Sleight (2016), reż. J.D. Dillard.
Sleight (2016), reż. J.D. Dillard.

Sleight aka Sztuczka. Recenzja jeszcze jednego filmu o magiku*. Netflix

Jestem cięty na filmy o magikach. Właściwie to chyba do końca żaden mi się nie podobał, a przynajmniej spośród tych na poważnie. Wkurza mnie, że tyle się w nich tłucze o iluzji, mistrzostwie, jakie osiąga się ciężką pracą itp., a finalnie każdy sprowadza się do tego, że nie ma mowy o żadnej iluzji, a zamiast niej serwuje się w nich sztuczki niemożliwe do powtórzenia w rzeczywistości. Czyli żadna iluzja, ale zwykłe oszustwo. A jak jest w przypadku kolejnego filmu o magiku? Recenzja filmu Sleight.

*nie o tym z Paktofoniki 😛

O czym jest film Sleight

Po stracie rodziców Bo (Jacob Latimore) wziął na swoje barki wychowanie młodszej siostry Tiny (Storm Reid). Uzdolniony młodzieniec rzucił szkołę i zajął się zarabianiem na chleb dzięki realizacji swojej pasji, jaką jest iluzja. Jako uliczny iluzjonista Bo potrafi sobie zjednać widzów, a prezentowane przez niego sztuczki budzą podziw wszystkich. A najbardziej pracującej nieopodal Holly (Seychelle Gabriel), która wręcza chłopakowi numer swojego telefonu i najwyraźniej Bo wpada jej w oko. Bo kuje żelazo póki gorące i umawia się z sympatyczną dziewczyną na randkę. Pomiędzy dwójką młodych zaczyna iskrzyć, ale Bo skrywa przed dziewczyną fakt, że prestidigitatorstwo nie jest głównym źródłem jego utrzymania. Wieczorami Bo pracuje jako diler dla miejscowego handlarza narkotyków Angela (Dulé Hill), który lubi chłopaka i powierza mu coraz poważniejsze zadania. Mimo świetlistej przyszłości w narkobiznesie, jaką roztacza przed nim Angelo, Bo chciałby się już wypisać z tego całego bajzlu. Szczególnie, że dilerka szybko zmienia się w jeżdżenie z szefem na akcje i bieganie z pistoletem za konkurencją. Zanim do tego dojdzie musi jednak spłacić Angela i aby to zrobić, Bo postanawia oszukać swojego mocodawcę i lekko zakombinować z jego towarem. Mieszając dragi z proszkiem do pieczenia ma nadzieję na to, że zarobi na lewo tyle, aby starczyło na spłatę długu. Plan ma krótkie nogi, a gdy Angelo dowiaduje się o wszystkim, Bo zaczyna mieć naprawdę przerąbane.

Recenzja filmu Sleight

Do końca nie wiem, co myśleć o filmie Sleight. Z jednej strony zrobił na mnie na tyle pozytywne wrażenie, że zapadnie mi w pamięć na chwilę dłużej, z drugiej w wielu momentach seansu czułem się oszukany i zawiedziony tym, co oglądam. I pewnie, gdyby to był film za grube miliony dolarów nakręcony przez jakiegoś Guya Ritchie, to nie byłbym tak łaskawy, ale takim nie jest. Debiutujący w długim metrażu J.D. Dillard nakręcił Sleight za ćwierć miliona dolarów i efekt tak niskiego budżetu trzeba uznać za robiący wrażenie. Sleight to typowe kino z gatunku: ten chłopak za kamerą ma coś w sobie, dajmy mu 10 milionów na jego następny film! Dillard otworzył sobie nim drogę do większej kariery i myślę, że warto śledzić, w jakim kierunku się ona potoczy. Na ekranie zupełnie nie widać, że film został zrobiony niemal za darmo, wręcz przeciwnie, udało się Dillardowi uzyskać ciekawy i trudno spotykany w innych filmach klimat kina niskobudżetowego, w którym jest to coś, co sprawia, że różni się od reszty kina. Bez dwóch zdań tak trzeba umieć, bo przypadkiem to raczej nie wyszło.

Sleight to również interesująca mieszanka gatunków począwszy od kina obyczajowego przez thriller a skończywszy na sci-fi. Dillard dobrze radzi sobie w każdym z tych gatunków, niestety gorzej jest z ogarnięciem tego w sensowny scenariusz, a wybory życiowe Bo ciężko kupić. Kiedy obyczajowa historia fajnego chłopaka zmienia się w kryminał narkotykowy, a potem idzie jeszcze dalej, nie sposób pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak. Można pomyśleć, że Dillard tak bardzo chciał się pochwalić umiejętnościami reżyserskimi i wszechstronnością, że poświęcił na ołtarzu fabułę filmu. Słabo została sprzedana konieczność zarabiania przez Bo na handlu narkotykami i jego coraz dziwniejsza zależność od Angela (bardzo fajna rola Hilla), który nie wiedzieć czemu chce zrobić z niego zwykłego cyngla. A Bo się daje do tego stopnia, że momentami to gangsta-life idzie w zbyt brutalnym, jak na tę historię kierunku.

No i ta nieszczęsna iluzja. Niestety, Sleight to kolejny z „magicznych” filmów, w których magia równa się perfidne oszustwo. Boli tym bardziej, że ideałem bohatera jest zostanie iluzjonistą oryginalnym, który dzięki sztuczkom, jakich nie potrafi nikt inny, trafiłby do panteonu prawdziwych magików. Sorry, Bo, to tak nie działa. Nie jesteś magikiem tylko zwykłym ulicznym oszustem. Na dodatek oszustem z gatunku science-fiction. No ale ostatecznie to wybaczam, bo jak na „taki film”, Sleight się udał więcej niż powinien. A jeśli potraktować go niczym taki jeden tegoroczny film takiego jednego reżysera od niespodziewanych zakończeń, to może nawet i dałoby się to sci-fi wybronić.

Sleight jest więc filmem przeciwieństw. Film niedopracowany fabularnie i idący pod tym względem na zbytnią łatwiznę oraz w stronę sporych uproszczeń, ale zarazem wystarczająco rozrywkowy i oryginalny, żeby go olać machnięciem ręki.

(2266)

Jestem cięty na filmy o magikach. Właściwie to chyba do końca żaden mi się nie podobał, a przynajmniej spośród tych na poważnie. Wkurza mnie, że tyle się w nich tłucze o iluzji, mistrzostwie, jakie osiąga się ciężką pracą itp., a finalnie każdy sprowadza się do tego, że nie ma mowy o żadnej iluzji, a zamiast niej serwuje się w nich sztuczki niemożliwe do powtórzenia w rzeczywistości. Czyli żadna iluzja, ale zwykłe oszustwo. A jak jest w przypadku kolejnego filmu o magiku? Recenzja filmu Sleight. *nie o tym z Paktofoniki :P O czym jest film Sleight Po stracie rodziców Bo (Jacob…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Wplątany w handel narkotykami młody iluzjonista dla siostry i nowej dziewczyny próbuje skończyć z przestępczością. Film niedopracowany fabularnie i idący pod tym względem na zbytnią łatwiznę oraz w stronę sporych uproszczeń, ale zarazem wystarczająco rozrywkowy i oryginalny, żeby go zignorować.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.