Jason Bateman w serialu Ozark, fot. Jackson Davis/Netflix
Jason Bateman w serialu Ozark, fot. Jackson Davis/Netflix

Ozark 1×01-02. Recenzja dwóch pierwszych odcinków nowego serialu Netfliksa

Dobra wiadomość dla wszystkich stęsknionych za przygodami normalnego człowieka w świecie meksykańskich karteli narkotykowych. Lukę po Breaking Bad postara się załatać Ozark, a pierwsze dwa odcinki wskazują na to, że nie jest to próba skazana na porażkę! Ozark na Netfliksie już od 21 lipca.

O czym jest serial Ozark

Marty Byrde (Jason Bateman) to spokojny człowiek, który nie wadzi nikomu. Od lat jeździ tą samą toyotą i choć mógłby poszaleć z kasą, jak jego wspólnik, to grzecznie wraca wieczorami do domu, do żony Wendy (Laura Linney). Razem z ww. wspólnikiem Marty prowadzi firmę zajmującą się doradztwem finansowym. Ostatnio jednak Marty nie ma głowy do interesów, bo wyraźnie coś go trapi. To nagrania, jakie otrzymał od prywatnego detektywa, w których główną rolę gra niewierna Wendy. Marty nie ma jednak też czasu, by zająć się tą niewątpliwie bolesną sprawą. Wszystko z powodu telefonu, jaki otrzymuje od wspólnika. Właśnie odwiedził go boss drugiego co do wielkości meksykańskiego kartelu narkotykowego, dla którego od lat prali pieniądze i zarzucił kradzież kilku milionów dolarów. Boss się nie patyczkuje, strzela gdzie popadnie, by tylko uzyskać odpowiedź na swoje pytanie o to, kto jest winny kradzieży. Gdy ją uzyskuje, przy życiu jest już tylko Marty, który w desperacji oferuje bossowi swoje dalsze usługi w temacie prania pieniędzy. Zna miejsce, w którym agenci FBI i innych IRS-ów nie przyglądają się tak bacznie biznesom jak w Chicago. To tytułowa kraina jezior w Missouri. Marty uważa, że tam będzie w stanie prać pieniądze jeszcze bardziej i jeszcze szybciej. Boss nie oponuje. Daje Marty’emu 48 godzin na oddanie mu skradzionych 8 milionów dolarów, a potem stawia przed nim pierwsze zadanie. Marty pakuje rodzinę i wyjeżdża, by zacząć wszystko od początku w nowym miejscu.

Recenzja serialu Ozark 1×01-02

Po raz kolejny okazuje się, że jeśli chodzi o zadowolenie widza to nie ma co kombinować i wymyślać nie wiadomo czego. Często wystarczy opowiedzieć wykorzystaną już historię w odpowiednio emocjonujący sposób, by zaproponować godny uwagi serial. Taki jak Ozark, który przypomina przywołany już Breaking Bad czy nawet Wilka z Wall Street poprzez przemyślenia z offu głównego bohatera i temat blisko związany z pieniędzmi. (Kurde, nie pamiętam w sumie, były w Wilku z Wall Street przemyślenia z offu? :) ). I w sumie, jeśli czegoś żałuję to właśnie tego, że chyba dużo więcej będzie o pieniądzach niż o meksykańskich kartelach i narkotykach. No ale zobaczymy.

Bo jednak meksykański kartel robi w Ozark robotę. Ciekawe monologi wygłaszane przez bardziej zaangażowanego w serial Jasona Batemana (to nie tylko główna rola, ale reżyseria czterech odcinków, więc się stara), ciekawymi monologami, ale to pojawienie się demonicznego Esai Moralesa wprowadza Ozark na szyny trasy, którą widz lubi podążać najbardziej. To gangster z gatunku, jaki na ekranie wypada najlepiej. Demoniczny, bezwzględny i brutalny, ale inteligentny (choć FBI uważa inaczej). Nie ma gadania, że sorry, ja już więcej nie będę itd. Meksykański boss, jak przystało na meksykańskiego bossa, zabija szybko i bez zastanowienia. Oczywiście, jeśli jest mu to na rękę, bo potrafi dostrzec dobry interes, gdy taki mu się nawinie. Z propozycji Marty’ego żal było nie skorzystać, a przecież zabić to można go zawsze.

Marty ma więc wystarczająco dużo problemów, by nie wiedzieć, od czego zacząć. Zdradliwa żona, miliony dolarów do wyprania, dorastająca córka, która od razu po dotarciu do Ozark zaczyna robić problemy, zamknięta społeczność, która jakoś nie jest otwarta na rewolucyjne pomysły nowego przybysza, czy miejscowi drobni przestępcy, którzy szybko wyczuwają okazję w dużej ilości waliz, jaka przybyła do Ozark z Byrde’ami. Marty z pewnością się nie będzie nudził, a szczęśliwie razem z nim i my. Fabuła jak na razie jest wartka – choć w drugim odcinku nieco hamuje; no ale bez meksykańskiego bossa jest trudniej – nie ma czasu, żeby się nudzić, a atrakcyjności z pewnością dodaje fakt, że nie jest to grzeczna produkcja bez faków i krwi. Udaje się w Ozark osiągnąć ten oczekiwany od produkcji filmowych i serialowych stan, w którym w jednej chwili uśmiechasz się pod nosem, by za chwilę przypomnieć sobie, że nie jest to obyczajowa komedyjka, ale opowieść, w której konsekwencji popełnionych czynów wyciągane są krwawo i bezkompromisowo. Udało się też zachować odpowiednie proporcje między jednym i drugim.

W oczekiwaniu na trzeci sezon Narcos, który na Netfliksie od 1 września – dzisiaj pokazał się jego pierwszy dłuższy teaser – Ozark z pewnością jest propozycją, która zapewni odpowiednią dawkę emocji. Oczywiście, jeśli poziom pierwszych dwóch odcinków zostanie zachowany. Postaram się dać znać, jak będzie. Zaglądajcie na Q-Fejsa :P.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.