Serialowo, s04e06

Czyli krótko o serialach, które wczoraj się nie załapały. Ale tak serio serio krótko. Taki wepisode prawie, czy jak to się tam nazywa, bo znaleźć nie mogę.

Homeland, 1×02

Odcinek z pewnością gorszy od pilota. Straszne, tylko tyle jestem w stanie o nim napisać…

No ale trochę stanęliśmy w miejscu, a raczej w rogu sypialni i tam przespaliśmy osiem godzin w pozycji półklęczącej razem z naszym dzielnym bohaterem wytarganym z dziury w ziemi. Nie mówię, że było nudno, ale na pewno było nudniej. Szczególnie, że na koniec w zasadzie do tego samego punktu historii dotarliśmy, gdzie już byliśmy po pierwszym odcinku.

Nic tam, na pewno będę oglądał dalej, to nie ulega wątpliwości. Ale przydałoby się trochę więcej konkretów, a nie w kółko te same podejrzenia tym razem zaakcentowane już w zasadzie tak mocno, że nie ma miejsca na wątpliwości czy nasz dzielny wojak zdradził czy nie.

Wciąż liczę jednak na to, że Claire Danes nie powiedziała prawdy o tym, co na początku 1×01 usłyszała od skazanego na śmierć.

***

Terra Nova, 1×03

Był już odcinek 1×04, ale jakoś nie spieszy mi się przed telewizor. No cóż. Cancel wisi w powietrzu od początku oglądania i chyba nie ma się co męczyć. Postaram się jednak dać jeszcze szansę 1×04, choć raczej nie mam złudzeń, że młodzieżowość i lightowość tego serialu się zmieni. W 1×03 tajemnice odeszły na bok, a cały odcinek uganiali się za ptakami, które w dalszym rozwoju historii nie będą ważne, czyli typowa zapchajdziura i w zasadzie pojedynczy odcinek typowy raczej dla seriali „jeden odcinek – jedna sprawa”.

Wszystkie minusy, jakie jawiły się po pilocie pozostały. Plusów nie przybyło. Jakoś specjalnie nie żałuję – jest co oglądać, żeby można było poświęcić to i owo.

***

Survivor, 23×05

Strzelba wisząca na ścianie w poprzednim odcinku wypaliła w tym. W końcu nie na darmo ją tam wieszali – odcinek ma tylko 40 minut, za mało, żeby pchać do niego nieistotne rzeczy. No ale i tak Ozzy został pośrednio sponiewierany i nie ma go co żałować, bo powinien jednak wiedzieć co się święci. Zapowiedź następnego odcinka pokazała, że Ozzy teraz sobie swój własny tribe złożony z jednej osoby zrobi i raczej nie wróży to niczego dobrego dla niego. Za chwilę „zaufany” kolega rozpowie wszystkim, że Ozzy ma HII o ile zdąży, bo raczej Ozzy nie jest na tyle głupi (hmm), żeby samemu się do tego nie przyznać.

Bezcenne było zapytanie się Woody’ego Allena o to, jak się literuje nazwisko Cochrane :) Ciekawe czy by przepuścili, gdyby ktoś napisał Cockrane. Woody się zemści już za tydzień nazywając Ozzy’ego Beksą. Jednym słowem – jest ciekawie, ale czekam na połączenie.

Minusem odcinka obrzydliwy czelendż. Fuj.

***

Czas honoru, 4×07

Nie ma już co liczyć na Powstanie Warszawskie w tym sezonie, więc teraz albo będzie w następnym sezonie albo… nie będzie 😉 Przydałaby się jakaś próba zmierzenia się z „Kolumbami”, choć raczej wiadomo, że przegrywa się w przedbiegach. No ale kto nie próbuje…

A odcinek jak to odcinek „Czasu honoru”. Oglądasz z przyjemnością, zapominasz. A że było sporo strzelaniny (plus akcja z nożem rodem z „The Expendables„), to i nie było nudno.

I w zasadzie powinienem przestać już pisać o tym serialu, bo po każdym odcinku mam to samo do napisania.

Ach, ale jaka jedna przyjemna odmiana – w końcu to nie Wieczorkowski wpadł w łapy szkopów. A mógł!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.