Król rozrywki, The Greatest Showman (2017), reż. Michael Gracey.
Król rozrywki, The Greatest Showman (2017), reż. Michael Gracey.

Król rozrywki. Recenzja filmu The Greatest Showman

Będą Was przekonywać w recenzjach filmu Król rozrywki, że to roztańczone, szalone i rozśpiewane arcydzieło musicalu, jakiego jeszcze kinach nie było. Nie wierzcie. Bo choć Król rozrywki to rzeczywiście sympatyczne kino pełne wpadającej w ucho muzyki, to nic ponadto. Do dzieł pokroju Moulin Rouge! nie ma startu. Raczej krótka recenzja filmu Król rozrywki, bo już napisałem długą i mi ją wcięło. I teraz nie chce mi się drugi raz.

O czym jest film Król rozrywki

P.T. Barnum (Hugh Jackman) nie miał najszczęśliwszego dzieciństwa. Ubogi syn ubogiego krawca od dziecka pracował w domu bogatego Halletta (Fredric Lehne). Nie tracił jednak optymizmu, a wrodzone poczucie humoru i pomysłowość zapewniło mu uczucie córki chlebodawcy. Ojciec wysłał ją co prawda do szkoły z internatem, ale uczucia nie przytłumił. Barnum wrócił z wojska, poprosił Charity (Michelle Williams) o rękę, a ona się zgodziła. Ojciec myślał, że szybko wróci, ale dziewczynie nie przeszkadzało klepanie biedy u boku ukochanego. Doczekali się dwóch córek i szczęśliwie sobie żyli w domu z przeciekającym sufitem. Aż w końcu Barnum wpadł na pomysł założenia Cyrku Barnuma. Pod jednym dachem zebrał utalentowane dziwolągi (pardon my French) pokroju kobiety z brodą (Keala Settle) i okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Barnum dorobił się fortuny, ale nie zmieniło to nastawienia Nowojorczyków względem jego osoby. Wciąż uważali go za nuworysza schlebiającego najmniej wyszukanym gustom prostaków pragnących sensacji. Barnumowi to przeszkadzało. Skumał się więc z bogatym dramatopisarzem Phillipem Carlyle’em (Zac Efron), a z Europy sprowadził obdarzoną anielskim głosem Jenny Lind (Rebecca Ferguson). Nowym przedstawieniem, jakie z nimi przygotował zaryzykował wiele. Bogactwo, miłość, a nawet przychylność freaków, którym przywrócił godność i dał głos w społeczeństwie, które do tej pory nie wiedziało, że chce ich słuchać.

Recenzja filmu Król rozrywki

Choć oparty na motywach biografii prekursora nowoczesnego showbiznesu P.T. Barnuma, Król rozrywki nie jest typowym filmem biograficznym. Szkoda, bo żywot szarlatana marketingu nadawałby się na porządny biopic. Pozostaje więc mieć jedynie nadzieję na to, że jeśli ktoś kiedyś wpadnie na pomysł nakręcenia filmu o Williamie Castle’u to nie będzie to musical. Król rozrywki musicalem jest, a co za tym idzie fakty z biografii Barnuma stanowią tu jedynie pretekst do kolejnych scen tanecznych. Raz lepszych, raz gorszych, nigdy jednak nie schodzących poniżej porządnego poziomu. Nigdy też jednak nie wznoszących się ponad ten porządny poziom, do którego amerykańskie kino musicalowe zdążyło nas przyzwyczaić. Pełno tam przecież utalentowanych tancerzy bezbłędnie potrafiących odtańczyć najbardziej skomplikowany nawet układ, nic więc dziwnego, że tacy też znaleźli się w obsadzie filmu Król rozrywki. Trudno więc cokolwiek zarzucać choreografii i inscenizacji tych scen, a jednocześnie żadna z nich nie przejdzie do historii kina.

Zresztą i tak stanowią tło do tego, co w filmie Król rozrywki najlepsze – piosenek. Ścieżka dźwiękowa filmu upstrzona jest fajnymi kawałkami napisanymi przez duet Benj Pasek/Justin Paul i to przyjemne móc w końcu posłuchać jakichś oryginalnych utworów, a nie niekończącej się listy na nowo zaaranżowanych coverów. Największe wrażenie robi solowy popis Loren Allred przy „Never Enough” (tak, Rebecca Ferguson jak Luis Fonsi Despacito śpiewa z playbacku), choć o Oscary pewnie powalczy „This Is Me”.

Nie dziwi raczej fakt, że najsłabszym elementem filmu Król rozrywki jest jego scenariusz. Można by uprościć sprawę i powiedzieć, że przecież to musical, więc nie ma się czemu dziwić, ale nie jest tak prosto, bo zdaje się, że autorzy filmu swoim dziełem chcieli powiedzieć coś więcej. Głos oddany przez nich w sprawie utopijnego „wszyscy ludzie są równi” jest tu głosem oczywistym za sprawą filmowych freaków (cóż za zbieg okoliczności, że każdy z nich jest utalentowanym śpiewakiem i tancerzem!), ale gdy przyjrzeć się bliżej, Król rozrywki niebezpiecznie zbliża się w stronę autoparodii. Wyjątkowo czepliwi widzowie mogą się więc oburzyć na to, że według autorów filmu bycie czarnoskórym jest równoznaczne z byciem freakiem (innego powodu niż kolor skóry w zatrudnieniu do cyrku postaci Zendai nie ma) i Król rozrywki lansuje i powiela niebezpieczną w dzisiejszych politycznie poprawnych czasach tezę. A gdy dodać do tego, że płaściutki bohater Zaka Efrona musiał się dopiero usmolić, żeby zdobyć rękę śniadej akrobatki…

Wydaje się więc, że trzeba było pójść na całość w ten zwariowany i szalony musical, a poważniejsze sprawy społeczne zostawić poważniejszym filmom. Może w końcu Hugh Jackman miałby w dłoni ten wymarzony bilet upoważniający go do zostawienia w cholerę Wolvierine’a i udowadniający, że w innych rolach też jest w stanie zarobić krocie dla producentów. Bo na razie wszystkie jego próby kończą tak sobie. Co nie zmienia faktu, że Król rozrywki to przyjemne kino, na jakie nikt nie czekał i po seansie nie stwierdzi, że cholera, na coś takiego czekałem!

(2342)

Będą Was przekonywać w recenzjach filmu Król rozrywki, że to roztańczone, szalone i rozśpiewane arcydzieło musicalu, jakiego jeszcze kinach nie było. Nie wierzcie. Bo choć Król rozrywki to rzeczywiście sympatyczne kino pełne wpadającej w ucho muzyki, to nic ponadto. Do dzieł pokroju Moulin Rouge! nie ma startu. Raczej krótka recenzja filmu Król rozrywki, bo już napisałem długą i mi ją wcięło. I teraz nie chce mi się drugi raz. O czym jest film Król rozrywki P.T. Barnum (Hugh Jackman) nie miał najszczęśliwszego dzieciństwa. Ubogi syn ubogiego krawca od dziecka pracował w domu bogatego Halletta (Fredric Lehne). Nie tracił jednak optymizmu,…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Klepiący biedę P.T. Barnum wpada na pomysł zrealizowania przedstawienia, które odmieni życie jego rodziny. Oparty na faktach sympatyczny musical, którego największą wartością są piosenki, a słabością scenariusz.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.