Jean-Claude Van Johnson, pilot, sezon 1 odcinek 1 s01e01
Jean-Claude-Van Damme w serialu Jean-Claude Van Johnson.

Jean-Claude Van Johnson. Recenzja pilota serialu

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, dlaczego sporo aktorskich gwiazd mniejszych i większych po załamaniu się ich kariery jeździ do różnych Rumunii i innych Bułgarii i tam grywa w filmach? (Bo jest tanio). Najnowszy serial od Amazonu Jean-Claude Van Johnson odpowiada na to pytanie. Recenzja pilotowego odcinka serialu Jean-Claude Van Johnson.

O czym jest serial Jean-Claude Van Johnson

Pewnego dnia zgorzkniały, zmęczony, stary i nieogolony Jean-Claude Van Damme budzi się obok młodej kochanki, która niczego nie kuma. Wkłada kapcioszki i szlafrok, wsiada na sedżweja i jedzie po gazetkę czekającą na podjeździe jego rezydencji. Nuda. Nawet wieczorne wyjście na ramen nie poprawia tej sytuacji, bo dookoła hipsterzy, którzy mylą go z Nicolasem Cage’em. Ale jest też pewna dziewczyna, która budzi w Jean-Claudzie impuls do tego, by zadzwonić do swojej agentki i oznajmić, że wraca z emerytury. Agentka w skowronkach rzuca się do wybierania mu różnych ciekawych ról, ale zaraz, JCVD wcale nie myślał o powrocie do aktorstwa. Jean-Claude chce wrócić do wykonywanej przez niego pracy tajnego agenta. I w tym wcieleniu wybrać się na misję do Bułgarii.

Recenzja pilota serialu Jean-Claude Van Johnson

Na początku Jean-Claude Van Damme zagrał samego siebie w telewizyjnym serialu Przyjaciele. Dużo później był ciepło przyjęty belgijski film JCVD, w którym Jean-Claude Van Damme znów wcielił się w rolę samego siebie, starzejącego się aktora znanego głównie ze swojego szpagatu, którego to szpagatu nie mógł robić już tak sprawnie jak w młodości. Okazało się, że Jean-Claude ma do siebie dystans, a nawet potrafi grać lepiej niż wszyscy myśleli – choć eksponował to do przesady m.in. piętnastominutowym monologiem na unoszącym się krześle. Potem, dla kina wyświetlanego na dużym ekranie, przywróciła go w przebraniu czarnego charaktera rola w Niezniszczalnych 2 wymyślonych przez Dave’a Callahama. A jeszcze potem Amazon podpatrzył od Netfliksa, że opłaca się robić własne oryginalne seriale i spróbował Człowiekiem z Wysokiego Zamku (może i było coś wcześniej, ale nie będę przecież sprawdzał). I tak powstał pilot serialu nakręconego dla Amazona, w którym scenarzysta Dave Callaham prezentuje nam Jeana-Claude’a Van Damme’a w roli samego (mającego dystans do) siebie. Czy będą kolejne odcinki? To już zależeć będzie od widzów, ale gdyby zależało to ode mnie, to odpowiedź byłaby jedna: tak.

Zaprezentowana przez autorów Jean-Claude Van Johnson forma serialu sprawdza się znakomicie i jest bardzo miłą atrakcją dla widza wychowanego nie tylko na JCVD, ale i na sensacyjnym kinie klasy B. Pół godziny trwania pilota wypełnione jest żartami i podśmiechujkami nie tylko z głównego aktora, ale i z przemysłu filmowego i jego magii. „Kino się zmieniło, choreografia walk nie jest taka jak kiedyś. Te kopnięcia z obrotu w powietrzu, szpagaty i napastnicy, którzy atakują cię grzecznie jeden za drugim” słyszymy z ekranu, obserwując Van Damme’a, który nieporadnie nie potrafi kopnięciem okrężnym trafić w worek gimnastyczny. Jest tego cała masa i jest to najlepsze, co prezentuje Jean Claude Van-Johnson (znakomity JCVD w minipowtórce z Nieuchwytnego celu Johna Woo). Trzeba trzymać kciuki za ciąg dalszy, bo serial zostawia nas też z jednym, bardzo ważnym pytaniem bez odpowiedzi: Kim jest Brown? Odsyłam do serialu w poszukiwaniu informacji na temat tego o co tu chodzi.

W pilotowym odcinku Jean-Claude Van Johnson sprawdziło się praktycznie wszystko na czele z Van Damme’em, który znakomicie pasuje do roli. No może życzyłbym sobie jedynie mniej ostentacyjnie pokazywać miną bezsens kręconego w trakcie odcinka filmu. Złe aktorstwo wygląda inaczej niż kpiący uśmieszek z wypowiadanych kwestii. Ale to tylko pierdoła, którą i tak pewnie podpowiedział mu reżyser. Całą resztę kupuję i jeśli serial utrzyma poziom pilota, to z przyjemnością go obejrzę. Obawiam się jedynie powtórzenia błędu serialowego Krzyku, który był fajny, gdy wyśmiewał konwencję slashera, a przestał być tak fajny, gdy zaczął być kolejnym serialikiem dla młodzieży. Tu może być podobnie, jeśli poziom podśmiechujek z przemysłu filmowego i dorobku Van Damme’a spadnie do jednej sceny na dwa odcinki. Innymi słowy: chyba lepiej intensywny jeden sezon i koniec, niż rozwleczone sezonów pięć. No ale to melodia przyszłości, w końcu na razie jest tylko pilot i nikt nie powiedział, że będzie tego więcej.

PS. Za to powiedział głośno to, o czym powtarzałem od dawna: Timecop jest sto razy lepszy od Loopera.

PS2. Ach, jeej! Byłbym zapomniało o małej rólce Moisesa Ariasa, którego występ z miejsca podnosi atrakcyjność Jean-Claude Van Johnson. Drzemie tu dla niego duży potencjał komediowy, z którego aż żal byłoby nie skorzystać poprzez zaprzestanie kręcenia ciągu dalszego.

No wiecie, Moises Arias czyli Biaggio z Królów lata.

5 odpowiedzi

  1. Od Amazon to świetny „Bosch” i nie chodzi o narzędzia :)

  2. Quentin

    Wciąż czeka na sprawdzenie, ale czy toto nie kończy się jakoś bez ostrzeżenia w środku? :)

  3. Nie, dwa pełne sezony warte obejrzenia

  4. Quentin

    To dobra wiadomość dla tego serialu.

  5. Boscha ogladalem tylko pierwszy sezon, ale polecam całym sercem :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.