The Void (2016), reż. reż. Jeremy Gillespie, Steven Kostanski.
The Void (2016), reż. reż. Jeremy Gillespie, Steven Kostanski.

The Void (2016). Recenzja horroru, reż. Jeremy Gillespie, Steven Kostanski

Filmy powinny zaczynać się z przytupem. Jeb, jeb, widz się wciągnął, nie pójdzie sikać ani na herbatę! Jeśli filmy kończą się przytupem, ale zaczynają niemrawo – nikt tego nie doczeka. Albo doczeka znudzony. Recenzja horroru The Void.

O czym jest film The Void

Pewnej nocy jak każda inna noc, niemal pod koła samochodu gliniarza Daniela Cartera (Aaron Poole) wbiega poraniony koleżka. Daniel, jak przystało na stróża prawa, interesuje się koleżką i zabiera go do najbliższego czynnego szpitala. W szpitalu raczej nuda, paru pacjentów na krzyż oraz dobry znajomy gliniarza pan doktor Richard Powell (Kenneth Welsh). Nic nie wskazuje na żadną większą sensację, a jednak, wkrótce po przyszpitalnym parkingu zaczynają się plątać dziwne zakapturzone postaci z tajemniczym trójkątem zamiast twarzy. Nie wiadomo kto to, nie wiadomo co to, ale wiadomo, że będzie przesrane, bo za chwilę po szpitalu zaczynają biegać jakieś dziwne mutanty żądne krwi. Pacjentom i personelowi szpitala nie pozostaje nic innego jak walczyć o życie, w czym pomoże im dwóch facetów, którzy za policjantem dotarli do szpitala. Nie ma z nimi żartów, bo już w pierwszej scenie widzieliśmy jak żywcem palą jakąś panienkę. Wszyscy razem będą starali się przeżyć ataki bestii oraz milczących trójkątów.

Recenzja filmu The Void

Choć dwójka reżyserów odpowiedzialnych za The Void do tej pory bardziej udzielała się w innych filmowych branżach niż reżyseria, to mają już na koncie między innymi Father’s Day, do którego zbieram się od miesięcy i zebrać nie mogę. W krótkiej reżyserskiej filmografii Kostansky’ego można też znaleźć jedną nowelkę z ABC’s of Death 2, a to oznacza, że uznawany jest on (przynajmniej przez kogoś tam) za nadzieję horroru. Konkretnie zajął się tam literką W i w nowelce Wish opowiedział historię „dwóch młodych chłopców, którzy zostali przeniesieni do krainy fantasy zamieszkałej przez ich ulubionych bohaterów-zabawki” (Quentin.pl). The Void kontynuuje przedstawioną w niej wizję filmowego horroru zamieszkałego przez dziwne stwory, czarny humor i dużo krwi.

To chyba dobrze, nie? Ano dobrze, kłopot tylko w tym, że jako początkujący i specyficzny twórca nie ma Kostanski (tu w duecie z Gillespie’em) za dużo kasy na swoje fanaberie. I to najbardziej boli w początkowych minutach The Void, któremu przydałby się zastrzyk gotówki. Aktorzy robią co mogą, reżyserzy też nie śpią, ale mimo to nie udaje im się wznieść na ten poziom, przy którym w magiczny sposób brak funduszy nie przeszkadza w stworzeniu filmu, w którym tego braku się nie zauważa. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale mimo to widać brak dolarów i za często widz łapie się na oglądaniu taniego byle czego. Szkoda, bo kiedy The Void zaczyna być coraz lepszy, to jest już za późno, żeby zainteresować i przynajmniej mi było już wszystko jedno, co tam się dalej wydarzy. Jestem z tego gatunku co to jak się znudzi przez pół godziny, to potem już nic nie pomoże.

Tak, jest The Void ciekawym oddechem od tych wszystkich zombiaków, nawiedzeń i found footage’y zalegających współczesny horror i nawiązując do klasyków pokroju Ataku na Posterunek 13 i innych W paszczy szaleństwa przypomina momentami szalone kino lat 80., ale nie ma w nim tego funu, który przy okazji dawały. Krew leje się mocno, dziwne stwory są dziwne, a sekty inkantujące pieśni do siódmego wymiaru momentami przyprawiają o ciarki, ale przy okazji jakieś to wyrachowane i jakby odmierzone linijką. The Void, choć im bliżej końca tym bardziej szalony, to jednocześnie brakuje mu tego pozytywnego szaleństwa, które kazałoby zakrzyknąć widzowi: szit! jaki czad!

