The Walking Dead s7e16 finał sezonu, Negan i Rick.
Negan z niepokojem spogląda w stronę Q-opinii o finale The Walking Dead s7.

The Walking Dead s7e16. Finał siódmego sezonu – ponarzekajmy

Choć jakoś specjalnie nie zgrzytałem zębami w trakcie The Walking Dead s7, a właściwie to w ogóle nie zgrzytałem, bo serial lubię i akceptuję takiego, jakim jest, to nie ulega wątpliwości, że sezon siódmy był nędzny. Przede wszystkim w większości niepotrzebny – 16 odcinków można było z powodzeniem upchać w czterech pięciu i nic wielkiego by się fabule nie stało. I już olać, że rozwlekli sezon, bo wszystkie dalekie sezony seriali tak robią, ale problem w tym, że rozwlekli to wszystko zbyt przewidywalnie. The Walking Dead s7 raczej niczym nie zaskoczył, a znakomitą większość poważniejszych rozwiązań fabularnych widać było na milę. Nie było wielkich emocji w tym jednoczeniu różnych grup do wojny z Neganem, bo i być nie mogło. Wszystko kręciło się wokół tego kiedy i za jaką cenę kolejni spiskowcy dołączą do Ricka i jego przyjaciół. Wobec tego rozciąganie akcji na cały sezon trzeba uznać za zupełnie zbędne, choć nie dla autorów, dla których taka decyzja była oczywista – lepiej zrobić dwa sezony niż jeden.

Przede mną jeszcze finał, obejrzę go i zmyślnikuję tu niżej, ale niezależnie od tego, co się w nim wydarzy, nic w tym, co napisałem wyżej się nie zmieni. Jeden – nawet najlepszy odcinek – nie zmieni takiej, a nie innej opinii o The Walking Dead s7. I w sumie najgorzej, że sam w jakimś względzie jestem odpowiedzialny za taki, a nie inny przebieg sezonu. W końcu to ze świadomością istnienia takich ludzi jak ja, autorzy The Walking Dead robią jak robią. Wiedzą, że ponarzekamy, ale i tak będziemy oglądać dalej. I nawet jeśli wydaje się, że Internet jest pełen ludzi oznajmujących, że koniec, mają dosyć, więcej The Walking Dead nie oglądają, to tak naprawdę tylko jakiś mały promil, który nie robi absolutnie żadnej różnicy. A teraz przechodzimy do finału.

The Walking Dead s7e16. Finał siódmego sezonu

– Myślę, że minuta zbliżenia na Sashę słuchającą muzyki na słuchawkach to zachęcający początek finału. Nie marnują czasu! (#disclaimer Ciężko mi się będzie wczuć w kpiący ton w stosunku do The Walking Dead, który lubię; o wiele prościej przy 24: Legacy).

– Retrospekcje z Rudym… W Loście powiedzielibyśmy, że to odcinek sashocentryczny, ale chyba po finale The Walking Dead s7 oczekujemy odcinka napierdalankocentrycznego? Tak czy siak Sasha końca odcinka nie dożyje skoro już się spotkała po śmierci z Rudym.

– Negan znowu pół godziny odcinka na gadanie straci. Powinien zapakować ludzi, wsiąść w samochody, pojechać do Ricka i wszystkich wystrzelać. Od razu. No bo na co czekać? Wziąć Ricka z zaskoczenia i bye bye.

– Aha, Negan przyjedzie jutro. Pewnie, nie ma się co spieszyć. Wiadomix, że pewnie ma jakiś inny szatański plan, ale zobaczymy czy lepszy od przyjechać, pozabijać, mieć święty spokój.

– Sasha i Maggie siedzą i patrzą przed siebie. Porywające. OK, serio, kumam, budowanie klimatu itd., ale budowali klimat itd. przez piętnaście ostatnich odcinków, w ostatnim mogliby sobie odpuścić.

– BTW wszyscy mogą poginąć, ale mam nadzieję, że Shivy nikt nie ruszy. No chyba, że w przyszłym sezonie też chcą trochę przyoszczędzić, to wtedy pozamiatane… No dobra, nie mogłem się powstrzymać i poczytałem co i jak w komiksach.

