Powidoki (2016), reż. Andrzej Wajda.
Powidoki (2016), reż. Andrzej Wajda.

Powidoki. Recenzja ostatniego filmu Andrzeja Wajdy

Ciekaw byłem ostatniego filmu Andrzeja Wajdy, dlatego mimo tego wszystkiego, co się wokół niego wydarzyło, wybrałem się do kina. Nigdy nie byłem fanem kina Wajdy (ani antyfanem, po prostu nie oglądałem), ale ciekawość zwyciężyła i w sumie nie żałuję. Choć Powidoki nie są kinem, które cokolwiek zwojuje, łącznie z czyimś sercem. Recenzja filmu Powidoki.

O czym jest film Powidoki

Głównego bohatera filmu Powidoki, artystę malarza Władysława Strzemińskiego (Bogusław Linda) poznajemy w trakcie pleneru ze studentami. Malują skałki i rozmawiają o sztuce. A właściwie to rozmawia Strzemiński, a oni uważnie słuchają każdego jego słowa. Przyszli intelektualiści (wśród nich Zofia Wichłacz i ta ruda, co ją lubię Irena Melcer) wielbią swojego profesora i co środę tłumnie zasiadają w auli, by wysłuchać jego kolejnego wykładu. Pewnego dnia taki wykład przerywa wizyta ministra kultury (Szymon Bobrowski), który przyszłym artystom przedstawia założenia socrealizmu. Koniec z buntem, eksperymentami i artystyczną prowokacją, lud socjalistyczny tego nie potrzebuje. Potrzebuje za to podniesienia na duchu i wsparcia dla socjalistycznej rewolucji, od której nic lepszego świat nie widział. Strzemiński buntuje się z takim widzeniem sztuki i wkrótce tego pożałuje. Zostaje wydalony z uczelni, legitymacja artysty zostaje podarta na jego oczach, a bez niej to ani farb kupić, ani kartek dostać. Władza ludowa odstawia na boczny tor historii dzieła Strzemińskiego, a ich autora skazuje na biedę i głód.

Recenzja filmu Powidoki

Gdyby nie otoczka towarzysząca filmowi Powidoki, przeleciałby sobie niezauważony przez kina uginając się przed konkurencją polskich sensacydeł i komedyj. Słowa złego raczej nikt by o nim nie powiedział, ale tak naprawdę nie byłoby o czym gadać. Ot kolejny film Andrzeja Wajdy, na pewno dużo słabszy niż jego najlepsze dzieła, ale wcale nie taki zły, żeby Boguś Linda musiał na niego jobami rzucać. Szczególnie że dał mu możliwość zagrania roli, dzięki której Powidoki w ogóle mają jakąś większą wartość. Wyjąć z nich Lindę i nie zostałoby wiele (jakkolwiek głupotą byłoby go wyjmować, bo po co).

Wśród wartości filmu Powidoki na pewno trzeba też zwrócić uwagę na głównego bohatera filmu Władysława Strzemińskiego, którego biografia rzeczywiście nadaje się na kawał kina. A przecież gdy go poznajemy ma już za sobą karierę, która z powodzeniem wystarczyłaby na drugi film. Na wojnie stracił rękę, nogę i wzrok w jednym oku, współzałożył Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych w Łodzi, asystował Chagallowi i Maleviczowi, sformułował teorię unizmu – sporo jak na jedno półżycie. Jednak z początkiem filmu Powidoki to wszystko już za nim (jak również burzliwy związek z Katarzyną Kobro, który stał się źródłem kontrowersji wokół filmu całkowicie go przemilczającego, by nie bruździć w laurkę). A przed nim zapasy z socrealizmem, z którym wygrać nie mógł, lecz nie przeszkodziło mu to do końca być wiernym swoim ideałom.

