Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Dokumentalnie, odcinek Któryś Tam

Zgodnie z receptą Alfreda Hitchcocka zaczynamy od trzęsienia ziemi. I w tym momencie skończy się ścieżka recepty, bo potem napięcie będzie już tylko spadać.

Sugar Man [Searching for Sugar Man]

Historia poszukiwań tytułowego Sugar Mana. Utalentowanego muzyka Rodrigueza porównywanego przez producentów do Boba Dylana, który wydał w Stanach dwie płyty i nie zrobił żadnej kariery popełniając według legendy samobójstwo na scenie. W tym samym czasie, tysiące kilometrów dalej, RPA próbowało sobie radzić z rzeczywistością apartheidu m.in. przez muzykę. A pierwszy album Rodrigueza stał się hymnem tego pokolenia.

Właściciel sklepu muzycznego próbuje znaleźć jakiekolwiek ślady ukochanego przez setki tysięcy rodaków artysty, o którym nie ma prawie żadnych informacji. Rozpoczyna od podpowiedzi ukrytych na okładce jego płyty i w tekstach śpiewanych przez niego piosenek. Mijają lata…

Jesteśmy właśnie na dniach od kinowej premiery „Sugar Mana” i zaprawdę powiadam Wam – walcie do kina drzwiami i oknami, bo to najlepszy dokument od czasu Senny. Poznacie historię tak nieprawdopodobną, że trudno będzie w nią uwierzyć, a przy okazji zobaczycie po prostu świetny film. Nakręcony jak na najlepsze dokumenty przystało z klimatem tak fantastycznym (szczególnie na początku), że momentalnie wciągniecie się w całą historię ruszając w podróż wyznaczaną dźwiękami piosenek tajemniczego Rodrigueza.

To wzruszająca i ciepła opowieść o niespodziankach, jakie niesie ze sobą życie, w której poznacie skromnego człowieka z gitarą i z pewnością parę razy się serdecznie uśmiechniecie, a w oku zakręci się łezka. 9/10

***

W cudzej skórze [The Imposter]

Głośny brytyjski dokument, którego autorzy nie tak dawno temu otrzymali BAFTĘ do rąk własnych za najlepszy debiut.

No właśnie, na pewno dokument? Trudno ten film jednoznacznie zakwalifikować do tej kategorii, bo momentami to prawdziwie trzymający w napięciu thriller (i na taki stylizowany – postaci prawdziwe miksują się tutaj z odgrywającymi ich role aktorami) z tajemnicą, zwrotami akcji i ciekawością z gatunku „o kurwa, co będzie dalej?!”. Jednocześnie opowiadający historię prawdziwą.

Oto w małym amerykańskim miasteczku ginie młody chłopak. Mijają lata. Zrozpaczona matka otrzymuje telefon z Hiszpanii, z którego dowiaduje się, że właśnie tam odnalazł się jej syn. Siostra zaginionego wsiada w samolot, (dziwi się, że w Hiszpanii sprzedają coca-colę), rozpoznaje chłopaka i żyli długo i szczęśliwie? Nie.

„The Imposter” podobnie do „Sugar Mana” opowiada zupełnie nieprawdopodobną historię i robi to w sposób porywający i wciągający. I z pewnością dostałby równie wysoką ocenę, gdyby nie duże ALE, które co do niego mam. Bo o ile „Sugar Man” trochę tylko manipulując faktami co by było bardziej dramatycznie, nie pozostawia żadnych wątpliwości co do prawdziwości historii (dziesiątki filmików na Youtube’ie nie mogą mylić), to film Barta Laytona pozostawia z ogromnym bagażem pytań, na które nie potrafię znaleźć odpowiedzi, a które uwierają jak kamyk w bucie z filmu, o którym za chwilę.

Historia jest prawdziwa, nie ma co do tego żadnych większych wątpliwości. Nie jest też spoilerem, że opowiada historię osoby, która pod kogoś się podszywa (wiadomo o tym bardzo szybko). Ba, ta osoba pełni w filmie rolę narratora. Ale masa szczegółów dyskredytuje w moich oczach ten film i opowiedzianą w nim historię i nie pozwala mu dać więcej niż 7/10.

I teraz będą SPOILERY.