– Podobają mi się oddziały rowerowe. Koleś z czerwonym parasolem też daje nadzieję na jakąś serialową wersję Listy Schindlera. (EDIT po odcinku: no i zmarnowali czerwony parasol :/)

– Ohoho, snajperka ze złomowiska coś knuje. Coś mi mówi, że będzie rzeczywiście tak jak mówi i wygrają.

– Nowy ten sweterek Michonne? Nie pamiętam, żeby się kiedyś przebierała poza flaszbakami z początków.

Rosita z tą swoją Miną nadałaby się na nową wersję Chloe w remake’u 24. Myślę, że ostatnią sceną The Walking Dead w ogóle będzie scena, w której Rosita się uśmiechnie.

– No dobra, plan ze zdrajcami ze złomowiska też w porządku. (EDIT po odcinku: Jedyna porządna rzecz w finale). Aczkolwiek zbyt to wszystko teatralne, przemyślane, serialowe :P. Plan z gatunku: każmy scenarzystom wymyślić jakieś wow! a nie, hej, trzeba coś zrobić z tymi buntownikami, byle tylko był spokój.

– Haha, jeszcze z trumną przyjechali. No, w końcu znowu można pochwalić Negana po tych kilku nijakich odcinkach, gdy siedział z palcem w nosie i nic sensownego nie robił albo go w ogóle nie było.

– To co? Złomiarze jeszcze raz zdradzą? W sensie będą trzymać się jeszcze bardziej filmowego planu Ricka, jeśli taki w ogóle istnieje? (EDIT po odcinku: Jeśli tak to chyba na koniec s8; Kobayashi Style – Negan upuszcza filiżankę uświadamiając sobie, że Jadis i Eugene od początku współpracowali z Rickiem).

– Naleśniczki, teraz Negan załatwi Sashy butelkę wody – aż się prosi, żeby gdzieś wepchnąć truciznę od Eugene’a i poczęstować nią Negana.

– Ale muzykę to Sasha ma nagraną strasznie marną. Jeszcze jeden powód do tego, żeby nie lubić Eugene’a. Choć ja na przykład bardzo go lubię. Podoba mi się, że nawet najprostsze w przekazie zdanie potrafi akademicko zamotać.

– No dobra, i tak szansa na powodzenie planu poczęstowania Negana trucizną nie była większa niż jakieś ćwierć procenta.

– Ale jaki cichutki Sashozombie w tej trumnie siedział, pozazdrościć. Wiem, wiem, Negan mówił, że nic w niej nie słychać, więc to działa w obie strony.

– Szanuję czołową złomiarkę (przeglądałem jej foty na guglach, całkiem ładna na niektórych 😉 zdecydowanie lepiej jej z uśmiechem) za to, że drugi raz nie złamała słowa. Wzięła za 3:0 i będzie 3:0, ale jakoś tak kiepsko to pomontowali, że nagle strzelanina, a za chwilę Carl na kolanach.

– Gadaj dalej, Neganie. I kiedy już wszyscy będą trzymali kciuki, żeby Carl w końcu zginął – nadejdzie odsiecz.

Dobra, dobra, bo uwierzę, że Michonne zabiła jakaś randomowa baba, o której nikt wcześniej nie słyszał. Za głupia była, że dała jej do końca ten kawałek doniczki w dłoni trzymać. Swoją drogą śmiechowy ten Negan (nie)rozpoznający głos Michonne po krzyku.

Nie no, nikt się przecież nie spodziewał odsieczy na sekundę przed zadaniem ciosu Carlowi.

– Osłaniać Shivę do jasnej cholery!

– Negana wiadomo, że nie zabiją, ale tego wąsatego to by mogli.

– No przyzwoita strzelaninka, ale za mało makabry. Twórcy obiecali, że makabry będzie mniej i słowa dotrzymali. Jakby nie wystarczyło, że fabuła jest nudniejsza, to jeszcze zakręcili kurek na krew.

Nie no, nikt się przecież nie spodziewał, że Michonne przeżyje. No dobra, Rick się nie spodziewał.

– Słabo, tylko kilkudziesięciu ludzi, da się przeżyć. Myślałem, że Negan ma w zanadrzu przynajmniej myśliwiec.

