Black Bear 2014 – Coś za mną chodzi [It Follows]

Festiwalowe premiery to z jednej strony fajna sprawa, bo szybciej można zobaczyć ten czy ów ciekawy tytuł, a z drugiej trochę kicha, bo chciałoby się o filmie podyskutować, a nie ma z kim. Byliście, widzieliście? Dajcie znać, bo jedna rzecz jest do przegadania! No może dwie. A przecież nie powinniście tego seansu przegapić, bo mowa o jednym z najbardziej oczekiwanych horrorów najbliższych miesięcy. Przypomniał o tym pan prelegent w przedseansowym oświadczeniu, które sobie pozwoliłem spisać:

„Tym razem mam więcej informacji. To film, który ma 100% na Rotten Tomatoes, w Polsce był wyświetlany tylko raz we Wrocławiu na American Film Festival i jest to świeże spojrzenie na horror!”

Zaiste, kolega wyczerpał temat :).

Oczywiście z tym świeżym spojrzeniem na horror to lekka przesada, bo przecież dobrze wszyscy wiemy, że wszystko i już było i żadnych cudów nikt nigdy już nie wymyśli. Jedyne pocieszenie jest takie, że zapewne pięćdziesiąt lat temu tak samo myśleli, a coś tam nowego się jednak przez ten czas wydarzyło. Jakby jednak nie było, „It Follows” opowiada historię, do której jesteśmy przyzwyczajeni, ale rzeczywiście – robi to w taki sposób, że ma się do czynienia z czymś momentami pachnącym nowością.

Fabuła „It Follows” to pomieszanie slasherowego wątku o prześladowaniu grupki młodzieży przez krwiożercze Coś z ringowym motywem tajemniczej sztafety śmierci. Oto podczas randki nastolatka oddaje się swojemu chłopakowi, który za chwilę informuje ją, że sorry, wraz z sokami przekazał jej coś, co stanie się jej przekleństwem (nie, nie nastoletnia ciąża). Od tego momentu zacznie doświadczać dziwnego uczucia bycia pod obserwacją. Mało tego, przypadkowe osoby, a czasem jej znajomi, zaczną ją atakować. Chłopak uczula, by nie dała się im dotknąć i radzi, żeby najlepiej przekazała drogą płciową swoją klątwę komuś innemu. „Będzie ci łatwiej, jesteś dziewczyną, wystarczy, że zaproponujesz komuś seks”.

Na pewno siłą filmu Davida Roberta Mitchella (jeszcze jeden koleżka po babadookowej Jennifer Kent i houseboundowym Gerardzie Johnstone’ie, który pojawił się w zasadzie znikąd) jest unikanie tanich horrorowych efektów, których kino grozy jest pełne. Nie zależy mu na eskalacji nagłych wyskoczeń potworów, którym towarzyszy Głośny Dźwięk, a krwi jest u niego tyle, co kot napłakał. Potworów w zasadzie też brak – jeśli już trzeba, to robią za nich sylwetki wycięte ze szpitala psychiatrycznego. Tytułowe Coś w pełni zasługuje na swoją nazwę przechodząc z osoby na kolejną osobę niczym diabeł z „Fallen”. Bez ostrzeżenia i pomachania swojej ofierze – nigdy nie wiadomo, czy to już Coś, czy może jeszcze dziwny koleś z sąsiedztwa. Dziwny, ale całkiem normalny.

No dobra, to co jest w „It Follows”, jeśli niczego nie ma? Jest świetnie zbudowana atmosfera grozy i zagrożenia. Właściwie na palcach jednej ręki można policzyć wszystkie momenty, w których w filmie nie czuć ani grama niepokoju. Poza nimi zarówno bohaterowie, jak i widzowie nigdy nie mogą mieć pewności, że jest dobrze, że są bezpieczni. Powoli budowany klimat co jakiś czas wybucha, ale znów są to przeważnie wybuchy powolne. Zagrożenie sunie w kierunku ofiary krok po kroku niczym zombie i nie jest tak, że uciekniesz, odwrócisz się, a tu buch, już jest przed tobą. Wręcz przeciwnie. „Jeśli uciekniesz na pewną odległość, kupisz sobie trochę czasu, ale To cały czas idzie w twoją stronę, nie poddaje się” ostrzega jeden z bohaterów.

„It Follows” jest też intrygująco sfilmowane. Jak to ktoś określił chyba na forum IMDb – wygląda jakby horror nakręciła Sofia Coppola. To _spójny_ miks właściwie wszystkiego – kina niezależnego, artystycznego, standardowego horroru, a nawet found footage’a. Kamera bardzo często jest tu jednym z bohaterów sceny i żyje razem z innymi aktorami – stąd spora ilość długich, nieprzerywanych cięciem, ujęć. Ale powtarzam: ten miks jest przemyślany i spójny. Nie ma mowy o zabawie formą, eksperymentowaniu.

Jednym słowem hype, jaki ciągnie się za tym filmem od kilku miesięcy jest w pełni zasłużony i z pewnością nie można go przegapić (filmu, a nie hype’u :P). Cóż się dziwić, w końcu leży od czerwca na liście Do obejrzenia (spokojnie, nie będzie suchara o lokowaniu produktu). 8/10, ale jak mi ktoś racjonalnie wytłumaczy, po co koleżka przywiązał bohaterkę do wózka inwalidzkiego, to podniosę na 9.

(1841)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.