John Wood and Shannon Whisnant in a movie Finders Keepers
Finders Keepers (2015), reż. Bryan Carberry, Clay Tweel.

Recenzja Finders Keepers, czyli dać nogę

Takie to życie jest niesprawiedliwe. Zamiast oglądania nowych przygód Hana Solo, kwitniesz w domu i oglądasz dokument o nodze znalezionej w grillu. Na szczęście to dobry dokument. Recenzja Finders Keepers.

Najlepsze scenariusze pisze życie, czyli fabuła Finders Keepers

Finders Keepers to enty już filmowy przykład na to banalne powiedzenie ze śródtytułu. Wnikałem tu w jego szczegóły już parę razy, więc kolejny raz nie będę. Jest jak jest i prawdy w tym banale tak samo dużo, co i niesprawiedliwości.

Zaczyna się od garażowej wyprzedaży. Niejaki Shannon Whisnant dokonuje zakupu jednego z boksów, a w nim – wśród innych suwenirów – grill. Wraca do domu, sprawdza zakupy, a gdy otwiera grilla odnajduje w nim ludzką nogę. Właściciela nogi udaje się namierzyć praktycznie od razu – nie ma tu żadnej kryminalnej zagadki. Tymże właścicielem jest również niejaki John Wood. Syn miejscowego bogacza, który nogę stracił w wypadku lotniczym. Po amputacji zamarzyło mu się zachować na pamiątkę odciętą nogę i szybko z planów przeszedł do czynów. Tyle że za chwilę zderzył się z życiem, nogę wpakował w grilla, grill do garażu i gdy w końcu garaż przestał być opłacany, jego zawartość znalazła kupca w ciemno.

Happy end? Ależ skąd. To tylko początek historii. Bo John Wood chciałby swoją nogę z powrotem – wszak należała do niego od 40 lat i nigdy nie zmieniała właściciela – a Shannon Whisnant nogi oddać nie chce. Twierdzi, że wszystko co kupił w garażu należy do niego, a noga posiada wartość w wyniku całej tej historii dodaną. Shannonem zaczyna interesować się telewizja, a domowy budżet wzbogacają bilety za oglądanie grilla z nogą oraz kasa ze sprzedaży suwenirów z nimże.

Szybka recenzja Finders Keepers

Film Bryana Carberry’ego i Claya Tweela należy do grupy dokumentów, które lubię najbardziej. Niewiele Wam się zda to oświadczenie, bo do końca nie wiem, jak ją określić. Ostatnim dokumentem w takim klimacie, który to dokument nawinął mi się pod oczy, był Dinosaur 13. Niby nie różni się niczym od innych dokumentów – wszak to dalej jedynie gadające głowy – kurde, dużo tych myślników – a jednak ogląda się go zupełnie inaczej. Na pewno diabeł tkwi w sposobie nakręcenia filmu, no i – kluczowe przy dokumentach – w fajnej historii.

Ta z Finders Keepers jest rzeczywiście fajna, ale odnoszę wrażenie, że trochę za mało jej na prawie 90-minutowy dokument. Samej nogi w grillu byłoby zdecydowanie za mało, więc dochodzi tu do niej ciekawy background głównych bohaterów i historia ich życia oraz tego, co zaczęła w nim symbolizować noga, ale w pewnych momentach brakowało mi mięsa. Stąd tylko Siedem. Ale to bez wątpienia wart uwagi film. Nie tylko z punktu widzenia rozrywki.

Bo i opowiada dużo więcej o amerykańskim społeczeństwie niż można by się tego spodziewać po przeczytaniu zarysu fabuły. Ot taki Jerry Springer Show, ale bez wzbudzania sensacji za każdą cenę, wyzwisk i dosłownego napieprzania się odciętą nogą.

(2031)

Takie to życie jest niesprawiedliwe. Zamiast oglądania nowych przygód Hana Solo, kwitniesz w domu i oglądasz dokument o nodze znalezionej w grillu. Na szczęście to dobry dokument. Recenzja Finders Keepers. Najlepsze scenariusze pisze życie, czyli fabuła Finders Keepers Finders Keepers to enty już filmowy przykład na to banalne powiedzenie ze śródtytułu. Wnikałem tu w jego szczegóły już parę razy, więc kolejny raz nie będę. Jest jak jest i prawdy w tym banale tak samo dużo, co i niesprawiedliwości. Zaczyna się od garażowej wyprzedaży. Niejaki Shannon Whisnant dokonuje zakupu jednego z boksów, a w nim - wśród innych suwenirów - grill.…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Dokumentalna historia zaciekłego sporu o znalezioną w grillu... ludzką nogę. Dużo o nodze, ale jeszcze więcej o amerykańskiej nisokiej middle-class.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.