Fargo s3, recenzja pilota. Ewan McGregor i Mary Elizabeth Winstead,
Fargo s3, recenzja pilota. Ewan McGregor i Mary Elizabeth Winstead,

Fargo s3, Ewanów McGregorów dwóch

Bez cienia przesady mogę napisać, że Fargo s3 to najbardziej oczekiwana przeze mnie serialowa premiera roku, choć nie było to oczekiwanie z bijącym sercem i niecierpliwością. Dość powiedzieć, że gdy Fargo s3 w końcu się pojawiło to stęknąłem: o, już? Nie zmienia to faktu, że mimo szorstkiej przyjaźni, jaką darzyłem serialowe Fargo (totalnie niewypalony pierwszy kontakt), przed jego maestrią nawet ja nie jestem się w stanie wyłamać z szeregu :).

O czym jest Fargo s3

Lata 80., wschodnie Niemcy. Goebbels z Bękartów wojny przesłuchuje przestraszonego więźnia, który mógłby z miejsca wystąpić w powieści Franza Kafki. Oskarża się go o bycie kimś, kim nie jest i o morderstwo, którego nie popełnił. Czemu? Po co? Nie wiadomo, bo szybciorem przeskakujemy do rodzinnego stanu każdego Fargo – Minnesoty. Jest rok 2010, a lokalny biznesmen Emmit Stussy (Ewan McGregor) urządza właśnie przyjęcie z okazji tego, że dobrze wiedzie mu się w biznesie. Dzięki pożyczonej kasce wyszedł na prostą na tyle, że starcza mu i na imprezę i na oddanie kaski, i w ogóle na żyli długo i szczęśliwie. Na to samo przyjęcie zaproszony został brat Emmita, Ray (McGregor). To wytrawny brydżysta, ale szemrany kurator sądowy, który potrzebuje kasy, bo chce się żenić z jedną ze swoich podopiecznych Nikki (Mary Elizabeth Winstead). Ale Emmit nie chce mu pożyczyć tej kasy. Ma dość ciągłego ględzenia brata, który w młodości najwyraźniej źle wybrał i ze spadku przypadł mu w udziale wypaśny samochód zamiast kolekcji drogich znaczków. Sam Ray uważa, że brat wmanipulował go w kiepską transakcję i ma mu za złe wszystkie swoje niepowodzenia życiowe. Grzecznie wyproszony postanawia wynająć innego swojego podopiecznego, by w nocy odwiedził braciaka i wziął go i okradł. Tyle tylko, że to Fargo, tutaj przestępstwa, które miały pójść jak po maśle, puszczają w ruch machinę krwawych wydarzeń, których nikt by się nie spodziewał. Wynajęty oprych zamiast do domu Emmita, trafia do domu ojca miejscowej pani policjant, która padła ofiarą outsourcingu – Glorii (Carrie Coon).

Recenzja pilota Fargo s3

Wspomniałem wyżej o szorstkiej przyjaźni w stosunku do serialowego Fargo i tak to w rzeczywistości było. Obejrzałem pilota s1, zjechałem go i dalej nie oglądałem, mimo że wszyscy dookoła się zachwycali. Wiedziałem swoje: twórcy sami nie potrafią, więc zerżnęli z filmu, żeby było prosto. Odpowietrzyłem się dopiero przy drugim sezonie, bo w końcu było to coś nowego, bez filmowego backgroundu i tu już było bez narzekania. Wciągnąłem sezon nosem, obwieściłem go mianem najlepszego sezonu roku, wróciłem do s1, obejrzałem ze świadomością, że jednak Noah Hawley potrafi, podobało mi się już bez zastrzeżeń. Martin Freeman rządzi!

Fargo s3 to taka trochę kompilacja moich uczuć towarzyszących do tej pory serialowi. Znowu wszyscy dookoła się nim zachwycają, piszą, że genialny, że ach i och, a ja swoje, mam trochę zastrzeżeń i skłamałbym, gdybym napisał, że pilot wciągnął mnie po skarpetki. Jednak nauczony poprzednimi doświadczeniami wiem, że wystarczy spokojnie poczekać na rozwój wypadków i na pewno będzie warto. Nie zmienia to faktu, że pilot podszedł mi tak umiarkowanie. Jasne, porównując go do innych propozycji serialowych raczej samą już tylko realizacją zjada je na śniadanie, ale przecież wiadomo, że te inne propozycje serialowe to taka wielce wysoko powieszona poprzeczka nie jest. Za to porównując Fargo s3 do Fargo s2 i s1, póki co jest gorzej.

Nie ma co jednak rwać ubrań, rzucać się pod nogi Hawleya i krzyczeć: zrób coś, żeby było lepiej! bo na pewno to zrobi i Fargo s3 nie zawiedzie. Wszystkie elementy fargowej układanki są na swoim miejscu, więc strachu nie ma. Jest intrygujące NRD (tegosezonowe UFO?; w nocy z soboty na niedzielę przyszła mi do głowy jedna myśl a propos: podobieństwo nazwiska Stussy do nrdowskiego Stasi), jest historia przestępstwa, które poszło nie tak, jest zima w Minnesocie, jest odważna policjantka z giwerą, są szemrani biznesmeni kierowani przez tajemniczego Ehrmantrauta (Braking Bad alert), jest w miarę pierdołowaty główny bohater – wszystko jest, więc umiarkowanie narzekając sobie na pilota – jestem spokojny.

Ale czemu właściwie narzekam? Tu raczej w grę wchodzą drobnostki typu: za mało śniegu! Co to ma być, jakieś wiosenne roztopy?! Ja chcę mróz i zaspy i zadymka żeby była! Przeszkadza mi też wprawiająca w ruch wydarzenia w Fargo s3 pomyłka – nazwisko Emmit Stussy nie brzmi tak popularnie jak Jan Kowalski (na czuja, przecież nie będę sprawdzał minnesotańskich roczników statystycznych) i ciężko mi kupić, że koleżka w pomylonym miasteczku akurat znalazł gościa, który nazywa się podobnie. To samo z upozorowanym wypadnięciem klimatyzatora. W CSI w pięć sekund by odkryli, że było przy nim majstrowane. Tyle, że z tym ostatnim to tak na wyrost, bo przecież w drugim odcinku spokojnie może przyjechać CSI i odkryć, że było majstrowane.

No i McGregorowi na razie mile świetlne do Martina Freemana (porównuję do niego, bo z s1 jestem bardziej na świeżo niż z s2). 80% roboty robi za niego charakteryzacja i gdyby nie ona, to nie byłoby o czym mówić. Parę błyśnięć sztucznymi, wybielonymi zębami to póki co wszystko, co dołożył od siebie. Obawiam się, że tak diametralna zmiana wyglądu przytłoczy tę rolę, której już w zasadzie nie będzie potrzeba więcej niż przerzedzona czupryna Raya.

Zobaczymy. Jestem bardzo dobrej myśli, ale gdzieś z tyłu głowy kołacze się wściekła myśl, że trzeci raz taka sama w gruncie rzeczy historia nie przejdzie już tak dobrze.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.