Król polki (2017), reż. Maya Forbes, Wallace Wolodarsky. Netflix.
Król polki (2017), reż. Maya Forbes, Wallace Wolodarsky. Netflix.

Król polki. Recenzja filmu The Polka King. Netflix

No i w końcu doczekaliśmy się hollywoodzkiego filmu o pochodzącym z Polski bohaterze! Może nie dokładnie takiego, o jakim marzyłaby aktualna władza, ale całkiem przyzwoitego. Który nie jest polskim Boratem. Recenzja filmu Król polki. Netflix.

O czym jest film Król polki

Jan Lewan (Jack Black) aka Jan Lewandowski przyjechał do Ameryki w pogoni za amerykańskim snem. Nie znając języka łapał się najgorszych zajęć, by tylko utrzymać się na powierzchni, równocześnie mozolnie rozwijając swoją karierę muzyczną. Z przeznaczoną głównie dla uszu polskich emigrantów polką trafiał do coraz szerszego grona słuchaczy, w końcu zostając królem pensylwańskiej polki. Wraz z sukcesem pojawiły się pierwsze występy w telewizji, gdzie poznał swoją przyszłą żonę, miejscową królową piękności, Marlę (Jenny Slate). Sukces jednak w ogóle nie przekładał się na korzyści finansowe. Publiczność, która kochała Jana, niechętnie płaciła za jego występy, a założony przez niego sklep z polskimi pamiątkami nie przynosił zysków. Trzeba było coś z tym zrobić, bo muzycy z zespołu Jana, głównie jego lider Mickey Stutz (Jason Schwartzman) zaczęli grozić odejściem, co oznaczałoby całkowitą katastrofę. Jan zakasał więc rękawy i zaczął szukać inwestorów dla jego pomysłów, którzy za obietnicę 12% odsetek od włożonej kwoty zainwestowaliby okrągłe sumki w zamian za weksel. Daleko nie musiał szukać. Jego fani o średniej wieku +70 szybko skusili się wysokim procentem, o wiele wyższym niż w jakimkolwiek banku i wkrótce pieniądze zaczęły krążyć. Wśród wielu pomysłów obrotnego Jana było między innymi założenie biura podróży i organizacja wycieczek do Europy, w trakcie których ich uczestnicy mieli zapewnioną audiencję u papieża Jana Pawła II. To tylko budowało zaufanie do Jana Lewana, a kolejni inwestorzy nakręcający piramidę finansową pojawiali się jak grzyby po deszczu. Aż w końcu sprawą zainteresował się urząd skarbowy.

Recenzja filmu Król polki

Przyzwyczajonych do amerykańskich filmów o wielkich przekrętach, tak niesamowitych i pomysłowych, że gdyby nie zapewnienie na początku filmu, że wszystko wydarzyło się naprawdę, nikt by w to nie uwierzył (a i tak nie ma co wierzyć we wszystko :P), należy się niewielkie ostrzeżenie. Przekręt, jakiego jesteśmy świadkami w filmie Król polki nie jest ani niesamowity, ani pomysłowy, jest taki po prostu polski. Totalnie brak w nim finezji i, jak słusznie ktoś to określił w komentarzach na Filmwebie, film powinien raczej nosić tytuł: Janusze biznesu. Wszystko prowadzi tu do katastrofy i nikt poza głównym bohaterem nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Pomijając jednak pomysł na stworzenie piramidy finansowej – trochę nie do końca jasno wytłumaczony; mieliśmy z Aśkiem sporo wątpliwości, ale chyba wynikających z tego, że naiwnie wierzyliśmy w to, że jest w tym biznesie trochę więcej rozsądku ponad pożyczę pieniądze do X, żeby zwrócić pieniądze Y, nikt z nas nie odprowadzi od tego podatku – historia pochodzącego z Polski Jana Lewana jest rzeczywiście dobrym materiałem na film. Jest w niej wystarczająco dużo na porządną komedię obyczajową, w której przewijają się pielgrzymki do Watykanu, nagrody Grammy czy konkursy piękności. Pomysł na interes życia Jana Lewana jest zbyt naiwny, by mógł być kanwą do poważniejszego filmu niż Król polki. Oczywiście przy założeniu, że sam jego bohater jest tak poczciwy, jak to przedstawione w filmie. Trudno jednak myśleć inaczej, w końcu nie wziął tej całej kasy i nie uciekł w Bieszczady.

W konwencji filmu dobrze odnajduje się Jack Black, dla którego Jan Lewan to idealny bohater. Pomijając fizyczność – mógł trochę schudnąć, żeby dopasować się do swojego odpowiednika – i beznadziejny akcent, Black dobrze się bawi rolą wymagającą od niego również kilku występów wokalnych. Te występy są sporą atrakcją filmu Król polki, niezależnie od tego czy to jedno zdanie z kawałka „Miała baba koguta” czy brawurowe wykonanie „Proud to Be American”.

Finalnie Król polki jest jednak filmem przeciętnym, który nie rzuca wszystkiego na jedną kartę, by wycisnąć coś więcej z tej historii. Rzetelnie ją opowiada (razem z Królem polski na Netfliksie wylądował mocno średni dokument Człowiek, który miał być królem polki, w którym można uzupełnić wiedzę wyniesioną z filmu), mając świadomość, że resztę atrakcji zapewni polska otoczka w postaci wrzuconych gdzieniegdzie polskich słówek, trwałych fryzur, pisanek i krakowskich strojów na manekinie. Zabrakło kogoś, kto potrafiłby się tym lepiej zabawić, a nie jedynie wykorzystać jako kolorowe gadżety i czerwone koszulki z białym orłem. Jednocześnie kreuje wizerunek Polaka, na który nikt nie powinien się oburzać, bo pod tym względem Król polki nie żeruje na temacie, który zdecydowanie mógłby wykorzystać do większego obśmiania. Dzięki temu daje widzowi oddech do kilku refleksji i zastanowienie się nad tym, kto tu jest złym bohaterem – Jan Lewan, czy ludzie, którzy mu zaufali/dali dojść do głosu swojej chciwości.

(2348)

No i w końcu doczekaliśmy się hollywoodzkiego filmu o pochodzącym z Polski bohaterze! Może nie dokładnie takiego, o jakim marzyłaby aktualna władza, ale całkiem przyzwoitego. Który nie jest polskim Boratem. Recenzja filmu Król polki. Netflix. O czym jest film Król polki Jan Lewan (Jack Black) aka Jan Lewandowski przyjechał do Ameryki w pogoni za amerykańskim snem. Nie znając języka łapał się najgorszych zajęć, by tylko utrzymać się na powierzchni, równocześnie mozolnie rozwijając swoją karierę muzyczną. Z przeznaczoną głównie dla uszu polskich emigrantów polką trafiał do coraz szerszego grona słuchaczy, w końcu zostając królem pensylwańskiej polki. Wraz z sukcesem pojawiły się…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Prawdziwa historia pochodzącego z Polski muzyka, który z powodzeniem zachęcał fanów do zainwestowania w piramidę finansową. Sympatyczna lecz przeciętna komedia obyczajowa pełna wesołej lecz kiepskiej muzyki oraz prawdziwego lecz średnio pozytywnego obrazu Polaków na emigracji.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.