Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
"Kill the Rapist" - fot. screen z Youtube
"Kill the Rapist" - fot. screen z Youtube

Gwałt po bollywoodzku

Miała być dzisiaj kolejna część Prevuesów (trailer w miarę na bieżąco TUTAJ), ale wpadłem na inny temat, któremu uznałem, że warto poświęcić notkę. Krótką, jak to zawsze u mnie ;).

Zawsze lubiłem i zwracały moją uwagę nieszablonowe akcje marketingowe nowych produkcji filmowych. Interaktywna strona YouTube „Niezniszczalnych”, czy virale z chatroomów, na których bogu ducha winni widzowie orientowali się, że właśnie rozmawiają z duchem (nie pamiętam dokładnie, do którego to było filmu, a szperać mi się nie chce). Tym razem moją uwagę zwrócił pomysł prosto z Bollywood.

Nie jest to pomysł taki zupełnie świeży i nowy, bo – jak większość tego typu akcji – już dawno wymyślił go William Castle, ale z pewnością jest ewenementem we współczesnym kinie. A przynajmniej ja z niczym takim się nie spotkałem. Szczególnie że wynosi kino na wyższy, socjologiczno-społeczny poziom. Bo trudno tu do końca mówić o promocji sensu stricte, gdyż temat jest zbyt poważny, żeby traktować go w kategoriach reklamy. Choć niewątpliwie obliczony na reklamę jest.

Oto zwiastun „Kill the Rapist”, który do indyjskich kin trafi na początku przyszłego roku.

Żartowniś bez taktu zapytałby pewnie teraz, czy będą w tym filmie tańczyć, ale my skupmy się na innym fragmencie tego zwiastuna. Zwiastuna filmu, który wpisuje się w gatunek kina rape and revenge, ale też zwraca uwagę na prawdziwy problem społeczny Indii, którymi ostatnio wstrzasnęły przynajmniej dwa skandale z gwałtami w tle. I jeśli w tych strasznych wydarzeniach szukać jakiegoś pozytywu, to bez wątpienia byłoby nim to, że o ogromnej skali tego problemu zaczęto w końcu głośno mówić. Przynajmniej przez chwilę.

A teraz o kolejne zabranie głosu w tej sprawie prosi kino:

Kill the Rapist

Film nie ma jeszcze zakończenia. Czy tytułowy gwałciciel ma zginąć, czy może przeżyć? O tym zdecydują widzowie swoimi telefonami, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, jaki będzie finał…?

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.