Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
The Walking Dead 7. Parę słów o półfinale s7.
The Walking Dead 7. Parę słów o półfinale s7.

The Walking Dead 7. Garść refleksji po półfinale siódmego sezonu

Jak co roku przyszedł grudzień, a wraz z nim zimowa przerwa w serialu The Walking Dead. To dobry moment do tego, żeby skrobnąć parę słów o The Walking Dead 7, jak go sobie roboczo dla własnych potrzeb nazwiemy.

The Walking Dead 7. Ale ococho?

Gdyby ktoś jakimś cudem nie wiedział o co chodzi i był tego strasznie ciekawy, to The Walking Dead 7 opowiada o dalszych losach grupy przyjaciół (wśród nich: Lauren Cohan, Danai Gurira, Sonequa Martin-Green, Christian Serratos, Alanna Masterson, Melissa McBride, Katelyn Nacon) którzy od siedmiu sezonów teoretycznie walczą z plagą zombie, ale tak praktycznie to walczą z innymi ludźmi, którzy w myśl sformułowaną przez Zofię Nałkowską zgotowali im niezbyt ciekawy los. W postapokaliptycznym świecie przeciwników nie brakuje, aktualnie na tapecie jest niejaki Negan (Jeffrey Dean Morgan), który rozpoczął sezon z przytupem rozwalając czaszki dwójce ze stałej obsady serialu. A potem było jeszcze gorzej. Przeto Negan terroryzuje naszych biednych bohaterów, którzy zgodzili się usłużnie spełniać jego rozkazy, a mimo to i tak mają przesrane na tyle, że hordy zombie są ich ostatnim zmartwieniem.

The Walking Dead 7. Widzowie szczekają, karawana jedzie dalej

Chciałbym napisać, że półfinał The Walking Dead 7 był wybuchowy, ale nie napiszę, bo wybuchowy nie był. I od raz zaznaczę, że nie jest to z mojej strony zarzut – nie mam żadnego żalu do takiego a nie innego półfinału. Nie mam, bo wiem, jaki The Walking Dead jest i czego się po nim spodziewać. Akceptuję to, przyjemnie mi się The Walking Dead ogląda i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Tak samo jak i nie zmienił się The Walking Dead, on od kilku sezonów jest taki sam, a ludzie nadal się temu uroczo dziwią.

Uroczo, bo nie sposób nie uśmiechnąć się widząc te wszystkie jęki i stęki jaka to nuda, jak to nic się nie dzieje, jaka to żenada i jak to miało być zajebiście, a nie jest. Sam często oglądam coś, mimo że mi się nie podoba, ale na taki masochizm chyba nie byłoby mnie stać, żeby tkwić w serialu do siódmego sezonu i jęczeć po Internetach, jakiś to on jest słaby. Jasne, dotrwałem tak daleko i w Dexterze i w Sons of Anarchy, ale raz, żeby zobaczyć jak się skończą, a dwa dla beki. Szybko pogodziłem się z tym, że seriale te zrobiły się nędzne i wolałem bardziej się skupić na kabaretowych aspektach tej nędzy. Tymczasem obserwując marudzenie pod adresem The Walking Dead 7 nie pojmuję, czemu ci wszyscy ludzie są zawiedzeni, czemu spodziewali się czegoś innego, czemu jęczą jakby im ktoś kazał to oglądać. Przecież w The Walking Dead od dawna jest wiadomo co i jak będzie.

The Walking Dead 7. Co dalej?

A będzie tak, że sezon rozpocznie się z przytupem, potem będzie kilka nudnych odcinków, w których ekipa podzielona zostanie na grupki w związku z czym zamiast w danym odcinku oglądać kontynuację poprzedniego ciekawego, zaczniemy oglądać całkiem nowy wątek z pominięciem starego. I nawet w tych lepszych odcinkach najpierw ktoś przez pięć minut będzie się gapił w przestrzeń kontemplując los. Wiadomo, że tak będzie, a ludzie dalej się temu dziwią. I, co jeszcze zabawniejsze, znowu po obejrzeniu półfinału The Walking Dead 7 piszą: „No, na razie było nudno, ale w końcu się zebrali i widać, że w następnych odcinkach będzie się działo! Jak tu doczekać do lutego?!”. #facepalm Wcale tak nie będzie. Druga część s7 zacznie się z przytupem, potem będzie kilka nudnych odcinków, w których grupa się rozdzieli, a sezon skończy się hukiem, po którym ludzie z sieci napiszą: „No, na razie było nudno, ale w końcu się zebrali i widać, że w następnym sezonie będzie się działo! Jak tu doczekać do września/października?!”. Ale głupi ci Rzymianie.

