Bob Odenkirk, czyli Jimmy McGill aka Saul Goodman w serialu Better Call Saul.
Bob Odenkirk, czyli Jimmy McGill aka Saul Goodman w serialu Better Call Saul.

Better Call Saul, sezon 3. Recenzja trzeciego sezonu

O tym, jak specyficznym serialem jest Better Call Saul najlepiej świadczy sytuacja z wczoraj, kiedy to rano filowałem na Netfliksie na ostatni odcinek trzeciego sezonu i w końcu zobaczyłem, że jest. Kliknąłem, by po piętnastu minutach zorientować się, że oglądam dziesiąty odcinek, ale pierwszego sezonu…

W normalnych okolicznościach byłby to ostateczny dowód na to, że Better Call Saul, choć zrobiony jest świetnie, to serialem jest marnym, ale w trzecim sezonie stała się rzecz niespodziewana. Oto Better Call Saul nagle stał się serialem ciekawym! Więcej, po dwóch sezonach stania w miejscu i młócenia w kółko tego samego, nagle ni stąd ni zowąd stał się najciekawszym serialem, jaki w tym sezonie leci w telewizji. Przynajmniej dla mnie – żadnego więcej serialu nie chciało mi się oglądać na bieżąco (choć warto oddać sprawiedliwość Fargo s3, że nadgoniłem ostatnio odcinki 7-8-9 i w końcu i tam było na czym oko zawiesić), nie licząc murowanego kandydata każdej ramówki, Survivora.

Better Call Saul s3

Dlatego też postanowiłem skrobnąć trzy słowa o Better Call Saul s3 (na więcej nie mam natchnienia), bo tak do tej pory na niego narzekałem oglądając z przyzwyczajenia, więc byłoby nie fair, gdybym nie pozostawił śladu po tym, że jednak w końcu mi się podoba! Zostawiam zatem – jeśli przerwaliście oglądać Better Call Saul, to dla s3 warto do niego wrócić. Jeśli zaś zastanawiacie się czy go zaczynać, to… sam nie wiem, to chyba jednak za duże poświęcenie. Rzućcie okiem na jakieś pierwsze trzy odcinki, przeczytajcie potem jakieś streszczenie i ruszajcie od s3.

Nie ma specjalnie wielkiego zdziwienia tym, że większość z tego, co ciekawe w Better Call Saul związane jest z Breaking Bad. Im dalej się od niego trzymał, tym śledzenie losów Jimmy’ego McGilla było mało interesujące. Puls wzrastał tylko wtedy, gdy na siódmym planie pojawiała się jakaś postać z Breaking Bad, a tak to nic ciekawego. W Better Call Saul s3 pojawił się jednak Gus Fring i był to jednym z elementów, które sprawiły, że serial w końcu dało się oglądać z przyjemnością i ciekawością tego, co też wydarzyło się przed Breaking Bad.

Innym elementem zwiększającym atrakcyjność Better Call Saul z pewnością okazało się to, że Chuck w końcu zaczął dostawać po dupie. Nie ma większych wątpliwości, że to jedna z najbardziej irytujących postaci serialowych, więc musiał cieszyć mordę widok Jimmy’ego dobierającego się bratu do tyłka na sali sądowej. Szkoda, że wiele to brata nie nauczyło i irytujący jest dalej, ale koniec chyba jest bliski. Jeszcze z pięć sezonów… 😉 (oby potem przez 15 sezonów nie tłukli, co się stało z Kim Wexler/Rheą Seehorn, że nie doczekała do Breaking Bad). No chyba nie spodziewacie się, że coś mu się stanie po tym zakończeniu s3? (wrócimy w stosownym czasie do tego wpisu, albo go wykasuję 😉 ). To nie Breaking Bad, gdzie w półfinale Hank się domyślił, by po przerwie zabrać się do dobierania się do dupy Walta. Gdyby to był Better Call Saul, to Walter coś by ściemnił, przekonał szwagra, że się myli i Hank by się jeszcze z osiem sezonów domyślał.

W podsumowaniu plusów Better Call Saul s3 nie można też pominąć faktu, że w końcu w serialu pojawił się tytułowy Saul Goodman. Nie pamiętam dobrze, być może Jimmy już wcześniej korzystał z tego nazwiska, ale teraz już Goodman pojawił się chyba na w miarę dobre. I w wielkim stylu, te fragmenty producenckiej kariery głównego bohatera oglądało się zacnie. Nie ma co gadać, wiadomo, że Goodman jest ciekawszy od poczciwego McGilla i im szybciej wypłynie na wierzch, tym lepiej. Bo jednak z najgorszej kwestii w całym Better Call Saul jeszcze nie zrezygnowano. Odcinki mijają, a Jimmy ciągle odkrywa, że im bardziej chce być dobry, tym bardziej dostaje po dupie. Im bardziej chce zachować się tak jak powinien, tym bardziej widzi, że w życiu trzeba być skurwysynem, bo poczciwcami brukowany jest pośredniak. I nie ma nic błędnego w tej diagnozie, ale ileż można to tłuc? OK, jako widz zrozumiałem już 25 odcinków temu, czemu Jimmy stał się Saulem. Nie potrzebuję 25 kolejnych odcinków, żeby uświadomić sobie to lepiej.

4 odpowiedzi

  1. *SPOILER ALERT* dla porządku

    >chyba nie spodziewacie się, że coś mu się stanie

    Przepraszam, ale tu nie było niedopowiedzeń: Chuck nie żyje.
    Też oglądałem na netflixie, ale potem doczytałem, że AMC dało numer telefonu do suicide hotline po emisji tego odcinka, tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości jaki los spotkał Chucka.

  2. Jon Snow też przysięgał, że nie żyje :).

  3. Ta, Glenn siedział pod kontenerem na śmieci, a Michael Scofield w najlepsze kiblował po świecie. :)
    Nie, nie, tu koniec był definitywny, Chuck jeśli się pojawi to już tylko we flashbackach. Jestem skłonny przyjąć zakład i powrócić do wątku za ~rok.

  4. Quentin

    Można uskutecznić zakład, czemu nie. Ręki sobie nie dam uciąć, ale jakąś mniejszą stawkę jestem w stanie przyjąć :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.