All American High Revisited (2014), reż. Keva Rosenfeld.
All American High Revisited (2014), reż. Keva Rosenfeld.

All American High Revisited. Recenzja dokumentu. Tyle

Cierpię ostatnio na niedobór ciekawych filmów dokumentalnych. Albo zrobiłem się bardziej wybredny, albo ciekawych filmów dokumentalnych brak. Jest bardzo dużo przyzwoitych filmów dokumentalnych, ale w oko nie wpadło mi nic, co mógłbym określić mianem: O! TO OGLĄDAM! Albo za ambitne jak dla mnie, albo podejmujące tematy, które mnie nie interesują. Z braku laku sięgnąłem po All American High Revisited, który wydawał się trafiać w punkt moich filmowych miłości związanych z filmami podejmującymi tematykę: co też wydarzyło się z danymi bohaterami po latach. Pod tym względem wydawało się, że All American High Revisited to pewniak do udanego seansu i w pewnej mierze rzeczywiście taki był ów seans. Ale nie do końca.

O czym jest film All American High Revisited

Miałem się nie bawić w te śródtytuły, bo w przypadku filmu dokumentalnego nie ma się co rozpisywać na temat fabuły. Zwykle wystarczy jedno zdanie, żeby ją streścić i tutaj też powinno się dać to zrobić (wszędzie się da). No ale się pobawiłem. Zaczyna się więc niczym Blair Witch Project. Odnaleziony zostaje zagubiony przed laty film dokumentalny nakręcony w jednej z amerykańskich szkół średnich. Bodaj w Torrance, rodzinnym mieście Quentina Tarantino. Filmowcy pojawili się w tej szkole, by śledzić ostatni rok nauki jednego z roczników i zarejestrować kamerą codzienność statystycznego amerykańskiego nastolatka. Patrzą na nią oczami uczennicy z Finlandii, która w ramach wymiany międzynarodowej ma skończyć naukę właśnie w amerykańskiej szkole. Odnaleziony po latach dokument aż prosi się o erratę w postaci sprawdzenia, co słychać u jego bohaterów 30 lat później.

Recenzja filmu All American High Revisited

All American High Revisited podzielony jest na dwie części. Najpierw oglądamy odnaleziony po latach dokument, potem dochodzimy do ww. erraty. Pomysł na ciekawy dokument zatem był, ale niestety nie został w pełni wykorzystany, a może i nawet nie został wykorzystany w ogóle. Być może wynika to z faktu, że oprócz sympatycznej Finki, bohaterem filmu jest raczej bohater zbiorowy (amerykański nastolatek) i nie ma tu bardziej charakterystycznych postaci, na których można by się skupić. O ile więc o Fince po latach dowiadujemy się sporo, reszta już-nie-nastolatków potraktowana zostaje zaledwie kilkoma zdaniami, bądź dłuższym napisem na ekranie. Pod tym względem odpada więc jakikolwiek wzruś na koniec czy choćby jakaś mała ciekawość tego, co u kogoś słychać, bo nie zdążysz się z nikim związać ciut mocniej. Choć, jak to w życiu, los potraktował sporo z dawnych małolatów w sposób przewrotny, co wiele mówi o tym, ile tak naprawdę wpływu na dorosłość mają lata spędzone w liceum. Człowiek myśli, że to jakiś punkt zwrotny czy coś, a to tylko cztery (kiedyś) stracone lata na nieistotne pierdoły takie jak fizyka.

Wobec powyższego ciekawsza jest pierwsza, dłuższa część All American High Revisited, w której obserwujemy świat amerykańskiego liceum zajawiony jako świat bez telefonów komórkowych (wiele z tego zajawienia nie wynika poza suchą informacją dla niedomyślnych). Co najbardziej rzuca się oczy w tymże świecie 1984 roku to to, jak bardzo licealny stan faktyczny jest bliski obrazowi liceum lansowanemu przez komedie z lat 80. Momentami aż trudno uwierzyć, że to nie zostało zainscenizowane (a może i zostało, nie sprawdzałem 😉 – pewnie nie, ale się ubezpieczam) i jeśli kiedykolwiek pomyśleliście, że amerykańskie komedie o nastolatkach to przesada, to okazuje się, że wcale nie.

A wynika to wszystko z samej idei amerykańskiego liceum, które oglądamy tak samo zdziwionym wzrokiem jak nasza sympatyczna Finka porównująca amerykańskie szkolnictwo do tego co zna z Finlandii. Można to streścić finałową konkluzją, że wraca do kraju o wiele głupsza niż przyjechała i będzie musiała się uczyć na nowo czytać książki. Amerykańskie liceum z jednej strony naprawdę sprawia, że straciłeś parę lat na zupełnie niczym, ale z drugiej aż się chce mieć znowu te 15 lat i znaleźć się w takim miejscu, gdzie możesz zająć się głupotami i niczym się nie przejmować (najlepiej mądrzejszy o wiedzę posiadaną po latach). No bo przecież nie lekcjami, na których grasz na automatach albo bierzesz fikcyjny ślub, żeby nauczyć się, co trzeba robić, jak za parę lat przyjdzie ci się rozwieść.

Finalnie więc szkoda, że za tak ciekawy temat wzięli się przeciętni filmowcy, którzy nie potrafili wskoczyć na choćby ciut wyższy poziom niż półamatorski dokument, który sprawia wrażenie nieco lepszego tylko dzięki odnalezionemu materiałowi źródłowemu. Co w sumie dziwne, bo i jedną i drugą część nakręcił ten sam reżyser.

(2246)

Cierpię ostatnio na niedobór ciekawych filmów dokumentalnych. Albo zrobiłem się bardziej wybredny, albo ciekawych filmów dokumentalnych brak. Jest bardzo dużo przyzwoitych filmów dokumentalnych, ale w oko nie wpadło mi nic, co mógłbym określić mianem: O! TO OGLĄDAM! Albo za ambitne jak dla mnie, albo podejmujące tematy, które mnie nie interesują. Z braku laku sięgnąłem po All American High Revisited, który wydawał się trafiać w punkt moich filmowych miłości związanych z filmami podejmującymi tematykę: co też wydarzyło się z danymi bohaterami po latach. Pod tym względem wydawało się, że All American High Revisited to pewniak do udanego seansu i w pewnej…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Odnaleziony zostaje film dokumentalny o amerykańskiej szkole średniej z lat 80. ubiegłego wieku. Co po ponad 30 latach słychać u jego bohaterów? Zmarnowany, niestety, potencjał na bardzo fajny dokument.

3 odpowiedzi

  1. A serie seven up kojarzysz? Co 7 lat odwiedzaja tych samych ludzi. Bardzo brytyjakie co akurat jest plusem bo kudzie sa z roznych klas.

  2. Quentin

    Pierwsze słyszę, choć coś mi się kołacze, że chyba kiedyś oglądałem coś takiego, ale to chyba coś o chorych dzieciach było. Dzięki za tip.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.