Conan Barbarzyńca 3D [Conan the Barbarian]

Ustalmy na początek kilka faktów. No w zasadzie jeden fakt. Nigdy nie byłem fanem „Conana Barbarzyńcy” z Arnoldem. Uważam, że – słusznie – jest to filmowa klasyka, a przy tym naprawdę bardzo dobry film z najlepszą w historii kina ścieżką dźwiękową, ale fanem nie jestem i nie byłem. W zasadzie to kiedyś mi się nie podobał, potem zrozumiałem, że jestem głupi :) Tak czy siak cały od początku do końca film Miliusa widziałem max ze dwa razy. Natomiast „Conan Niszczyciel” to już denny film, który dla odmiany kiedyś bardzo mi się podobał, ale potem zrozumiałem, że jestem głupi. OK, rozrywka fajna, wspomina się go z sentymentem, ale w porównaniu z Barbarzyńcą, cóż, nie ma porównania.

Do remake’u nastawiony byłem średnio, w zasadzie w ogóle. Dzieła zniszczenia mojego nastawienia dokonał pierwszy zwiastun. Ale potem w zwiastunach pojawiła się krew, bardzo dużo krwi, i pomyślałem, że może jestem w błędzie. Może będzie fajnie. Szczególnie, że nie jestem z gatunku tych co to uważają, że Conan to tylko Arnold i Momoa może mu sandały wiązać, więc uprzedzeń nie miałem.

Bardzo zły pan pragnie zdobyć władzę nad całym światem. W tym celu potrzebna jest mu pewna maska i parę kropel czystej krwi. Takiej czystej czystej. W poszukiwaniu kawałka maski dociera do Cymerii, gdzie zabija ojca małego Conana. Conan dorasta i zamierza pomścić śmierć ojca.

Arnie może spać spokojnie. Nie wiadomo czy wróci do kariery filmowej, skandal z pokojówką załatwił jego małżeństwo, ale nadal jest jedynym prawdziwym Conanem. Momoa z pewnością jest lepszym aktorem i charyzmy nie można mu odmówić, ale jednak co Arnie to Arnie. Są aktorzy, którzy rodzą się do zagrania pewnych ról – Arnie urodził się po to, żeby być Conanem.

Tak, nie podobało mi się. 5/10.

Naprawdę, coś trzeba zrobić z tym terrorem 3D. OK, kto chce na darmo oglądać tak filmy niech ogląda, ale na Boga, dajcie ludziom wybór! Myślałem, że gorszego 3D niż w ostatnich „Piratach…” być nie może, ale jednak myliłem się. Nie wiem, może to wina kina, ale było fatalnie. Ciemno tak, że nic nie widać przy nocnych scenach lub kręconych we wnętrzach, niewyraźnie tak, że walkę można było poznać po odgłosach. Poprawiło się to po… zdjęciu okularów. Obraz był jaśniejszy, wyraźniejszy, a brak okularów… nie przeszkadzał. Nie kłamię, 80% filmu obejrzałem bez nich. A pozostałe 20 z nimi, ale tylko po to, żeby się upewnić, czy czasem czegoś nie tracę. Nie traciłem. Zwykle w 3D, jeśli nie film, to przynajmniej napisy są zniekształcone tak, że bez okularów nie da się ich dobrze czytać. Tu nic z tych rzeczy – okulary do czytania napisów również były zbędne. Bilet do kina sporo droższy – komfort oglądania żaden. Puszczajcie „Conana” w 2D, żeby można było dokonać dobrego wyboru, a nie być skazanym na szajs!

Lepsze sto razy było 3D w zwiastunie „Bitwy warszawskiej” przed filmem. Choć rację ma gambit, który stwierdził, że było to 3D z gatunku „żeby chamy widziały!”.

Krew? Sorry, memory, zapomnijcie o krwi. Nie no, jasne, trochę jest, trailery nie kłamały. Ale niewiele więcej niż w trailerach. Dość powiedzieć, że żadna scena śmierci nie dostanie nominacji do NFQ, a najgroźniejszymi przeciwnikami były piaskowe dziady, które załatwić było można draśnięciem noża.

Muzyka. Nie mam zastrzeżeń. Z tego względu, że najwyraźniej ktoś doszedł do wniosku, że legendy się nie pobije i kazał kompozytorowi (kimkolwiek on był, nie sprawdzam) napisać coś, żeby brzmiało w tle i nie przeszkadzało. I to moim zdaniem jest OK. Muzyka być musiała, a że nie mogła być genialna ścieżka Poledourisa (nie usłyszałem żadnej nuty nawiązania), to było coś po prostu.

Scenariusz. No wiecie, nie na scenariusz się chodzi na takie filmy, więc jakiekolwiek narzekanie uważam za niepotrzebne. Nie wiem, jak historia ma się do prozy Howarda, bo nie czytałem za wiele, ale to takie połączenie sporej ilości Barbarzyńcy z małą ilością Niszczyciela i taką sobie dawką wkładu własnego.

3D do dupy, krew do dupy, muzyka i scenariusz po prostu są, bo być muszą – no nie mógł z tego wyjść dobry film. Masakrycznie zły nie wyszedł i 5/10 to takie trochę kopanie leżącego, ale jak idę do kina na rozwałkę, to chcę rozwałkę. Nawet głupią.
(1239)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.