"Showrunners: The Art of Running a TV Show" - fot. screen z Youtube
"Showrunners: The Art of Running a TV Show" - fot. screen z Youtube

Showrunners: The Art of Running a TV Show

Są takie dokumenty, o których za bardzo nie ma co napisać. Widzisz tytuł i wiesz, że chcesz je obejrzeć, bo bardzo ciekawi cię przedstawiana w nich tematyka. To właśnie taki dokument. I przeciwnie – tematyka cię nie grzeje, odpuść sobie seans.

To nic złego, że cała recenzja zamknie się w trzech akapitach na krzyż i wcale nie oznacza, że należy przejść obok danego filmu z daleka. Po prostu, wszystko, co potrzebujesz wiedzieć o filmie zawarte zostało już w jego tytule. Reszta to gadające głowy, które starają się przybliżyć konkretną tematykę – w tym przypadku zawód showrunnera, czyli kolesia, który odpowiada za fabułę serialu. Lubisz seriale i dużo ich oglądasz? To dokument dla ciebie.

W filmie Desa Doyle’a udało się zebrać wypowiedzi większości tuzów showrunnerki, którzy co tydzień dostarczają rozrywki twojemu telewizorowi. Poznajemy tu ludzi, którzy stoją za najgłośniejszymi serialami w branży (przy czym nie zawsze popularny w Stanach oznacza popularny u nas), poznajemy ich drogę od pucybuta do showrunnera – przy okazji dowiadując się, jak wygląda drabinka ważności w przedsiębiorstwie Serial – podglądamy ich pracę na przykładzie jednego z wprowadzanych tytułów, poznajemy problemy, z jakimi sobie muszą radzić i odkrywamy, że to wcale nie jest taka zabawa, na jaką wygląda. I że tworzeniu seriali cholernie daleko jest do sztuki przez duże Sz. To przede wszystkim walka z czasem i umiejętność wybrania najlepszego z fruwających w pokoju scenarzystów pomysłów. Jak wszystko w Stanach – proces tworzenia został sprowadzony do idealnie działającej maszyny, której organizację nic tylko podziwiać.

I każdy, kto zastanawia się, dlaczego akurat tamtejsze seriale podbijają cały świat, znajdą tu odpowiedź. W prostym słowie: profesjonalizm. A nie w jakimś wyimaginowanym geniuszu, który z ołówkiem siada nad kartką papieru i tworzy coś wielkiego.

Głównie jednak chciałem napisać o tym filmie z powodu cytatu, który szczególnie dobrze powinniśmy sobie zapamiętać my wszyscy skrobiący o kolejnych odcinkach i narzekający na to czy na sramto. Tylko marnujemy czas, gdyż:

99% widowni nie zna mojego nazwiska, nie znają nawet nazwisk osób, które piszą scenariusz. Mój ojciec ogląda telewizję, odkąd ją wymyślono. Uwielbia ją. Gdy po raz pierwszy zobaczył w napisach moje nazwisko, rozpłakał się. A jest drwalem, nie zwykł ryczeć z byle powodu. Przysłuchiwał się Emily, gdy ta wygłaszała jakieś swoje naukowe teorie na temat kości. Coś, co napisałem. Odwrócił się do mnie i mówi: wow, skąd ona to bierze?!. I pomyślałem sobie: to mój ojciec, to jest moja widownia. Ludzie, którzy nie wiedzą, jak się robi telewizję. A oprócz nich jest też mała, bardzo mała grupa ludzi, którzy uważają, że wiedzą, czym się to je. Dają ci rady, co i gdzie poprawić. I sądzę, że powinni być ignorowani. Nie dlatego, że to idioci czy coś. No dobra, niektórzy to idioci, ale niektórzy są naprawdę cholernie mądrzy. Ale powinni być ignorowani, bo to nie oni są twoją widownią. – Hart Hansen, „Kości”.

Są takie dokumenty, o których za bardzo nie ma co napisać. Widzisz tytuł i wiesz, że chcesz je obejrzeć, bo bardzo ciekawi cię przedstawiana w nich tematyka. To właśnie taki dokument. I przeciwnie - tematyka cię nie grzeje, odpuść sobie seans. To nic złego, że cała recenzja zamknie się w trzech akapitach na krzyż i wcale nie oznacza, że należy przejść obok danego filmu z daleka. Po prostu, wszystko, co potrzebujesz wiedzieć o filmie zawarte zostało już w jego tytule. Reszta to gadające głowy, które starają się przybliżyć konkretną tematykę - w tym przypadku zawód showrunnera, czyli kolesia, który odpowiada…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Dokument odsłaniający kulisy pracy showrunnera. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana seriali, a szczególnie ich bebechów.

5 odpowiedzi

  1. ” A jest drwalem…”

    To na pewno facet od „Bones”, a nie od „Dextera”?

    Tyle szydery, dzięki za wpis, nie miałem pojęcia o istnieniu tego dokumentu.

  2. Quentin

    Kłania się nieznajomość Ekskluzywnej Listy Do Obejrzenia! :) Ale rozgrzeszam, sam zapomniałem odpowiednio otagować.

  3. Pain in da ESP jest wpisać tu komcia z tabletu….

    A chciałem napisać ze to dokument dla mnie 😀

    Ale nie wiem czy mi się to uda 😉

  4. ESP??? Ess czyli ass napisałem!

  5. Quentin

    A co Ci stało na przeszkodzie tabletowej? Nie obiecuję, że się przejmę feedbackiem, ale przynajmniej będzie Ci miło, że się zainteresowałem :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.