Qi Shu zasłania się przed atakiem przeciwnika - recenzja filmu Zabójczyni
Zabójczyni [The Assassin] (2015), reż. Hsiao-hsien Hou.

Recenzja filmu Zabójczyni, czyli 无聊 (pol.: nuda)

Ciekawe czy wyświetlą się chińskie znaki… W sumie jeśli się wyświetlą to może to być dobry patent na zgarnięcie chińskich userów. Mają na Baidu SEO? :). Recenzja filmu Zabójczyni aka The Assassin aka aka Nie yin niang.

Recenzja filmu Zabójczyni, czyli niewdzięczne zadanie dla recenzującego

Przede mną ciężka recenzja, bo powiedzieć o Zabójczyni, że jest nudna i na tym zakończyć swój wywód nie miałoby sensu. Z drugiej strony cóż pomogą wszystkie dobre rzeczy, jakie w Zabójczyni są, gdy film jest po prostu nudny? Ale nie tak nudny, że tylko trochę nudny, tak nudny, że facet za mną zaczął chrapać w połowie filmu. Ostatni raz mi się to zdarzyło na… Podejrzanych. Był w warszawskiej Bajce zlot usenetowego pe-er-efu. Koniec XX wieku. Usnąć na Podejrzanych? No zdarza się. Był maraton filmowy, grubo po trzeciej w nocy, każdy film może uśpić. Potem, aż do wczoraj, nigdy już nie zdarzyło mi się coś takiego w kinie. Ale tym razem chrapiący też ma dobrą wymówkę, bo – mówiłem już chyba? – Zabójczyni jest okropnie nudnym filmem. Z gatunku tych najnudniejszych.

Qi Shu spogląda przez zasłony.

„Ja w ogóle nie lubię chodzić do kina. A szczególnie nie chodzę na filmy tajwańskie w ogóle”.

I jeśli dla was, jak i dla mnie, nuda przekreśla wszelkie, nawet największe starania reżysera, to wiecie już wszystko co o Zabójczyni wiedzieć powinniście. To film, na którym widzowie zasypiają, Asiek ziewa tak, że bałem się, że mnie zje, a reszta toczy przegraną walkę ze samym sobą o to, że nie, to wcale nie jest nuda, to świetny film, nagrodzony w Cannes, wysłany do Oscara, przemyślany, piękny wizualnie i niepowtarzalny. Chrrr, chrrrr….

O czym jest film Zabójczyni

Miałem do wczoraj wyrzuty sumienia, że niewiele z Zabójczyni zrozumiałem (próbuje się przekonać, że po prostu odwróciłem wzrok akurat na tym jednym z dwudziestu dialogów w całym filmie, w którym podana była najbardziej istotna informacja), ale dzisiaj czytam wypowiedź reżysera – Hsiao-hsien Hou – który potwierdza, że widz nietajwański bez dwóch/trzech seansów nie złapie całego sensu jego filmu. Trochę inaczej widz tajwański, dla którego opowiadanie, na podstawie którego powstał film kto wie, pewnie nawet jest w kanonie lektur szkolnych. To IX-wieczne Nie Yinniang (tak samo jak oryginalny tytuł filmu Hsiao-hsiena, czyli po prostu imię głównej bohaterki), które stało się punktem wyjścia dla całego gatunku wu-xia (ładnie wypowiadane przez prowadząca przedseansowy wykład panią jako łu-sia), choć zdaje się trochę trzeba było poczekać, żeby i na ekranie prym wiodły kobiety.

Zatem. Nie Yinniang (tajwański klon Angeliny Jolie – Qi Shu) wychowywana jest w klasztorze na bezlitosną zabójczynię. Biegła w sztuce walki kończy swoje nauki i coraz częściej zostaje wysyłana przez swoją przełożoną na kolejne misje. Podczas nich wychodzi na jaw słabość naszej bohaterki – otóż dziewczyna nie zabiła w sobie do końca sumienia, które przeszkadza jej w pracy zabójczyni. Aby ostatecznie się go pozbyć, przełożona zleca Nie Yinniang misję zabicia jej kuzyna, który przed laty wykolegował ją w drodze do tronu jednego z królestw, które stopniowo odłączają się od cesarstwa chińskiego. Nie Yinniang rusza do jego pałacu, by poznać lepiej swoją przeszłość, a także stać się obserwatorem w rozgrywce toczącej się na poziomie królewskiej sukcesji.

Nuda, recenzja filmu Zabójczyni

Ustaliliśmy już, że Zabójczyni jest filmem nudnym, tak nudnym, że aż zasługuje na stosowny śródtytuł. Pamiętajcie o tym, bo skoro to już ustalone, to nie będę dalej tego powtarzał. Dalej napiszę Wam parę słów o całym filmie, czyli cytując Maxa Golonkę – powiem Wam jak jest.

