Breaking Bad, s5

Obiecałem regularne myślniki z nowego odcinka Dextera, ale nikt mi nie powiedział, że dzisiaj nowego odcinka „Dextera” nie ma… Świnie! W ten sposób za Waszym przyzwoleniem zrobiłem z gęby cholewę…:P

Nowego Deksa nie ma, ale jest nowy „Breaking Bad”, więc może o nim napiszę dwa słowa, szczególnie, że na Q-Blogu jeszcze o finałowym półsezonie nie pisałem. Zachwycałem się nim na Q-Fejsie, ale tutaj panowała cisza związana z urlopem, który przypadł na początek końca BB.

Zachwycałem się, bo i jest się czym zachwycać. Zresztą finałowe sezonu „Dextera” i „Breaking Bad” (niezbyt sensowne przejście, wiem) stanowią doskonałe podsumowanie tego, co może nas czekać w serialowym świecie i jeden można znakomicie omówić w kontekście drugiego. Bo BB zachwyca tym, czym D nie zachwyca w ogóle. BB sprawia wielkim to co w D jest złe, a to, co w D jest dobre… No dobra, zagolopowałem się, nie wiem czy tam jeszcze jest coś dobrego. Ogólnie rzecz ujmując – finałowy D jest do D.

Inaczej „Breaking Bad”, który finałowym półsezonem pozamiatał konkurencję umacniając się na stałe w panteonie najlepszych seriali, jakie widziała telewizja i wprowadzając do kanonu niektóre sceny sekundę po ich zakończeniu (np. nieme oglądanie taśmy, jaką Walt przygotował Hankowi). Przy okazji – tego, dlaczego finał BB wyrasta na wydarzenie telewizyjne ostatnich lat naprawdę nie trzeba szukać długo. Moim zdaniem wszystko sprowadza się do zrozumienia przez scenarzystów tego, co oznacza pojęcie „ostatni sezon”. Ostatni, czyli nie ma już nic więcej (przemilczam pogłoski o spinofie z Saulem). Nie trzeba się przejmować tym, że za trzy sezony będzie trzeba coś wyjaśnić, a brak odpowiedzi spowoduje śmichy-chichy jak z Losta. Nie trzeba się przejmować, że ktoś zginie, bo i tak potem nie będzie już niczego, żeby zacytować klasyka. Wieloma rzeczami nie trzeba się przejmować – tego nie zrozumieli scenarzyści „Dextera”, którzy serwują powolny i podzielony na milion słabych podwątków finał, który równie dobrze mógłby być jakimś zapomnianym środkowym sezonem.

W przeciwieństwie do przygód Waltera White’a, które w finałowym sezonie zamieniły się w ostrą jazdę bez trzymanki i owijania w bawełnę. Wszyscy wiedzą już wszystko, co powinni wiedzieć i teraz szachują się nawzajem w ten, czy inny sposób. Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, co nie przeszkadza w dalszym ładowaniu w serial powolnych scen, którymi BB słynie. Owszem, takich dalej pełno, ale z jaką przyjemnością ogląda się pusty korytarz czekając dłużej niż ustawa przewiduje na to, kto się na nim pojawi – to wie tylko ten, kto w BB przez lata wsiąkł i polubił jego bohaterów.

Było przez te kilka lat w serialu wiele momentów słabszych, spadków formy, rzeczy, na które można było narzekać – taki wątpliwy urok środkowych sezonów seriali, które z powodu swojego powodzenia rozciągnięto o trochę za dużo. O wszystkim tym nie ma już co pamiętać, bo liczy się tylko co tu i teraz. A to po prostu historia telewizji, która tworzy się na naszych oczach. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.