recenzja Black or White Quentin.pl Kevin Costner
- Tu popraw scenariusz. I tutaj, tutaj... I jeszcze tutaj.

Szarość widzę – recenzja filmu Black or White

Szczyt kariery tańczący z wilkami Kevin Costner ma już dawno za sobą, ale ja tam się cieszę, że po dłuższej przerwie na początku XXI wieku, teraz wrócił na dobre do zawodu i próbuje swoich sił w kolejnych produkcjach. Żadna z nich nie zbliżyła się choćby w pobliże największych hitów Kevina, ale śmiało można stwierdzić, że poniżej pewnego poziomu nie schodzą. Jest to poziom przeciętnego, ale solidnego kina, reprezentowany zresztą też przez Black or White, który przy drobnych poprawkach mógłby być zdecydowanie lepszym filmem. Któż to może wiedzieć, może za bardzo trzymali się prawdziwej historii, na jakiej oparty jest film, a może zabrakło bardziej zdolnego scenarzysty/reżysera. A może po prostu odpowiedzialny tu za scenariusz i reżyserię Mike Bender za bardzo się zakurzył. Black or White to jego pierwszy film od siedmiu lat, kiedy to wyreżyserował Reign Over Me, bardziej znany jako „film, w którym Adam Sandler pokazał, że umie grać w dramatach”.

Jeszcze jednym wspólnym mianownikiem obu filmów jest motyw straty i radzenia sobie z nią. Punkt wyjścia Black or White jest prosty i skomplikowany zarazem. Jego bohaterkę, czarnoskórą Eloise, wychowują dziadkowie od strony mamy. Jej rodzona matka zmarła podczas porodu, a ojciec się do niej nie przyznaje. Zresztą mała strata, bo to drobny ćpun, który uwiódł mamę Eloise, gdy ta miała 17 lat i zostawił z dzieckiem. Pech chce, że babcia Eloise ginie w wypadku samochodowym, a trud jej wychowania spada na dziadka, białoskórego Elliota (Kevin Costner). I tutaj do akcji wkracza rodzina dziewczynki od strony ojca. Choć przez ostatnie lata się nią nie interesowała, to teraz chce wywalczyć prawo opieki nad dziewczynką, twierdząc, że Elliot sobie nie poradzi, no i że jest rasistą. I pijakiem, ale wiadomo, każdy rasista to pijak. Kto wyjdzie zwycięską ręką z walki o Eloise? Elliot, a może babcia Rowena (Octavia Spencer)?

kevin costner i Octavia Spencer w filmie Black of White

– Tym palcem dłubałem wczoraj w nosie!

Uff, prawda, że skomplikowane? Kiedy jednak ogarnie się już wszystkie powiązania rodzinne, zostaje prosta, czarno-biała historia zapowiadana przez tytuł. Historia, która mimo dającego duże pole manewru ww. punktu wyjścia, tak naprawdę ani przez chwilę nie jest problematyczna. Bo ani Rowena nie jest straszną czarną panią, której strach oddać dziecko, ani Elliot nie jest strasznym białym potomkiem plantatorów, który goni Eloise do pracy na plantacji bawełny. Nic z tych rzeczy. Trochę więc dziwne są te dwugodzinne przepychanki w sądzie i poza nim, kiedy cały czas ma się wrażenie, że sprawę można łatwo rozwiązać bez potrzeby narażania dziewczynki na dodatkowe stresy. „W czym, kurde, problem?” pytamy sami z siebie przez większość seansu, by na końcu prychnąć: „Hellou? Sądu potrzebowali, żeby do tego dojść?”.

I to podstawowy problem Black or White120 minut oczywistej historii, która jedynie chwilami nabiera rumieńców, gdy pojawia się łasicowaty ojciec małej. Poza tym mamy do czynienia z obyczajowym filmem, który trochę wzrusza, trochę bawi, ale nigdy na tyle, żeby umrzeć ze śmiechu bądź załamać się ze smutku. Tu wina zdecydowanie leży po stronie scenarzysty, który nie potrafił opakować swojej historii w bardziej efektowny papierek. Solidnie to wszystko napisał, ale bez błysku.

recenzja Black or White, filmu z Kevinem Costnerem

– Jak jeszcze raz pokażesz mojej matce palec, którym dłubałeś w nosie to nie ręczę za siebie!

No z jednym błyskiem. Sceną, w której Costner przekonuje Wysoki Sąd, że nie jest rasistą. Dla niej warto na Black or White rzucić okiem. I dla Costnera, który wygląda tu jakoś tak wyjątkowo staro, ale nie ma żadnej konkurencji w postaci pozostałych członków obsady. Nie, nie wiem, co ma jedno do drugiego :P.

Szczyt kariery tańczący z wilkami Kevin Costner ma już dawno za sobą, ale ja tam się cieszę, że po dłuższej przerwie na początku XXI wieku, teraz wrócił na dobre do zawodu i próbuje swoich sił w kolejnych produkcjach. Żadna z nich nie zbliżyła się choćby w pobliże największych hitów Kevina, ale śmiało można stwierdzić, że poniżej pewnego poziomu nie schodzą. Jest to poziom przeciętnego, ale solidnego kina, reprezentowany zresztą też przez Black or White, który przy drobnych poprawkach mógłby być zdecydowanie lepszym filmem. Któż to może wiedzieć, może za bardzo trzymali się prawdziwej historii, na jakiej oparty jest film, a…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Owdowiały Elliot zostaje zmuszony do walki o wnuczkę z rodziną ze strony ojca małej. Obyczajowe kino podejmujące problem podziałów rasowych tak, żeby czasem kogoś nie obrazić.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.