Opis filmu, który zapodałem wyżej zapowiada ciekawy film z gatunku wu-xia, czyli mówiąc w skrócie gatunku, w jakim pewnie tworzyłby Szekspir, gdyby urodził się na Tajwanie. Pałacowe intrygi, tajni zabójcy, zdradliwe królowe, fruwający bohaterowie z mieczami i inne takie. Znacie to wszyscy, bo wraz z sukcesem Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka gatunek przeżył swój renesans i w tej czy innej formie trafił na ekrany kin w co najmniej kilkunastu nowych produkcjach. Co wyróżnia akurat Zabójczynię? A nazwisko reżysera nagradzanego na przeróżnych festiwalach za chyba swoje wszystkie filmy. Reżysera, który przed przystąpieniem do realizacji Zabójczyni odpoczywał od reżyserii sześć lat.

Zabójczyni jest pięknie nakręcona (żonglowanie formatem i przejścia między taśmą czarno-białą a kolorową – nie znam się na tym, więc nie będę się rozwodził nad szczegółami). Reżyser daje widzowi czas (łooo, daje bardzo dużo czasu!), żeby zachwycić się krajobrazami, wschodami słońca, śpiewami ptaków, mgłami nadciągającymi na dolinę, deszczowymi świtami i posągowymi brzozami pośród których toczy się jeden z filmowych pojedynków.

Dwie tajwańskie kobiety biją się w brzozowym lesie - recenzja filmu Zabójczyni

Laski się napieprzają. Rzadki to widok w Zabójczyni.

Nie przeszkadza tym zachwytom zbędną muzyką (większość dźwięków to odgłosy natury i tradycyjnego bębna, dopiero napisom końcowym towarzyszy doprawdy świetny kawałek; a nie, jest jeszcze wcześniej brzdękolenie na cytrze) i niepotrzebnymi dialogami. Tych jest niewiele. Tak samo jak i scen akcji, które są tu dodatkiem niezbędnym dla gatunku, ale całkowicie zbędnym dla reżysera. Wobec tego krótkie walki toczą się gdzieś tam w krzakach na trzecim planie, a bohaterowie fruwają jakby się tego wstydzili. Zabójczyni pomaga widzowi raczej w medytacji i wyciszeniu, więc złośliwy mógłby powiedzieć, że film ten powinien zostać dołączany do płyt z muzyką relaksacyjną. Piękne są zresztą nie tylko krajobrazy, ale też wnętrza i stroje – wszystko to składa się na świetną stronę wizualną, która w połączeniu z zainteresowaniem reżysera wnętrzem swoich postaci przytłaczają całą resztę, siłą rzeczy nudząc widza przyzwyczajonego do tego, że w filmach coś się dzieje. I w Zabójczyni też się dzieje, ale dopiero wtedy, gdy zaczyna się rozmawiać o tym, co też wydarzyło się w filmie. Z jednej strony to sztuka (nie ma żadnych wątpliwości, że Zabójczyni jest filmem udanym, czyt. udała się dokładnie tak jak sobie to zamierzył reżyser), a z drugiej koleś w rzędzie nad tobą chrapie.

Co mi się podobało w Zabójczyni?

Pod jednym względem ten powolny klimat filmu mi się podobał. Często zastanawiam się nad tym, jakie to życie w dawnych czasach musiało być nudne. Bez tych wszystkich wynalazków kradnących czas, jakich pełne jest nasze życie w zasadzie od zawsze. I rzadko można na własne oczy przekonać się czy rzeczywiście takie nudne to życie przodków było. W filmach historycznych zwykle wiele się dzieje i ich bohaterowie nie mają czasu na nudę. Wydawać by się mogło, że całymi dniami romansują, trenują, wojują, piją miód. Myślę jednak, że bardziej to wyglądało właśnie jak w Zabójczyni. Czemu bohater przez pół godziny pije herbatę kontemplując krajobraz (przerysowuję)? Bo co innego ma do roboty?

Patrząc pod tym kątem trochę ogląda się Zabójczynię jak specyficzny film dokumentalny o IX wieku w Chinach.

(2016)

Ciekawe czy wyświetlą się chińskie znaki... W sumie jeśli się wyświetlą to może to być dobry patent na zgarnięcie chińskich userów. Mają na Baidu SEO? :). Recenzja filmu Zabójczyni aka The Assassin aka aka Nie yin niang. Recenzja filmu Zabójczyni, czyli niewdzięczne zadanie dla recenzującego Przede mną ciężka recenzja, bo powiedzieć o Zabójczyni, że jest nudna i na tym zakończyć swój wywód nie miałoby sensu. Z drugiej strony cóż pomogą wszystkie dobre rzeczy, jakie w Zabójczyni są, gdy film jest po prostu nudny? Ale nie tak nudny, że tylko trochę nudny, tak nudny, że facet za mną zaczął chrapać w…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Chiny, IX wiek. Zabójczyni wyrusza z misją zgładzenia swojego kuzyna. Ocena z pewnością krzywdzi to wysmakowane i wytrawne dzieło, ale co poradzić, kiedy film strasznie nudny.

Odpowiedź

  1. Lugalkiniszedudu

    To ja mam tak samo z Bergmanem – jaki to on nie wspaniały, jakie symboliczne te filmy, och, ach…tymczasem dla mnie seans takiego Fanny i Aleksander to droga przez męke.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.