Serialowo s03e02

Hawaii Five-0, 1×01

– Co z was za gliny?
– Nowego rodzaju.

Mojemu światu serialowemu zdecydowanie brakowało wielkich karabinów maszynowych, których nikt nie waha się użyć. Ale już nie brakuje, bo przyniósł mi je „Hawaii Five-0”, który niniejszym mianuję najlepszą premierą sezonu. Of koz, pod względem jakości nazwijmy to nie ma się co równać z „Boardwalk Empire”, ale fun podczas oglądania miałem dużo większy i uśmiech na japie też duży. A trzeba dodać, że tak go sobie tylko zapuściłem przy okazji robienia czegoś innego, żeby dodatkowo czas zabić. A tu proszę, taka niespodzianka. Korea Południowa na początek, helikoptery, duże karabiny maszynowe, a za chwilę kultowy motyw muzyczny, który już przez pół dnia za mną chodzi.

Czysta rozrywka z tylko jednym może dwuminutowym przynudzeniem, jak się Caanowi na zwierzenia przez akcją zebrało. A tak to fajna akcja, sprytne dialogi i przede wszystkim nic na silę. Chemia ekranowa między dwoma bohaterami wyczuwalna od razu i przypominająca chemię bohaterów buddy moviesów. Ciągłe przygryzanie sobie i napierdalanie na lewo i prawo badgajów, kiedy trzeba. Trochę szkoda, że zwerbowali do ekipy jeszcze Dżinzusziego i tę laskę, bo do końca nie wiem, czy nie lepiej by było, gdyby zostało tylko tych dwóch bohaterów. No ale remake’i rządzą się swoimi prawami i skoro ma być taka ekipa, to nic nie zrobisz. Choć nawet nie wiem, jak było w oryginale, bo nie oglądałem.

W każdym bądź razie H5O jest chyba gwoździem dla trumny dla „The Event”, bo lecą tego samego dnia, a ja tyle czasu nie mam, żeby wszystko oglądać. A H5O jest o niebo lepsze. Taki trochę „J.A.G.” XXI wieku. Świetnie się bawiłem.

Sons of Anarchy, 3×03

Zdecydowanie lepszy odcinek od poprzedniego, udowadniający że w serialach nie ma co kombinować. Wystarczy dorzucić kilka prostytutek i od razu ciekawiej się ogląda. No i jest usprawiedliwienie dla wiecznie zbolałej miny Opiego.

I co, w zasadzie tyle. Namnożyło się Sonsów, tylko czekać aż pojawi się jakaś polska ekipa. Fajnie by było, a przecie Opie zdaje się w „Londyńczykach” pogrywa to może by coś zasugerował.

Wątek z Gemmą przyjmuje coraz większe poziomy głupoty i nie wiem, po jakiego grzyba go w serial wepchnęli. Znaczy wiadomo, wątek komediowy, ale tak bardzo na siłę wepchnięty, że żal mi było go oglądać… aż pojawił się Stephen King i już nie miałem żadnych zastrzeżeń do wątku. Znaczy dalej był głupi, ale dla takiego cameo warto było go przecierpieć.

Survivor, 21×02

Typowy odcinek z gatunku „Oho, od razu czalendż o imunitet, czyli coś się wydarzy”. Nic większego się jednak nie wydarzyło poza dłuugą radą, która zapaliła w głowie lampkę ostrzegawczą. Znaczy nawet nie ostrzegawczą, ale taką nieznośnie kłującą i przeszkadzającą w oglądaniu. No bo skąd wiedzieli, że będzie trzeba więcej czasu na pokazanie rady przeznaczyć, że zdecydowali skrócić odcinek o jeden czelendż?

Co do samej rady to Shannon całkiem ładnie pograł, tylko z tym gejem już przesadził. Całkiem z dupy z nim wyskoczył i to się zemściło. To tak jak z PO – wszyscy cię lubią, wygrywasz wybory, zaczynasz pieprzyć i przestają cię lubić :) Jedyny pozytyw, że million dollar smile teraz będzie na uszach stawał, żeby zaprzeczać, że nie jest gejem. Fajne to, gdy człowiek sobie nie uświadamia, że zaprzeczając potwierdza.

Co do Fabio to myślę, że on głupi nie jest. Nie wiem czemu, jakoś tak nie ufam jego głupocie. Choć trzeba przyznać, że jeśli rzeczywiście jest mądrzejszy to gra oskarowo. „Zgaduję, że taką mamy taktykę, ale sam już nie wiem” :)

Czarna poleci następna. Wywalanie sztucznej nogi raczej nie spotka się z aprobatą. No chyba, że dziadki przegrają.

Czas honoru, 3×02

Oj strasznie kombinują, strasznie. Wypuszczą więźniów tylko po to, żeby ich złapać (co się nie uda przecie). Ja rozumiem, że się Wehrmacht z SS nie lubili, ale bez przesadyzmu. Trochę to głupie przełamanie impasu, w jakim znaleźli się scenarzyści po wyłapaniu większości ekipy CC.

A Gorczyca wychodzi na to, że wtyka. Inaczej by jej nie dali skatować. Chyba :)

***

A „Glee” jeszcze nie obejrzałem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl