Czyj to dom?, His House (2020), reż. Remi Weekes.
Czyj to dom?, His House (2020), reż. Remi Weekes.

Czyj to dom? Recenzja filmu His House. Netflix

Interesująca sprawa z tym Netfliksem. Zauważyliście, że w ostatnim czasie podniosła się jakość pokazywanych tam filmów? Czyżby zrozumieli, że to idealna chwila do tego, aby dobić kina nie tylko dostępnością swoich materiałów, ale też ich jakością? Recenzja filmu Czyj to dom? Netflix.

O czym jest film Czyj to dom?

Bol (Sope Dirisu) i Rial (Wunmi Mosaku) to uchodźcy z ogarniętego wojną Sudanu. Ucieczkę do wolności okupili ogromną stratą. Podczas przeprawy przez Morze Śródziemne utonęła ich córka. Teraz przebywają w ośrodku dla uchodźców w Wielkiej Brytanii, gdzie oczekują na decyzję odnośnie ich przyszłości. Ta napawa optymizmem. Oto po miesiącach oczekiwań okazuje się, że Bol i Rial nie tylko nie zostaną odesłani z powrotem do Sudanu, ale zostaną w kraju i otrzymają mieszkanie i pomoc. Wkrótce trafiają do nowego domu i choć zmuszeni są poddać się rygorystycznemu prawu (nie mogą podjąć pracy, muszą się meldować w urzędzie, nie mogą zmieniać miejsca zamieszkania itd.), cieszą się, że mogą zacząć żyć od nowa z dala od koszmaru. Tyle tylko, że koszmaru wojny w Afryce i utraty dziecka nie da się tak łatwo zapomnieć. Na domiar złego, wiele wskazuje na to, że razem z nimi do Anglii przybył też krwiożerczy afrykański demon.

Zwiastun filmu Czyj to dom?

Recenzja filmu Czyj to dom? Netflix

Czyj to dom? nie jest oryginalną produkcją Netfliksa. Netflix nabył do niej prawa po tym, jak film w reżyserii debiutującego Remiego Weekesa miał swoją premierę na festiwalu w Sundance. Z tego względu trudno rozpatrywać go w ujęciu poprawienia się filmowych produkcji Netfliksa, ale jak najbardziej pasuje pod kątem tego, że na Netfliksie dostępne są coraz lepsze filmy, których nie można zobaczyć gdzie indziej. I muszę też dodać, że swojej opinii o poprawie filmowej jakości Netfliksa nie opieram tylko na bazie tego jednego filmu. Bo weźmy też np. pod uwagę romantyczną komedię Randki od święta, która niedawno tam trafiła. Nie pisałem jeszcze o niej, i nie wiem czy napiszę :P, ale zdecydowanie wyróżnia się jakością na tle innych podobnych produkcji dostępnych do tej pory na Netfliksie (6/10). Bo o starających się o Oscara filmach takich jak Proces Siódemki z Chicago czy Może pora z tym skończyć wspominał nie będę – to oczywiste przykłady dobrych produkcji tego streamingowego giganta. A przecież to nawet nie jest ostatnie słowo Netfliksa, jeśli chodzi o wymierzone w Oscara filmy (Mank, Ma Rainey: Matka bluesa, Elegia dla bidoków itd.).

Nie będę ukrywać, że mam wobec filmu Czyj to dom? mieszane uczucia. To jedna z tych produkcji, na które patrząc obiektywnym okiem – nie ma się tam czego specjalnie przyczepić i sprawiają wrażenie dużo lepszych niż moja ocena o nich. No bo właśnie. Subiektywnie patrząc, nie urzekł mnie Czyj to dom? aż tak bardzo. Momentami znudził zbyt wolną rozbiegówką i sprawił, że sięgnąłem w trakcie seansu raz czy drugi po telefon. Tyle że im więcej czasu mija od seansu, tym bardziej widzę, że Czyj to dom? został ze mną na dłużej i teraz mam wyrzuty sumienia, że po ten telefon sięgnąłem. Ach ta odwieczna wojna pomiędzy: sięgnąłeś, bo nudny, a nudny, bo sięgnąłeś i niedokładnie oglądałeś.

Czyj to dom? wpisuje się w dominujący w tym roku horrorowy trend budowania czytelnej metafory pomiędzy okropnościami życia (czy to wynikającymi z wojny, czy z choroby), a okropnościami charakteryzującymi horror. Innymi słowy, realna sytuacja przedstawiona zostaje tu jako film o duchach, nawiedzeniu i innych atrybutach gatunku. Miesza się granica między tym co realne, a tym, co nierealne, w efekcie można dane dzieło odczytywać na indywidualny sposób. Jako horror o zjawiskach nadprzyrodzonych, ale też jako psychologiczny dramat o tym, jakie realne tragedie dotykają ludzi. Zwykło się mówić: „Przeżyłem dzisiaj prawdziwy horror” i oto sedno produkcji takich jak niedawny Relic czy Czyj to dom?

Traktowanie filmu Czyj to dom? tylko i wyłącznie jako horror jest dla niego krzywdzące i warto o tym pamiętać decydując się na seans. To film o horrorach życia (w tym wypadku horrorze uciekających przed wojną afrykańskich imigrantów) zaserwowany w stylistyce horroru. Tym samym popularny gatunek kojarzony bardziej z rozrywką, zostaje zaprzęgnięty do mówienia o rzeczach ważnych, rzeczach aktualnych. Pod tym względem trzeba docenić debiutującego reżysera, że horror jest dla niego jedynie płaszczykiem okrywającym społeczny koszmar rozgrywający się gdzieś wokół nas. Weekes podąża ścieżką wydeptaną przez Jordana Peele’a i robi to dobrze.

Ale właśnie tu tkwi sedno mojego problemu z filmem Czyj to dom? Od opowieści skrytej w stylistyce horroru, wolałbym żeby zostało to opowiedziane wprost i bez tej stylistyki, tak jak zrobił to np. Jacques Audiard w Imigrantach. Z dokumentalną manierą i pozostającym we łbie surowym realizmem ludobójstwa i rzeczy, które trzeba zrobić, aby od niego uciec.

A moim drugim problemem z filmem Czyj to dom? jest to, że nasi bohaterowie po przyjeździe do nowego domu (ani później) nie zaczęli od posprzątania go!

(2434)

Interesująca sprawa z tym Netfliksem. Zauważyliście, że w ostatnim czasie podniosła się jakość pokazywanych tam filmów? Czyżby zrozumieli, że to idealna chwila do tego, aby dobić kina nie tylko dostępnością swoich materiałów, ale też ich jakością? Recenzja filmu Czyj to dom? Netflix. O czym jest film Czyj to dom? Bol (Sope Dirisu) i Rial (Wunmi Mosaku) to uchodźcy z ogarniętego wojną Sudanu. Ucieczkę do wolności okupili ogromną stratą. Podczas przeprawy przez Morze Śródziemne utonęła ich córka. Teraz przebywają w ośrodku dla uchodźców w Wielkiej Brytanii, gdzie oczekują na decyzję odnośnie ich przyszłości. Ta napawa optymizmem. Oto po miesiącach oczekiwań okazuje…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Afrykańscy uchodźcy znajdują schronienie od koszmaru wojny w domu, w którym mieszka zło. Ukryty pod płaszczem horroru dramat psychologiczny o koszmarze wojny i demonach, które wojna pozostawia po sobie w człowieku.

3 odpowiedzi

  1. To najbardziej przerażający film, jaki obejrzałem od dłuższego czasu.
    Przeraża, bo jest prawdziwy i pokazuje w jakim strasznym świecie przyszło nam żyć.
    I że wystarczy jakaś drobna obsuwa i wszyscy znajdziemy się w takiej koszmarnej sytuacji jak bohaterzy filmu. Np. zawalenie się systemu opieki zdrowotnej w czasie epidemii covid powoduje, że ludzie którzy do tej pory żyli sobie niby bezpieczni i pewni jutra – lądują nagle na korytarzu gdzieś w szpitalu i niewidzialni dla innych umierają nie otrzymawszy znikąd pomocy.
    Film bolesny w oglądaniu, i końcowy twist może niezbyt udany, ale i tak mocno daje po głowie i długo się go nie pozbędę.

  2. A ja mam z tym podobny problem jak Quentin… tzn. może nie przeszkadza mi, że nie posprzątali domu 😛 (hej, urzędnicy nie zostawili im najwyraźniej odkurzacza ani nawet miotły 😀 ) ale, że choć film to dobry, to jednak to połączenie psychologicznego dramatu o wojennej traumie z horrorem sprawia, że ani w pełni nie wykorzystuje możliwości pierwszego z gatunków, ani też nie przyprawia o palpitacje serca, jak rasowy horror. Niby wszystko ok, a jednak czegoś zabrakło, szczególnie moim zdaniem w kwestii horrorowej. Niby reżyser chciał widza straszyć, ale nie do końca przekonująco mu to wychodziło. Choć przecież potencjał w tym aspekcie był. A może po prostu jak na horror za bardzo był jakiś taki sundance’owy? Sam nie wiem…

  3. Quentin

    Ej, ale to sprzątanie to ważna sprawa! 😛 Celowo bądź nie, raczej nie, pokazuje pewną mentalność nie tyle jednostki, co ogółu. Dostać coś za darmo, zamiast dbać to zniszczyć, i potem płakać, że warunki skandaliczne, a w ścianach duchy!
    Taka jedna, niby nieistotna kwestia, a jak może zmienić przesłanie filmu. Wystarczyłoby dodać szybki montaż scen sprzątania w letnim świetle i z wesołą piosenką w tle i już możesz ruszać dalej z optymistycznym filmem o tym, jak to niezależnie od sytuacji ludzki duch zwycięża :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.