Jodorowsky’s Dune

Nie jest wielką tajemnicą, że nie przepadam za filmami Alejandra Jodorowsky’ego. To chodząca historia kina, twórca jednego z oryginalnych Midnight Moviesów itd., ale do mnie jego pełna metafor sztuka filmowa nie trafia. A konkretniej rzecz biorąc trafiła tylko raz – Santa Sangre uważam za film genialny.

Żadnego ciepłego słowa nie mam też dla prozy Franka Herberta, ale tutaj powód jest jeszcze prostszy – nie znam jej i nawet nie ma co rozwijać tematu. Czy zatem z takim podejściem do głównych bohaterów dokumentu, o którym dzisiaj, była w ogóle szansa na to, żeby mi podszedł? Nie dość, że była, to jeszcze została wykorzystana w 100%.

„Jodorowsky’s Dune” to dokument o najsłynniejszym filmie, którego nie nakręcono. Po sukcesach „El Topo” i „The Holy Mountain” Jodorowsky miał u stóp świat kina i mógł spokojnie wybierać co chce robić dalej. Znalazł francuskiego producenta, który dał mu wolną rękę i zdecydował się sfinansować cokolwiek Jodorowsky sobie wymyśli. Reżyser orzekł, że ma ochotę na przeniesienie na duży ekran kultowej „Diuny” Herberta. Choć jej nie czytał, a tylko słyszał od znajomego, że to wielka powieść. Z zielonym producenckim światłem rozpoczął niezbędne przygotowania.

Punktem wyjścia tej niesamowitej historii jest gruba książka, którą przygotował Jodorowsky w celu podbicia amerykańskich wytwórni filmowych, które miały dosypać finalnego grosza do budżetu filmu. Z ust samego Nicolasa Windinga Refna dowiadujemy się, że kiedyś miał przyjemność się z nią zapoznać i wie jedno – to, co tam zobaczył zapowiadało wielkie kino. Po takiej zapowiedzi trudno się już oderwać od ekranu.

A na nim króluje ponad 80-letni siwy dziadek, który opowiada o wydarzeniach sprzed czterdziestu lat kiedy to wymarzył sobie skompletowanie wybitnej ekipy, która przeniesie na ekran jego pomysły i koncepcje. W jej zaklepanym składzie znaleźli się między innymi Moebius, H.R. Giger, Dan O’Bannon, Salvador Dali, Pink Floyd, Orson Welles…

Co poszło nie tak? A po odpowiedź to już zapraszam do przesiąkniętego humorem i niezwykłą wyobraźnią filmowca-wizjonera filmu. To fascynująca podróż, w którą powinien wybrać się każdy, kto kocha kino. 10/10

(1728)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.