(2221)

Filmy powinny zaczynać się z przytupem. Jeb, jeb, widz się wciągnął, nie pójdzie sikać ani na herbatę! Jeśli filmy kończą się przytupem, ale zaczynają niemrawo - nikt tego nie doczeka. Albo doczeka znudzony. Recenzja horroru The Void. O czym jest film The Void Pewnej nocy jak każda inna noc, niemal pod koła samochodu gliniarza Daniela Cartera (Aaron Poole) wbiega poraniony koleżka. Daniel, jak przystało na stróża prawa, interesuje się koleżką i zabiera go do najbliższego czynnego szpitala. W szpitalu raczej nuda, paru pacjentów na krzyż oraz dobry znajomy gliniarza pan doktor Richard Powell (Kenneth Welsh). Nic nie wskazuje na żadną większą…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Personel oraz pacjenci szpitala walczą o życie z dziwnymi stworami, a także z członkami tajemniczej sekty. Częściowo udana próba wskrzeszenia równoległowymiarowego horroru zamieszkałego przez oślizgłe stwory.

8 odpowiedzi

  1. Ocena, choć z grubsza się z nią zgadzam, mogłaby sugerować taką „poprawną, przeciętną rzetelną produkcję” a jednak jest w „The Void” coś, co każe się przy nim zatrzymać chwilę dłużej. Na pewno nie jest to oryginalność, bo twórcy ewidentnie inspirują się Carpenterem, Barkerem, Cronenbergiem, Lovecraftem, czy nawet produkcjami Rogera Cormana i bóg wie kim jeszcze, ale te zapożyczenia z (tak) różnych twórców, zmiksowane ze sobą nawet dają fajny i odjechany klimacik oraz pewną oldskulowość. Brawa za tradycyjne efekty, za to że twórcy nie poszli w CGI, brawa za te dziwaczno-przerażająco-obrzydliwe wizje. Zabrakło chyba i kasy na to, by wyglądało to trochę bardziej efektownie i trochę umiejętności – scenariusz wypadałoby doszlifować, reżyserzy też nie są mistrzami narracji, a i aktorom zabrakło charyzmy by tknąć życie w dosyć papierowych bohaterów. Szkoda, bo mógł być to bardzo fajny horror, a jest to horror średni i nierówny. Trochę jak irlandzkie „The Hallow” z 2015, gdzie kilka wybornych sekwencji i pomysłów rozmywa się w średniej reszcie (i też są fajne maszkary). Ale rzucić okiem warto.

  2. Quentin

    Zgoda, na pewno The Void ma swój urok i wyróżnia się spośród innych tego typu produkcji, które są tak przeciętne, że ani złe, ani dobre – jak z podręcznika, broń Boże żeby tylko czegoś nie spierdolić. I gdyby się szybciej rozkręcił pewnie wylądowałby z Siódemką. Widzę to tak, że na liście filmów z Szóstką przy The Void byłby plusik i odniesienie do *warto dać mu szansę bez względu na ocenę.

    No i zgoda 2 co do The Hallow :).

  3. Jeszcze turecki Baskin to tak samo podoba szóstka – niby przeciętniak, ale ma momenty. Chociaż i to, i Hallow od Turków troszkę lepsze (fabularnie spójniejsze i ciut bardziej efektowne).

  4. Quentin

    Baskin wspominam gorzej, także dlatego, że czekałem na ten film, hype miał spory, że nie wiadomo co to za ach produkcja. A tu, gdy w końcu miało zaczynać się ciekawie, to zamieniło się w komedię :(

  5. Trochę bełkotliwie to napisałem, ale też mi chodziło o to, że Baskin oceniam gorzej od Hallow i Void. 😉 Przywołałem go, bo podobnie jak te dwa miał potencjał, parę elementów się udało, parę nie, a generalnie mógł (i powinien) być lepszy.

  6. Nie zgadzam się, że The Void za wolno się rozkręcał. Co to wogóle znaczy? To nie Counter Strike…A jesli wytykasz koleszko niski budżet, to jest to po prostu smutne…Natomiast Twoja recenzja jest mało trafiona, daleka od profesionalizmu, z bardzo ubogim słownictwem…

  7. Też się nie zgadzam, użytkownik Pat ma rację!

  8. Quentin

    Dobrze! :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.