Janis Joplin w dokumentalnym filmie Janis: Little Girl Bliu
Janis: Little Girl Blue (2015), reż. Amy Berg

Recenzja filmu Janis: Little Girl Blue, obejrzane na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Uwaga, uwaga, pierwsza od dawna bardzo krótka recenzja na Q-Blogu! To się musi udać. Recenzja filmu Janis: Little Girl Blue.

Krótka recenzja filmu Janis: Little Girl Blue

Dlaczego krótka? Ano dlatego, że Janis: Little Girl Blue to dokument z gatunku tych dokładnie takich, jakie powinny być dokumenty o znanych osobach. A co za tym idzie pisanie o nim byłoby tylko sztuką dla sztuki. Bo nie ma na co narzekać, ani nie ma co przesadnie chwalić. Stwierdzenie, że film jest taki jak powinien być wydaje się wystarczającą pochwałą pod jego adresem. I nie, nie jest to żadne arcydzieło, którego nie zapomnicie. Ale solidne dwie godziny dobrze udokumentowanej historii, które myślę, że mają spore szanse, by załapać się na nominację do Oscara. A po nie tak dawnym oskarowym triumfie O krok od sławy to niewykluczone, że Janis: Little Girl Blue też zakręci się w okolicach golasa, bo Akademia najwyraźniej lubi takie filmy jak powinny być. Oparte co prawda na „gadających głowach”, czyli krewnych, znajomych i kochankach wspominających kultową wokalistkę, ale po raz kolejny potwierdzające, że to wcale nie musi być nudne. Szczególnie że poparte naprawdę bogatym materiałem archiwalnym. Znów okazuje się, że w wychowanych na kinie Stanach w każdym domu można znaleźć solidne archiwum nagrań, a kręci się tam wszystko, co tylko się da. Dzięki temu po latach jest w czym wybierać, gdy przyjdzie do kręcenia filmu dokumentalnego.

To, co najważniejsze w Janis: Little Girl Blue

Dokument Amy Berg (tej od nominowanego do Oscara dokumentu I zbaw nas ode złego oraz od słabego West of Memphis – dokumentu o słynnej trójce oskarżonej o rytualne zabójstwo kilku chłopców) daje widzowi to, co najważniejsze – wiedzę o głównej bohaterce filmu Janis Joplin. Weźmy takiego mnie. Do tej pory myślałem, że Janis Joplin znana jest tylko z jednej piosenki i występu na Woodstock, a tu proszę bardzo, trochę ją skrzywdziłem tak płytkim postrzeganiem jej postaci. Postaci, która wniosła dużo więcej nie tylko do rozwoju muzyki, ale i do rozwoju wizerunku kobiety w muzyce. I teraz jestem mądrzejszy.

O czym jest Janis: Little Girl Blue

Fajnie uchwycona dwuznaczność w oryginalnym tytule, to zarówno twardy orzech do zgryzienia dla tłumaczy, jak i znakomite podsumowanie postaci Janis Joplin. W filmie Berg poznajemy jej życie począwszy od dzieciństwa (a to ci niespodzianka!), poprzez szybkie usamodzielnienie się (no kto by się spodziewał), aż po rozbłysk kariery zakończony w sposób wiadomy. I szybko zaczynamy rozumieć, że owo „blue” małej dziewczynki odnosi się zarówno do jej stylu życia niebieskiego ptaka fruwającego od imprezy do imprezy i od faceta do faceta, jak i do tego, że pod tą fasadą wyzwolonej rockmanki znajdowało się dużo więcej tego „blue” smutku, który próbowała zagłuszyć muzyką. Smutku i samotności, z którą zmagała się od młodych lat początkowo stając się obiektem żartów kolegów, a potem szukając miłości, której nigdy nie znalazła w takim wymiarze, jakby tego chciała.

(2002)

Uwaga, uwaga, pierwsza od dawna bardzo krótka recenzja na Q-Blogu! To się musi udać. Recenzja filmu Janis: Little Girl Blue. Krótka recenzja filmu Janis: Little Girl Blue Dlaczego krótka? Ano dlatego, że Janis: Little Girl Blue to dokument z gatunku tych dokładnie takich, jakie powinny być dokumenty o znanych osobach. A co za tym idzie pisanie o nim byłoby tylko sztuką dla sztuki. Bo nie ma na co narzekać, ani nie ma co przesadnie chwalić. Stwierdzenie, że film jest taki jak powinien być wydaje się wystarczającą pochwałą pod jego adresem. I nie, nie jest to żadne arcydzieło, którego nie zapomnicie.…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Dokument muzyczny o życiu Janis Joplin. Trochę lepszy od Amy godny następca oskarowego 20 Feet from Stardom.

2 odpowiedzi

  1. quentin, ale czemu dokument o Janis lepszy niz o Amy? dzis zrobilam komparystyke z rana i naprawde co zawsze sie z Toba zgadzam to tu nie moge. I jaky sympatia muzyczna nie ma tu znaczenia. Janis nie daje absolutnie zadnego wiekszego wgladu w zycie niz Wikipedia i gorzej poprpwadzone sa gadajace glowy.

  2. Quentin

    To opinia bez żadnego naukowego pokrycia, ot lepiej mi się Janis podobała i właściwie tyle. „Amy” odniosłem wrażenie, że taki niezwykły bardzo na siłę chciał być, a w „Janis” nikt się na nic nie wysilał. Nie bez znaczenia był też pewnie fakt, że i Joplin wiedziałem niewiele.

    Filmowo „Amy” jest lepsza, ale „Janis” podobała (podeszła) mi bardziej, a nie zawsze lepszy film jest lepszym filmem do oglądania. Ale to czysto subiektywna opinia bez poparcia czymś wymiernym :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.