×
Pasażer (2026), reż. André Øvredal.

Pasażer. Recenzja horroru Passenger

Raz na jakiś czas – ostatnio rzadziej, bo dużo mniej oglądam – zdarza się film, któremu wszyscy dają jakieś marne Piątki, a ja – bum – Dziewięć. Właśnie się zdarzyło. Pasażer. Gorąco polecam. Recenzja filmu Pasażer.

O czym jest film Pasażer

Dwóch kolegów podróżujących nocą po autostradzie kończy swój żywot w dramatyczny sposób. Pozostaje po nich tylko wrak samochodu z trzema zarysowanymi na karoserii śladami. Takimi samymi, jak na vanie Tylera (Jacob Scipio) i Maddie (Lou Llobell). Sympatyczna para opuściła miasto i korpo, by zamieszkać w drodze i dołączyć do wspólnoty blaszanych nomadów. Tyler czuje się w nowym środowisku jak ryba w wodzie. Maddie czuje się gorzej, szczególnie że zaczyna doświadczać dziwnych, niepokojących wizji. Przerażenie całą sytuacją rośnie, gdy uświadamia sobie, że to najprawdopodobniej nie halucynacje. Inni mieszkańcy kamperów i Winnebagów nie wprost, ale dają do zrozumienia, że nie tylko coś jest na rzeczy, ale również że Tyler i Maddie mają przerąbane.

Zwiastun filmu Passenger

Recenzja filmu Pasażer

Niedzielny double feature, na który się wybrałem do kina, pokazał, jak różne i satysfakcjonujące oblicza może mieć kino grozy. Dlatego nie dziwi, że to takie filmy najczęściej przynoszą w kinach największe zyski, bo kosztują mało, a potrafią zarobić bardzo dużo przy jednoczesnym niewyglądaniu na taniznę. Ponadto o reżyserach debiutujących ciekawymi horrorami zawsze jest głośno i dużo się o nich mówi. A kto ostatnio dyskutował o reżyserze, który debiutował świetnym dramatem?

Dwa filmy, na które się wybrałem, to Obsesja i właśnie Pasażer. O tym pierwszym pewnie coś jeszcze napiszę, jak przestanę dumać nad tym, czy pisać, kiedy pisać i czy w ogóle pisać, a zamiast tego po prostu napiszę, bo teraz chciałbym o drugim. Teoretycznie to Obsesja powinna mi się bardziej podobać już choćby ze względu na panujący na punkcie tego filmu (słusznie) pierdolec, ale nie, to właśnie Pasażer podobał mi się bardziej. Bo ja prosty chłop jestem i takie efektowne, kolorowe, nasycone kino grozy przyjmuję lepiej niż powoli sunący przed siebie w rytm onirycznej, bajkowej, piknikopodwiszącoskałowej muzyki satysfakcjonujący film o tym, by uważać na to, czego sobie życzyć.

Pasażer od Obsesji różni się właściwie wszystkim. Tym, jak został nakręcony, jak również tym, jak małe ambicje ma pod kątem bycia czymś poważniejszym. Pasażer nie jest poważny, ale w tym przypadku nie jest to żadna wada, bo stawia na coś innego. Na efektowne opowiedzenie historii z ładnie obmyślonym szkieletem opartym na solidnych podstawach folkloru, miejskiej legendy, bajdy przekazywanej przy ogniskach na obozie letnim. W starym dobrym VHS-owym stylu, ale nakręconym nowocześnie i z wyczuciem tego, co może na ekranie zadziałać pod względem wizualnym. Scena z Rzymskimi wakacjami jest tego najlepszym przykładem. Obłędnie to wygląda i od razu widać, że autorzy zadbali o to, aby nie tylko dobrze się bawić obmyślonym przez siebie konceptem, ale też bawić widza. Bo często trafiają się filmy, przy których tylko ekipa dobrze się bawiła, a o widzu już nie pomyślała. Może i fabuła Pasażera jest prosta, ale zadbano o wyciśnięcie z niej wszystkiego, co efektowne i przemyślane.

André Øvredal (pomylił mi się i do kina szedłem na nowy film Ole Bornedala; dobrze, że zauważyłem to w napisach końcowych, bo po seansie miałem od razu pisać, że Ole wrócił do formy Nocnego strażnika; z drugiej strony Pasażer ma furę klimatu Nocnego strażnika) wyciska z Pasażera sto procent. Może i serwuje klasyczne jumpscare’y, których spodziewa się minutę przed ich wydarzeniem, ale pięknie buduje napięcie pomysłową i kreatywną pracą kamery. Ktoś inny na jego miejscu zadowoliłby się opowiedzeniem tego filmu i już, ale to nie jest ten przypadek. Po seansie dalej dźwięczą w uszach odgłosy łamanych kości, po których przejeżdżają opony. Takich perełek jest tutaj dużo. I sam konkret bez lania wody.

