra (2017), reż. Martin Hodara. Film dostępny w ofercie Netfliksa. O czym…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Po latach spotyka się dwóch braci, których dawno temu podzieliła rodzinna tragedia. Stawką w ich dogadaniu się: dziewięć milionów dolarów. Co by było, gdyby filmowy thriller całkowicie pozbawić napięcia? Czarny śnieg byłby.

6 odpowiedzi

  1. Ej, ale „Na granicy” było przecież nudne w diabły. 😛 Nie mów, że tu jest jeszcze gorzej. 😛

  2. Quentin

    No co Ty gadasz, „Na granicy” to spokojna Siódemka w Skali Filmu Polskiego :). Tak czy siak opinia o nim nie zmienia faktu, że tu jest dużo gorzej :)

  3. frank drebin

    O dżizas, „Na granicy” to był a kupa niemożebna. Oprócz Dorocińskiego wszystko tam było złe a najbardziej scenariusz i gra młodych aktorów.

  4. Jeszcze zdjęcia były niezłe, ale scenariusz słabizna. Już nie wspominając, że zamiast po prostu nakręcić dobry thriller, polscy filmowcy znowu mieli ambicję zrobić nie wiadomo jak głębokie kino moralnego niepokoju.

  5. Quentin

    Nie zapominajcie o dźwięku, bodaj pierwszy raz w historii polskiego kina dźwięk był wyraźny :).

  6. Ej, w „Ziemi Obiecanej” też był wyraźny 😀

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.