No ale ostatecznie to nie jest mój problem. Lubię The Walking Dead jakim jest, wiem, że cudów tu już naprawdę nie da się wymyślić, więc oglądam co dają – i tak nudząc się tu i ówdzie dostanę w sumie dużo więcej niż w innych serialach, a już na pewno tych, które dotrwały do tylu sezonów.

The Walking Dead 7. Hejt na Negana

Nie zmienia to faktu, że The Walking Dead 7 rzeczywiście był ciut słabszy :P. Co chyba ciekawe, winiłbym za taką sytuację… Negana. Negana, którego wszyscy chwalą, że jest taki cool i The Walking Dead potrzebował takiego badgaja. Tymczasem według mnie Negan już dawno balansuje na granicy przerysowania, po przekroczeniu której będzie jedynie irytował, a nie straszył. I nie chodzi o to, że tak sobie w koszulce popyla wśród ekipy Ricka i nikt nie jest w stanie, ani nawet nie spróbuje, go zabić. Przecież to takie proste – orzekli internetowi specjaliści, którzy niejedną zombieapokalipsę przeżyli. Nie chodzi o to, bo zabicie Negana nic by nie dało. Co wy myślicie, że tam nie ma nikogo, kto chętnie zająłby jego miejsce, gdyby tylko była taka okazja? Zabicie Negana ot tak, banalnie, najprawdopodobniej sprawiłoby, że jego ludzie powybijaliby w pień ekipę Ricka i do widzenia, koniec serialu. Z tego względu nie uważam, żeby to było choć trochę rozsądne, ale też nie sądzę, że jest to usprawiedliwieniem dla lekceważącego zachowania samego Negana, który do przesady wykorzystuje swoją pozycję zabierając swoim psychopatycznym zachowaniem czas na coś ciekawszego. OK, widzieliśmy to raz, drugi, starczy popisówek! A zestawiając to z migawkami z Hilltop i Królestwa oraz bezsensownym poddaniem się przez Ricka (każdy głupi wie, że w końcu mu się ta poddańczość znudzi) rzeczywiście poziom The Walking Dead 7 jest słabszy niż w poprzednich sezonach. Na szczęście druga połowa sezonu będzie wow i japierdolę! 😛

Sam nie wiem czy wolałem The Walking Dead, gdy świat przedstawiony wydawał się być skurczony do małej grupki surwajworów czy teraz, gdy takich surwajowrów jest coraz więcej (jak oni się wszyscy ukrywali przez te minione sezony? teraz gdzie się nie odwrócisz to nowa kolonia). Nie wiem, bo choć wcześniej oglądało mi się The Walking Dead lepiej (nędznych pierwszych dwóch sezonów nie liczę), to wiem, że w nieskończoność tak się nie da ciągnąć i trzeba dorzucać coraz to nowych bohaterów, gdy giną ci starsi. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem jest ciągła rozpierducha i tyle, dlatego takiej bym sobie dalej życzył kosztem dalszego rozwoju fabuły. No ale wiadomo, po zimowej przerwie i tak będzie jeden/dwa fajne odcinki, potem rozłożona na grupki nuda i wybuchowy finał sezonu. Póki fajnie mi się to ogląda, nie będę narzekał, że jest słabo i weźcież już wywalcie The Walking Dead z ramówki!

Odpowiedź

  1. Rozumiem, że serial zrobił się dla odbiorców nudny, gdyż zombie przestały być atrakcyjne, spowszedniały. Śmiem twierdzić, że zombie są passe :) Oto cała tajemnica Drogi Q.
    Jednak ja mam inny problem z WD.
    Jestem sierotą po LOST i Breaking Bed. Tak, wspólnie odkrywaliśmy tajemnice, byłem z nimi na wyspie a później produkowałem „mete”. Przyjaźniłem się z nimi, innych szczerze nie cierpiałem, w niektórych widziałem siebie. Były EMOCJE :)
    Niestety w WD nie utożsamiam się z żadną z postaci, ich los jest mi obojętny. Już dawno powinienem skasować ten serial, jednak brak alternatywy powodował, że trwałem przy nim. Moja wytrwałość została jednak w tym sezonie nagrodzona, pojawił się On. Uroczozły (ależ piękny „nowotwór językowy) Negan który, gdy pojawia się na ekranie kradnie show pozostałym aktorom. Od teraz to jest jego serial :) Zgadzam się, że balansuje on na granicy przerysowania postaci, ale robi to fenomenalnie. Panie Negan proszę tego nie spie***lić. Mamy już Johny Deepa i jeden nam wystarczy :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.