American Assassin (2017), reż. Michael Cuesta.
American Assassin (2017), reż. Michael Cuesta.

American Assassin. Recenzja filmu Michaela Cuesty

Nie pierwszy to i zapewne nie ostatni film w historii kina, który zbyt poważnym podejściem do tematu położył całą sprawę. Z grubsza, choć bywają wyjątki od reguły, jest tak, że albo krwawa strzelanina i akcje z wpadającymi na siebie krążownikami albo śmiertelnie poważnie. Połączenie obydwu rzadko wychodzi na dobre. Recenzja filmu American Assassin.

O czym jest film American Assassin

Mitch Rapp (Dylan O’Brien) spędza przyjemne chwile gdzieś na Kanarach. Jest tam w towarzystwie swojej narzeczonej (Charlotte Vega), której ma zamiar się oświadczyć. Plan wypala tylko w połowie (i żyli długo i szczęśliwie), bo na plażę wpadają arabscy terroryści i bez pytania strzelają po turystach. Mitch zostaje ranny, ale to i tak nic w porównaniu z narzeczoną, która ginie na miejscu. Półtora roku później Mitch żyje w podziemiu, a czas spędza między kontaktami z islamskimi radykalistami i wizytami na strzelnicy bądź na treningach MMA. Tych pierwszych chce przekonać do tego, że jest po ich stronie i chętnie weźmie udział w jihadzie. Drugie potrzebne mu jest do tego, by gdy już skontaktuje się z terrorystami – pozabijać ich możliwie jak najbardziej bolesną śmiercią. To oni bowiem kilkanaście miesięcy wcześniej zmienili na plaży na Kanarach jego życie. W końcu Mitchowi udaje się umówić stosowne spotkanie, w które – ku jego niezadowoleniu – wtrąca się obserwujące go od dawna CIA. Psują mu cały plan, a sam Mitch ląduje w areszcie. Wychodzi z niego dopiero dzięki Irenie Kennedy (Sanaa Lathan), szyszce z CIA, która uważa, że wytrenowany do zabijania Mitch przyda się agencji. Trzeba go tylko wytrenować jeszcze bardziej pod okiem działającego między stronami książki z regulaminem CIA Stana Hurleya (Michael Keaton). Stan, głęboko w niedostępnych lasach, trenuje najlepszych z najlepszych patriotów do tego, by służyli krajowi, gdy jego bezpieczeństwu zagrażać będzie terroryzm.

O czym jest film American Assassin

Z filmu American Assassin wyłania się dla mnie jeden, najważniejszy wniosek. Trzeba w końcu znaleźć dla Scotta Adkinsa coś poważnego w mainstreamowym kinie albo dać mu święty spokój! Trudno, widocznie skazany jest na obijanie ryja w kinie klasy B i pora się z tym pogodzić. Wszelkie próby wciśnięcia go gdzieś na trzeci plan takich filmów jak American Assassin kończą się katastrofą. Jak ja mam uwierzyć w to, że American Assassin to poważny film, kiedy jakiś tam Dylan O’Brien (z jakiego młodzieżowego serialu on się wziął?) bez problemu nakopie Adkinsowi? To tak absurdalne, że nie sposób przymknąć na to oko.

Po tym jak poważny jest najważniejszy wniosek z filmu American Assassin widać, że trudno się spodziewać w tej recenzji jakichkolwiek pochwał pod adresem produkcji Cuesty (Dexter). Takich nie będzie, bo i tego szpiegowskiego przeciętniaka nie ma za co chwalić. No może jedynie za obrazowo pokazaną przemoc, dzięki której podniosłem końcową ocenę z Piątki na Szóstkę. Sporo tu krwi, tortur i innego wyrywania paznokci, choć to również doskonały przykład na to, że kategoria R sama w sobie szczęścia ci nie da. Co z tego, że rany postrzałowe barwią ściany na czerwono, gdy film jest zupełnie obojętny.

Najbardziej w American Assassin przeszkadza powaga, z jaką został nakręcony. W założeniu było to zapewne kino poważnie komentujące współczesny świat stojący na granicy jeszcze poważniejszej wojny z terroryzmem. Spojrzenie na to od strony agencji wywiadowczych i działań, do których podjęcia są zmuszone. Działań stawiających pytania o to, czy tworząc ludzkie maszyny do zabijania równocześnie nie tworzy się potworów, które za chwilę będzie się ścigać po całym świecie. Założenia założeniami, a efekt efektem. Czyli błahe kino sensacyjne udające coś lepszego niż w rzeczywistości jest. Zmieniające lokacje na całym świecie niczym rękawiczki, zahaczając przy okazji też Warszawę, w której centrum najwyraźniej stoi wielki bazar, na którym Tim Riggins zaprasza policjantów do furgonetki swojskim „wejćće, wejćće”.

Po stronie największych zawodów trzeba niestety wpisać Michaela Keatona, który nie przekonuje jako największy z największych badgajów. Przez pół filmu biega z miną wskazującą raczej na zatwardzenie i szkoda, że po serii oscarowych filmów postanowił najwyraźniej dać dojść do głosu kryzysowi wieku średniego. Podobnie jak film, także i Keatona trudno traktować poważnie, gdy uczestniczą w tak absurdalnych scenach jak np. ta z treningiem w pustym magazynie. Najpierw kadeci mają się szybko nauczyć na pamięć twarzy dobrych ludzi, których nie można zabić, gdy za chwilę wejdą w wirtualny tłum. Potem cała nauka w zasadzie na nic, bo jeśli w tłumie pojawiają się jacyś źli ludzie, to mają ze sobą broń.

(2325)

Nie pierwszy to i zapewne nie ostatni film w historii kina, który zbyt poważnym podejściem do tematu położył całą sprawę. Z grubsza, choć bywają wyjątki od reguły, jest tak, że albo krwawa strzelanina i akcje z wpadającymi na siebie krążownikami albo śmiertelnie poważnie. Połączenie obydwu rzadko wychodzi na dobre. Recenzja filmu American Assassin. O czym jest film American Assassin Mitch Rapp (Dylan O'Brien) spędza przyjemne chwile gdzieś na Kanarach. Jest tam w towarzystwie swojej narzeczonej (Charlotte Vega), której ma zamiar się oświadczyć. Plan wypala tylko w połowie (i żyli długo i szczęśliwie), bo na plażę wpadają arabscy terroryści i bez…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Mitch robi wszystko, by dopaść terrorystów, którzy zamordowali jego narzeczoną. Działania chłopaka zwracają uwagę CIA. Zbyt poważne kino sensacyjne, które nieudolnie próbuje udawać coś więcej. Ocierając się przy tym o granice absurdu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.