Mia Wasikowska chowa się za studnią, recenzja filmu Crimson Peak. Wzgórze krwi
Nie ukryjesz się przed recenzją Q...

Crimson Peak. Wzgórze krwi, czyli Było

Pytanie to zadawałem sobie już po obejrzeniu zwiastuna Crimson Peak. Wzgórze krwi, ale liczyłem na to, że może nie pokazuje czegoś, co będzie potem kluczowe. Po obejrzeniu filmu pytanie pozostało: Po co Guillermo del Toro nakręcił Crimson Peak. Wzgórze krwi?

Crimson Peak: Wzgórze krwi [Crimson Peak] (2015)
Reżyseria: Guillermo del Toro
Scenariusz: Guillermo del Toro, Matthew Robbins
Występują: Mia Wasikowska, Jessica Chastain, Tom Hiddleston, Charlie Hunnam
Kraj produkcji: USA

O czym jest Crimson Peak. Wzgórze krwi

Jest końcówka XIX wieku. Edith Cushing (najbardziej znana na świecie aktorka o polskim nazwisku – Mia Wasikowska) to córka amerykańskiego przemysłowca, która swoją przyszłość wiąże z pisarstwem. Niestety, fakt bycia kobietą nie pomaga jej w karierze. Jednak kto nie ma szczęścia w kartach (powieści), ten ma szczęście w miłości. Edith wpada w oko przystojnego angielskiego baroneta Thomasa (Tom Loki Hiddleston; Filmweb podpowiada, że pierwotnie tę rolę miał zagrać Benedict Cumberbatch, ale z niewiadomych przyczyn ją odrzucił; ja myślę, że przeczytał scenariusz), który do Stanów trafił w poszukiwaniu sponsora. Pan na rozpadającym się zamku jest wynalazcą, który potrzebuje funduszy do ukończenia rewolucyjnej maszyny wydobywującej glinę, której pełne jest wzgórze, na którym położona jest posiadłość Thomasa. Zamiast pieniędzy odnajduje miłość. Wkrótce Thomas razem z ukochaną Edith i tajemniczą siostrą (Jessica Chastain) wraca do Anglii, gdzie w jego posiadłości zaczynają dziać się rzeczy dziwne.

Recenzja filmu Crimson Peak. Wzgórze krwi

Starałem się jak mogłem, żeby fabułę filmu del Toro przedstawić jak najbardziej tajemniczo jak tylko się da, ale chyba mimo wszystko nikt nie ma wątpliwości, co tak naprawdę dzieje się w tym filmie i jak się to wszystko skończy. I słusznie, bo Crimson Peak. Wzgórze krwi nie obiera sobie za cel zaskoczenia widza, czy zaserwowania mu pasjonującej fabuły. Wręcz przeciwnie, wszystko jest tu proste, łatwe i klarowne, jak przystało na gotycki romans, którym jest. Prawda, zwiastuny robią filmowi niewielką krzywdę kreując go na horror i niektórzy mogą się zawieść z tego powodu, ale to jeszcze nie znaczy, że należy krytykować film za to drobne oszustwo. Bo nie byłoby żadnego problemu, gdyby Crimson Peak. Wzgórze krwi był marnym horrorem, ale za to pasjonującym gotyckim romansem. Kłopot w tym, że jest tym pierwszym, ale nie jest tym drugim. Jest powtórką z wielokrotnej rozrywki czy to romansowo-miłosnej, czy nawiedzono-domowej. Nie wnosi zupełnie niczego nowego w oba te nurty.