Przede wszystkim mam wątpliwości co do tego, że film w ogóle powinien powstać. Tytułowy bohater jest osobą tak zadufaną w sobie i niesympatyczną, że każde jego słowo wzbudza niesmak. A przede wszystkim jest zwykłym skurwielem, co wg mnie sprawia, że w robieniu o nim filmu jest coś zwyczajnie niewłaściwego. No ale olać, tłumaczę to sobie, że w ten sposób przestrzega się przed takimi ludźmi i uczula na to, co może się przytrafić. O wiele większym piętnem na filmie jest stos pytań „jak to?” i „a czemu?”. Czemu od razu nie przeszukano bazy danych Interpolu? Czemu od razu nie przeprowadzono badań DNA? Jak uwierzono w pierdy o wstrzyknięciu czegoś i zmianie w ten sposób koloru oczu? Dlaczego FBI tyle razy podłączało do wariografu matkę chłopaka, aż w końcu przyłapano ją na kłamstwie? Skąd u młodego chłopaka, bodajże 11 czy 12-letniego (tego, który zniknął) tyle tatuaży i co to za rodzina, która pozwoliła mu je zrobić? Jakim cudem tytułowy imposter zdołał tak zrobić sobie tatuaże (i skąd pod ręką w sierocińcu/domu przejściowym dla młodzieży tatuażystka?), które odpowiadały kształtem i miejscem tym u zaginionego (wiedział, że to np. litera „T”, ale to ciut mało)? Dlaczego, gdy imposter zadzwonił do Stanów i podał opis swojego wyglądu, to kobieta z Biura Zaginionych skojarzyła go z porwanym chłopakiem, który wyglądał zupełnie inaczej? Dlaczego w ogóle zostawili go samego w nocy, żeby sobie podzwonił do Stanów na ich koszt. Dlaczego, do jasnej cholery, imposter miał potem w celi telefon, z którego wykonywał setki rozmów i nabierał inne rodziny? Dlaczego, dlaczego, dlaczego… A już pomijam wszystkie pytania związane z tym, że rodzina uwierzyła, że 23-latek z zarostem i ciemnymi odrostami jest ich zaginionym synem.

Koniec SPOILERÓW.

Dlatego, choć film ogląda się naprawdę fajnie, uważam, że ktoś tu nieźle naściemniał.

***

Ambasador [The Ambassador]

I teraz to już będzie króciutko, bo Asiek wraca i muszę zaczynać robić obiad :)

Na tym filmie trochę się zawiodłem. Ale nie za dużo, bo lubię filmy o Afryce… Mads Brugger, duńska odpowiedź na Michaela Moore’a, wciela się w postać tytułowego ambasadora Liberii w Republice Środkowoafrykańskiej, który chce tam otworzyć fabrykę zapałek i zatrudnic w niej Pigmejów. A tak naprawdę wywieźć trochę krwawych diamentów.

Słodko-gorzka historia, która nie jest specjalnie odkrywcza, bo odkrycie, że w Afryce panuje korupcja, to odkrycie na miarę ponownego wynalezienia koła (osobiście uważam Afrykę za dupę Ziemi (bardzo ładną, nawiasem mówiąc) i nie mam o niej zbyt dobrego zdania – jedyne co tam doprowadzili do perfekcji to przeprowadzanie wojskowych zamachów stanu). Aczkolwiek ciekawa z punktu widzenia kpiarskiego odsłaniania mechanizmów jej działania i śledzenia komu trzeba dać w łapę, a na czyje kałachy lepiej uważać.

I właściwie o tym jest ten film – że w Afryce jest korupcja. Większego morału na miarę Blood in the Mobile nie ma, ale ogląda się go z ciekawością. No i odpłaca paroma fajnymi tekstami typu:
– Spotkał się pan kiedyś z cesarzem Bokassą?
– Jasne, wsadził mnie do więzienia!
:) 7/10

***

Pałac

Polski dokument i to od razu widać. Bez polotu, bez pomysłu na zachęcenie widza do oglądania, bez scenariusza. Ot z koncepcją – postawmy kamerę w kotłowni i nic nie mówmy.

Jeden dzień z życia Pałacu Kultury i Nauki. Zaglądamy w przeróżne jego zakamarki, choć nie mamy pojęcia co to za miejsca, bo nikt nam tego nie tłumaczy. Odkrywamy, co za sensacja, że wszystko tam jest przestarzałe i pod fasadami się sypie. I że intruktorzy na basenie powinni zostać ukarani za molestowanie seksualne. Z grubsza omijając ludzi, żeby nie psuli koncepcji gadaniem.

Ale przede wszystkim oglądamy, ilu bezdomnych może się zmieścić w krzakach dookoła pałacu.

Szkoda, bo to mógł być fajny dokument, gdyby tylko był o Pałacu, a nie o dniu z życia Pałacu. 5/10

(1495)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.