Żelazna Dama i trochę Artysty

Żelazna Dama [The Iron Lady]

Jakiś czas temu przyszła mi ochota na obejrzenie jakiegoś ciekawego filmu o Margaret Thatcher. Zobaczyłem co tam nakręcili i jakoś średnio z wynikami było. Ale okazało się, że właśnie za kręcenie filmu ze Streep się wzięli. Wystarczyło więc trochę poczekać.

No nie do końca wystarczyło, bo dalej czekam na zobaczenie jakiegoś dobrego filmu o Żelaznej Damie, choć obejrzałem już ten ze Streep. Znacie jakiś?

„Żelazna…” to czas zdecydowanie i bezpowrotnie stracony. Idziesz sobie obejrzeć film o ciekawej historycznej postaci, zwiastuny nie wskazują, że będzie inaczej, a tu nagle lądujesz na seansie o starej babci z demencją. To tak, jakby pójść na film o bitwie pod Grunwaldem, a zobaczyć film o kolesiu, który się na nią spóźnił i gdy wpadł na grunwaldzkie pole już było pozamiatane.

Swoją drogą ciekawa jest obserwacja tego, jak można zepsuć taki temat na film. A zepsuć prosto. Wystarczy artystyczne zacięcie miast bycia po prostu kronikarzem. Wystarczy chęć opowiedzenia jednej historii na kilku płaszczyznach w efekcie czego żadna z tych opowieści nie jest kompletna. Ani ta o wyzwolonej kobiecie, ani ta o rodzinie, która matkę i żonę widziała zdecydowanie za rzadko, ani ta o tym jak to jedna kobitka wyprowadziła z poważnego kryzysu cały kraj, ani ta o kobiecie, która za wszelką cenę chciała pokazać, że może być równa z mężczyznami, ani ta o wielkiej miłości i przywiązaniu, które wybuchają dopiero po śmierci jednego z małżonków, ani żadna inna. To wszystko w tym filmie jest. Zasygnalizowane.

Lepiej bowiem opowiedzieć dobrze jedną historię niż źle opowiedzieć kilka.

Oczywiście Meryl Streep zagrała oskarowo, ale 1. o wiele większą atrakcją byłoby, gdyby zagrała źle 2. ta rola była zagrana z taką premedytacją i świadomością jaką minę trzeba kiedy zrobić, żeby dostać nominację do Oscara, że miało się wrażenie oglądania robota przeznaczonego do zdobywania Oscarów, a nie aktorką, która po prostu wczuła się w rolę. 4/10.

***

Artysta [The Artist]

„Artysta” nie jest jedynym filmem z zacięciem oscarowym, który od piątku oglądamy na dużym ekranie. Jednak porównując go do nich widać wyraźnie, dlaczego jest murowanym kandydatem do nagród. „Żelazna dama”. Biograficzny film o wielkiej postaci światowej polityki. Było. „Hugo i jego wynalazek”. Familijny film przygodowy w technice 3D. Było. „Gwiezdne wojny: Część I – Mroczne widmo”… Żartuję, choć też już było i pewnie będzie jeszcze parę razy. A teraz „Artysta”. Czarno-białe nieme kino. Kiedy ostatnio widzieliście taki film? [WIĘCEJ] 8/10
(1332)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.