– No i co hejterzy? Tyle było narzekania, że w The Walking Dead ciągle to samo – dobry początek sezonu, potem zapychacze, jakieś zagrożenie, z którym sobie w końcu radzą, no i takie zakończenie z mocnym cliffhangerem, żeby mimo zapowiedzi, że nigdy więcej znów nie móc się doczekać kolejnego sezonu. I co? Twórcy posłuchali i dali kijowe zakończenie, żebyście dalej narzekali, że już koniec i że już odpuszczacie ;). Tak czy owak marny sezon, marne zakończenie. Rozejść się.

Odpowiedź

  1. Oglądałem kiedyś WD, ale przestałem na którejś serii (chyba tej w której pojawił się ksiądz i kanibale, jeśli mnie pamięć nie myli) bo tak mnie zaczął nudzić, iż już zwyczajnie nie mogłem. Przypadek popularności tego serialu jest dla mnie ciekawy, bo wszyscy oglądają mimo narzekania od 7 lat wciąż na to samo.

    Przeważnie chwalone są piloty sezonów, odcinki w połowie serii i finały sezonów, a większość to nudne zapychacze. No i zawsze te same komentarze pojawiają się. Jeśli coś się dzieje to komentarze w stylu, że teraz akcja ruszy do przodu, rozkręci się, ale oczywiście akcja nie chce się rozkręcić, bo pojawia się nuda i zapychacze by sezon mógł dociągnąć do 16-18 odcinków i wszyscy są zdziwieni, choć taki schemat trwa 7 lat już. A jak się nic nie dzieje to większość narzeka od 7 lat na to samo czyli kiedy zacznie się dziać coś w końcu:-) Ten serial dla mnie to prawdziwy fenomen serialowy, wszyscy oglądają, choć narzekają (nawet mój brat jest na bieżąco, choć sam już nie wie co mu się w tym serialu podoba:-)

    Nie wiem skąd ta moda, ale tak jest, że co jakiś czas pojawia się serial który każdy ogląda. W pracy, w szkole, wśród znajomych można się pochwalić że obejrzało się nowe WD. W latach 90-ych popularne było oglądanie XFiles (no i np. E. R., Przyjaciół i może Przystanek Alaska, który w Polsce obrósł kultem i zasłużenie trzeba dodać), który to serial oglądał każdy bo to było modne, nawet jak takich klimatów się nie lub. Przed XF było tak z Twin Peaks, bo wśród moich znajomych oglądali nawet ci co nie cierpią Lyncha, ale po 1 serii przy serialu zostali tylko fani serialu i Lyncha. Co kilka lat powstają takie seriale które oglądają wszyscy przez jakiś czas a później tylko widownia fanowska zostaje. Jestem ciekaw kiedy WD zacznie tracić widzów, bo przecież XFiles przez 9 lat nie miał ciągle takiej samej widowni jak u szczytu popularności w okolicach 4, 5 serii. W czasie emisji serialu przychodzi taki okres kiedy zostają tylko fani i ciekawe kiedy od WD zaczną się widzowie odwracać i zostaną fani, którzy pewnie będą oglądać do końca. Może się mylę ale serial wciąż jest jednym z najpopularniejszych. A innym takim wydaje się mi być obecnie Gra o Tron, ale wydaje mi się że w przypadku serialu HBO to już nie ma niego takiego zainteresowania jak kilka sezonów temu gdy popularne było oglądanie go przez wszystkich.

    A wracając do WD to chciałem powiedzieć też że mimo rozstania się z serialem obejrzałem sobie finał poprzedniej serii i pilot tej serii z dwóch powodów bo było o tych odcinkach głośno, ze względu na brutalność i lubię aktora co gra Negana. Chciałem się przekonać jak zadebiutował w roli tej i dobrze wypadł, przynajmniej w tych co widziałem. A najlepsze żę nie nadrabiałem wcześniejszych serii co odpuściłem, ale mimo tego bez problemu udało mi się połapać mniej więcej w akcji, tak jakbym w ogóle nie przegapił kilka sezonów czyli można podsumować, że w tym serialu fabuła ciągle stoi w miejscu, kręci się w kółko, tylko lokalizacje się zmieniają. Ale chociaż tyle dobrze bo jak jeszcze oglądałem to nic tylko chodzili po lesie:-)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.