Jack Strong

Kto wie, czy to nie najlepiej zrobiony polski film rozrywkowy, jaki widziałem. Zastanawiam się. Przy okazji ciśnie się na palce myśl, że Pasikowski przez tyle lat starał się kręcić w Polsce amerykańskie kino („Reich”, „Demony Wojny”, „Blee”), a gdy w końcu przestał się starać, to jego filmy w końcu zaczęły być amerykańskie. Najpierw Pokłosie, teraz jeszcze bardziej „amerykański” Strong, oba dobre. „Pokłosie” lepsze, bo i temat jakby bardziej dramatyczny (a na pewno bardziej drażliwy), ewentualnie dramatyzmu rzeczywistości Kuklińskiego Pasikowski nie do końca potrafił pokazać. Ale za to filmowo nakręcił ją perfekcyjnie.

Przenosimy się więc wstecz o kilkadziesiąt lat i poznajemy tytułowego majora polskiego wojska – Ryszarda Kuklińskiego (nie mylić z Icemanem). Zdolnego taktyka, oddanego żołnierza, oczko w głowie Starego. Kukliński pnie się w górę po szczeblach kariery, ale jednocześnie nie podoba mu się to, co dzieje się z ojczyzną pod ruskim butem. Bojąc się, że sojusznicze plany strategiczne mogą doprowadzić do nuklearnego wyparowania Polski – podejmuje współpracę z wrogim, imperialistycznym wywiadem.

Thriller polityczny pełną gębą, do którego wcale nie potrzeba dopisywać „na jaki stać nas w Polsce” – spokojnie obroniłby się i na innych rynkach. Szczególnie że, co zresztą zawsze uważałem za najważniejsze, kupuje widza od razu świetnym i mocnym początkiem, którego nie postydziliby się amerykańscy koledzy. Zanim pojawi się napis z tytułem, wiadomo już, że nie będzie źle. I przez długi czas jest naprawdę bardzo dobrze, a potem już tylko niewiele gorzej. Pasikowski chyba jest gotowy, żeby spróbować nakręcić coś za granicą. Tym bardziej szkoda, że nikt nie chce go tam zabrać.

Może w „Jacku Strongu” nie ma prawie wcale słynnych „Tekstów Pasikowskiego”, ale mimo to jest to pełną gębą Film Pasikowskiego. Gdy Czop (taki aktor, nie pamiętam nazwiska postaci) opowiada o wydarzeniach Czarnego Czwartku, przed oczami automatycznie staje nam Boguś Linda i stają razem z nim wszystkie inny Psy, czyli Pasikowski z najlepszych lat. Reżyser nie marnuje znakomitej okazji do pokazania migawki z Jankiem Wiśniewskim, ale i nie stroni od swojego przewrotnego poczucia humoru. Tych, którzy po „Pokłosiu” oskarżali go o „niepolskość”, a teraz klepią po plecach za to, że w końcu ktoś dopierdolił tym głupim ruskim, z pewnością boli krótka scena, w której wśród nazwisk zagrożonych internowaniem działaczy Solidarności pojawia się nazwisko Adama Michnika. Pasikowski dobrze o tym wie, że tak właśnie będzie i z premedytacją wrzuca takie rzeczy. Nie dlatego, że jest lemingiem czy pisiorem, ale po to, że kino powinno prowokować i że dobra do tego jest każda okazja.

O ile realizacyjnie nie ma się tu absolutnie czego przyczepić (klimat epoki oddany wzrorowo), to jeśli już miałbym się czegoś czepiać, to byłoby to aktorstwo. Nie ma w Strongu ani jednej wybitnej kreacji. Dorocińskiego nigdy nie uważałem za wielkiego aktora i tutaj mi to udowodnił. O ile radzi sobie jako służbista i bohater kina akcji, to gdy trzeba emocjonalnie krzyknąć do syna („Dla ciebie to robiłem!”, czy jakoś tak) wtedy jest zupełnie niewiarygodny. Reszta obsady mu już tylko towarzyszy i robi swoje, nic więcej. Patrick Wilson nieźle mówi po polsku (nie ma to jak polska żona), Dagmara Domińczyk (ww.) ładnie wygląda, za Ostaszewską nie przepadam tak jak zresztą Pasikowski nie przepada za kobietami w jego filmach. Jedyny „Oscar” aktorski dla Dracza – był Jaruzelskim perfekcyjnym.

„Jack Strong” nie trzyma przez cały czas tak dobrej formy jak na początku, ale nadal pozostaje to bardzo dobre kino rozrywkowe z przesłaniem i z solidną próbą opowiedzenia o tym „jak to kiedyś było”. Mnogość możliwych do pociągnięcia wątków jest za duża, żeby zmieścić ją w dwugodzinnej fabule, a przez to ma się czasem wrażenie, że wiele rzeczy zostało potraktowane po łebkach. Na pewno przydałby się filmowi lepszy scenariusz, bo wiele rzeczy po uproszczeniu i udramatyzowaniu na potrzeby filmu sprawia wrażenie za prostych, za banalnych (stukanie na „laptopie” podczas jazdy samochodem – bardzo tajne), ale to już tylko takie czepianie się dla zasady, bo całość i tak bardzo mi się podobała. 8/10

(1690)

PS. Serio do wywiezienia Kuklińskiego z komunistycznej Polski wysłano Murzyna????

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.