Jasne, Pasażer nie jest najmądrzejszym filmem i często idzie na łatwiznę w prowadzeniu fabuły pod wymagania straszaka, a nie wymagania logiki. Główna bohaterka dość szybko zbiera wszystko do kupy, ale z determinacją trzyma informacje dla siebie. Gdy bohaterowie powiedzą sobie, że od teraz jeżdżą tylko za dnia, trzymają się głównych dróg i niepotrzebnie nie ryzykują, bo znają cenę zagrożenia, to możemy być pewni, że będą nocować gdzieś w środku lasu rodem z Blair Witch Project. Nie lubię też zupełnie zbędnych w tym przypadku scen ze znikającymi śrubami, strasznie tanie straszenie to było (dla równowagi strasznie podobało mi się, że nikt im nie chciał pomóc; zamknęli się w przyczepach i nara). A scena z jutubowym guru od pimp my van (a także z tym naganiaczem do kościoła) chyba została przegapiona w trakcie całkowitego wycinania z filmu tej postaci. Tak, nie jest to miejscami za mądry film, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Ludzie w zagrożeniu różne głupoty robią i tego się trzymajmy.

Osobiście też działają mi na wyobraźnię te miejskie legendy, mity, folklor i kod włóczęgów. Wczuwam się bardziej, niż trzeba, w ten klimat, który tu pobrzmiewa urzeczywistniającymi się koszmarami. Niepewnie czuję się w ciemnej sali na myśl początków tego wszystkiego i tego, jak niepokojące musiało być życie w przeszłości bez wszechobecnych kamer, kontaktu z innym człowiekiem na wyciągnięcie telefonu i mroku, jaki szybko i na długo zapadał nocą poza cywilizacją, której tak wiele znów nie było. Idę krok w krok z tymi włóczęgami, którzy wchodzą w noc, z której mogą już nie wyjść. Gdzie każdy szmer budzi niepokój, każdy szelest może oznaczać niebezpieczeństwo (choć zwykle nie oznacza nic), każda ciemność budzi straszydła. To właśnie ten pierwotny strach obudził wszystkie potwory czające się od dziesięcioleci na ekranach kin, kartach książek i w słowach opowieści, które budzą dreszcze. I Pasażer właśnie na tym buduje swoją własną mitologię, wprowadzając do kanonu ekranowych strachów nowe straszydło. Które zadziała na każdego, komu zdarzyło się jechać nocą przez las i oglądać świat za szybą tylko w tym wymiarze, na jaki pozwalają światła samochodu. Ten las jest wielki, ciemny i pusty. Nawet nie dojrzysz, że poza granicą światła czai się zło. Jest tam wystarczająco dużo miejsca, by pozostało w ukryciu i tylko czekało na to, aż się zatrzymasz.

(2670)

Raz na jakiś czas – ostatnio rzadziej, bo dużo mniej oglądam – zdarza się film, któremu wszyscy dają jakieś marne Piątki, a ja – bum – Dziewięć. Właśnie się zdarzyło. Pasażer. Gorąco polecam. Recenzja filmu Pasażer. O czym jest film Pasażer Dwóch kolegów podróżujących nocą po autostradzie kończy swój żywot w dramatyczny sposób. Pozostaje po nich tylko wrak samochodu z trzema zarysowanymi na karoserii śladami. Takimi samymi, jak na vanie Tylera (Jacob Scipio) i Maddie (Lou Llobell). Sympatyczna para opuściła miasto i korpo, by zamieszkać w drodze i dołączyć do wspólnoty blaszanych nomadów. Tyler czuje się w nowym środowisku jak…

Ocena Końcowa

9

w skali 1-10

Podsumowanie : Para nomadów mieszkających w vanie trafia na ślad mrocznej legendy związanej z tajemniczym zagrożeniem czającym się na amerykańskich drogach i kempingach. To efektowny, świetnie nakręcony horror, który może nie grzeszy logiką, ale nadrabia klimatem, pomysłową realizacją i umiejętnym wykorzystaniem pierwotnych lęków związanych z ciemnością, samotnością i nieznanym.

Podziel się tym artykułem:

Skomentuj

Twó adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Quentin 2023 - since 2004