Red Lights

Zacznę może od tego, że nie było tak źle, jak spodziewałem się tego po zwiastunie. Lewitujący Robert DeNiro był do przełknięcia i nawet nie zajechało za bardzo komedią, czego się bałem. Ale co z tego skoro ten film to dobrze zrobiona śmiertelna nuda?

Dwoje naukowców spędza każdą chwilę na demaskowaniu oszustów wszelkiej maści parapsychicznej. Uzdrowicieli, media (mediumy? :) ), słyszących głosy zmarłego dziadka i innych stukających stołem w pustym pokoju. Pewnego dnia telewizja obwieszcza powrót do zawodu światowej sławy medium. Bilety na jego show(?) rozchodzą się jak świeże bułeczki, a naszych dwoje dzielnych demaskatorów zastanawia się nad tym, czy wziąć go i zdemaskować, czy może to prawdziwe medium jest i nie dla psa kiełbasa. Wot dylemat.

Temat ciekawy, wykonanie precyzyjne, aktorstwo porządne (DeNiro, Weaver, Cillian Murphy), reżyser dobry (kolega od Pogrzebanego), a mimo to oglądać nie ma co. Akcja toczy się w żółwim tempie, a gdy w końcu zaczęła nabierać rozpędu i zbliżała się do kulminacji, tym większe było we mnie wrażenie: „o co tyle szumu?”. Bo niemal apokaliptyczny finał zbudowany z misternie tkanego napięcia i niepewności jak to się wszystko skończy i czy wszechświat będzie cały to typowe strzelanie armatą do wróbli. Bo wiecie, tu nie chodzi wcale o los naszej planety czy choćby połowy ludzkości, a jedynie o stwierdzenie faktu czy nasz magik ma dar dar, czy jedynie dar manipulacji.

No i, kypba, co by się stało, gdyby machnąć na to wszystko ręką i powiedzieć: „OK, koleś, jesteś prawdziwy, ja spadam”? Zupełnie nic.

Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że poważna scena wykładu pani profesor, w której za pomocą wykresów itp. udowadnia, że stołem można poruszać niby duch, do najlepszych sitcomów by się bez przemontowywania nadawała. Szczególnie że studenci słuchali ją z taką uwagą i idę o zakład, że polecieli do domu, żeby spróbować poruszać stołem.

I taki właśnie cały „Red Lights” jest jak ten wykład. Niby opowiada o czymś poważnym, a tymczasem to błahostka bez znaczenia. 5/10

(1456)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.