Jack Reacher – Jednym strzałem [Jack Reacher]

Przydałaby mi się jakaś grupa wsparcia. Żebym mógł stanąć wśród osób mnie rozumiejących (albo choć to udających), podnieść do góry pięść i wykrzyknąć: „Jestem Q! Nie dam rządzić sobą jakiemuś dziwnemu przekonaniu, że o każdym filmie muszę wywalić przynajmniej pięć akapitów!”. W amerykańskich filmach to pomaga, a mnie by się taka pomoc przydała, bo przez to ww. przekonanie przepada tyle recek. Bo zniechęcam się, że napisałbym o niektórych filmach tylko dwa zdania. A komu to przeszkadza?

Chyba się powtarzam.

Walcząc z Przekonaniem zasiadam do Notatnika i piszę. Reckę „Jacka Reachera”, choć będzie krótka.

A będzie krótka nie dlatego, że to zły film. To film całkiem przyzwoity, a nawet można powiedzieć, że całkiem fajny. Miał parę momentów, w których gotowy byłem mu dać 8/10, ale ostatecznie stanęło na 7/10, bo druga połowa była już gorsza.

Tajemniczy snajper zabija pięć przypadkowych osób. Podejrzany o dokonanie tego niechlubnego wyczynu żąda wezwania Jacka Reachera. Jack to człowiek duch. Nikt nie wie, gdzie się podziewa, nikt nie wie, czemu się ukrywa. Wiadomo tylko, że to typowy przechuj. Specjalista od walki wręcz i rzucania onelinerami, którego odnaleźć nie sposób. No chyba, że sam się zgłosi, jeśli uzna to za konieczne. W przypadku snajpera uznaje właśnie tak i wkrótce z całych sił pomaga ładnej i zdeterminowanej pani adwokat przypuszczalnego mordercy.

Oparty na jednej z książek z serii poczytnych powieści film (książek nie czytałem, tak jak zresztą multum innych książek, które warto by było znać) oferuje widzowi sporo akcji, kilka weselszych przerywników (nie zawsze sensownych; walka w wannie WTF?) i zagadkę do rozwiązania. Zagadkę niezbyt skomplikowaną i dość prostą do rozgryzienia, ale zagadkę. Pomyślany tak, żeby Toma Cruise’a postawić w jak najlepszym świetle, może być trudny do przełknięcia dla jego chronicznych antyfanów, ale ja Tomka lubię, więc w zasadzie dla niego poszedłem na „Jacka”. I wypadu nie żałuję, choć nie do końca jestem przekonany, czy koniecznie trzeba to oglądać w kinie.

Zawiodło trochę niezdecydowanie. Fakt, że nikt mi tego nie obiecał, ale wybierałem się raczej na komedię sensacyjną w gatunku „Zabójczej broni”. „Jack” okazał się filmem poważniejszym, w którym jednak co jakiś czas przebijała o wiele weselsza nutka. No i to moim zdaniem wynikło z tego, że twórcy sami do końca nie wiedzieli czy chcą na poważnie czy na mniej poważnie. W wyniku tego zarówno akcji jak i komedii było tu dla mnie za mało. Ale w sam raz na udany seans z niewielką ilością nudy – no było parę przegadanych momentów. Byłoby znacznie lepiej, gdyby utrzymał się wysoki poziom pierwszej połowy filmu, ale się nie udało.

A Tom Cruise dał radę. Zawsze daje, a ludzie i tak go nie lubią.

(1469)

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.