Ma Guillermo del Toro słabość do nawiedzonych domów, gotyckich historii, żądnych srogiej pomsty duchów i podobnych historii i najwyraźniej nie może się powstrzymać przed produkowaniem następnych. Oprócz tej słabości ma jednak również talent do wizualnego czarowania swojego odbiorcy. I wydawało się, że z tego właśnie talentu skorzysta przy okazji swojego najnowszego filmu. Nie dam wam zajebistej historii, która wyrwie was ze skarpetek, ale opowiem tę sztampową miłosną historię przy pomocy takich obrazów, że na kilka lat odechce wam się jechać do Luwru – taką zapowiedź mógłby odczytać ewentualny widz zwiastuna Crimson Peak. Wzgórze krwi. Może i mógłby, ale co z tego, skoro w filmie nie ma już niczego magicznego. Jest w porządku, a może nawet i trochę powyżej w porządku, ale nie ma absolutnie ani jednej sceny, która sprawiłaby, że nie będzie żal seansu. Rozpadające się gmaszysko pośrodku czerwonego jak krew śniegu jest, owszem, ładne i klimatyczne, ale tak w granicach nie za dużego budżetu. Jawi się niczym dzieło zdolnego scenografa, któremu zabrakło tej iskry oryginalności. Gorzej jest z pojawiającymi się zjawami, które wyglądają po prostu tak sobie. Nie mają w sobie nic zaskakującego, a straszą również banalnie, Głośnym Odgłosem (TM).

Jessica Chastain with candles. Recenzja filmu Crimson Peak. Wzgórze krwi

Jessica Chastain z latarką.

Niestety, nie należę do grona widzów, którym do orgazmu wystarczy cudownie tańczący walca ze świeczkę Hiddleston i nie uległem czarowi najnowszego filmu del Toro. Wręcz przeciwnie, znudził mnie swoją przeciętnością i jedyne, w czym zmusił mnie do myślenia, to kwestia po jaką cholerę Guillermo nakręcił ten film, który rozwieje się w pamięci widzów tak szybko jak występujące w nim duchy.

(2028)

Pytanie to zadawałem sobie już po obejrzeniu zwiastuna Crimson Peak. Wzgórze krwi, ale liczyłem na to, że może nie pokazuje czegoś, co będzie potem kluczowe. Po obejrzeniu filmu pytanie pozostało: Po co Guillermo del Toro nakręcił Crimson Peak. Wzgórze krwi? O czym jest Crimson Peak. Wzgórze krwi Jest końcówka XIX wieku. Edith Cushing (najbardziej znana na świecie aktorka o polskim nazwisku - Mia Wasikowska) to córka amerykańskiego przemysłowca,…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Córka bogatego przemysłowca wprowadza się do nawiedzonej posiadłości swojego męża. Gotycki romans, któremu brak oryginalności.

4 odpowiedzi

  1. Ty jakiegoś lichego cama oglądałeś z netu? 😛 Przecież wizualnie znakomitych scen tam było od cholery. Pod względem kolorystyki to wręcz modelowy Del Toro i można by się tu bawić w analizy i interpretacje jego ulubionych palet barwnych i do jakich scen jakich kolorów używa. Bo że fabuła licha to się zgodzę, gdyby chociaż na finał Del Toro dał tym wszystkim duchom (o ile w zwiastunach też mnie nie przekonywały, to na dużym ekranie wyglądały o dziwo fajnie) cokolwiek większą rolę do odegrania w całej historii to by było lepiej.

  2. Super, a już chciałem to oglądać, ale po ocenie sobie daruję. Chyba że dla samej Jessiki warto?, bo jestem jej fanem.

  3. Quentin

    @Koper
    No a mnie nic nie zachwyciło. Mieszkam w malarskim domu, mam pojęcie! Dzisiaj nawet idę na wernisaż! 😉

    Nie mówię, że jest w tej kwestii do dupy, słabo czy tak se. Mówię, że nic mi dupy nie urwało. Szkoda brać się za coś, co nic nowego nie wnosi. Że Del Toro ma talent to już wiem.

  4. Quentin

    @YoungBoy
    No jak jesteś jej fanem to warto, fani są bezkrytyczni :).

    Lepiej wypadła niż w Marsjaninie w każdym razie, ale jakoś dużo to jej tu nie ma.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.