Z tego punktu widzenia Powidoki, jak każdy inny biopic, jest pozycją ciekawą, szczególnie jeśli opowiada o postaci, o której wiemy niewiele. Wyniesiona z seansu wiedza pozostanie, jeśli historia nas zaciekawiła możemy sobie ją pogłębić w innych źródłach i być jeszcze mądrzejszymi. Co się zaś tyczy samego filmu to jest on poprawnym dziełem reżysera, który ma już chyba trochę dość kina. Nie ma w nim werwy, świeżości, polotu czy jakiegoś szaleństwa. Wszystko kręci się wokół jednej postaci, a krążący wokół niej bohaterowie pojawiają się i znikają, kiedy scenarzyście to odpowiada. Otaczający Strzemińskiego studenci ograniczają się do robienia zachwyconych min, a debiutująca na dużym ekranie niezła mała Zamachowska (jaka szkoda, że podobna do taty) mimo wszystko jeszcze za mało umie, żeby wycisnąć z roli córki więcej niż poprawność. Same lata 50. odtworzone zostały należycie i nie czuć z ekranu żadnego fałszu. Monumentalne flagi czy obrazy Stalina przewijające się co jakiś czas pomagają w stworzeniu filmowej iluzji.

Nie ulega wątpliwości, że filmowi Powidoki przydałby się jakiś młodszy reżyser, który potrafiłby zrobić z historii Strzemińskiego coś bardziej błyskotliwego. Już dobra muzyka zamiast fortepianowego plumkania myślę, że dodałaby filmowi wartości. No i odnoszę wrażenie, że Wajda często skupiał się nie na tym, co najciekawsze. Wolałbym posłuchać o samej sztuce Strzemińskiego (jak na wykładzie o obrazie van Gogha) niż jego wywodów o tytułowych powidokach, ciekawych raczej tylko dla ąę-inteligentów. Nie zawsze mądre słowa tworzą mądre dialogi. Zastanawiam się też, dlaczego żaden ze studentów tak naprawdę nie pomógł ukochanemu profesorowi – wystarczyło przynieść raz dziennie zupę. Film nie podejmuje tego tematu zupełnie. Pomagają mu czasem znaleźć pracę, ale to nie rozwiązuje problemu. Albo taki wielki kolega Przyboś, chyba też stać go było na taką pomoc. Pytanie też dlaczego sam Strzemiński nie próbował pomalować czegoś na lewo, mało to ludzi chce mieć na ścianie ładny obrazek? Nie chce się wierzyć, że nieprzedłużenie legitymacji artysty równało się z całkowitym banem na pracę, także tę na czarno. Przemilczenie tego typu rzeczy osłabia dramat artysty i wydaje się, że bez problemu można było z tego filmu wycisnąć dużo więcej. Zostawiam z Szóstką, choć byłem przez chwilę skłonny dać Siódemkę za scenę z oblizywaniem talerza.

(2189)

Ciekaw byłem ostatniego filmu Andrzeja Wajdy, dlatego mimo tego wszystkiego, co się wokół niego wydarzyło, wybrałem się do kina. Nigdy nie byłem fanem kina Wajdy (ani antyfanem, po prostu nie oglądałem), ale ciekawość zwyciężyła i w sumie nie żałuję. Choć Powidoki nie są kinem, które cokolwiek zwojuje, łącznie z czyimś sercem. Recenzja filmu Powidoki. O czym jest film Powidoki Głównego bohatera filmu Powidoki, artystę malarza Władysława Strzemińskiego (Bogusław Linda) poznajemy w trakcie pleneru ze studentami. Malują skałki i rozmawiają o sztuce. A właściwie to rozmawia Strzemiński, a oni uważnie słuchają każdego jego słowa. Przyszli intelektualiści (wśród nich Zofia Wichłacz i…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Końcowe lata życia Władysława Strzemińskiego i jego z góry przegrana walka z komunistami. Pozycja ciekawa, jak każdy inny biopic, szczególnie że opowiada o postaci, o której wiem niewiele.

Odpowiedź

  1. Wajda? Skończył się chyba jakoś na Ziemi Obiecanej… 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.