recenzja slashera Lost After Dark
Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy to oglądacie.

Recenzja filmu Lost After Dark, czyli Kanibal, który zabija nudą

Dzisiaj o filmie, który nie zasługuje nawet na dwa słowa, dlatego ja pewnie napiszę o nim ze cztery.

Oglądajcie trailery!

Katastrofy można było uniknąć, gdybym zobaczył zwiastun Lost After Dark. Ale nie zobaczyłem. Sytuacja przypominała trochę tę, w której parkujesz pod Tesco, wysiadasz z samochodu, a tu nagle doskakuje do ciebie koleś z oryginalnym roleksem za sto złotych i musisz się zdecydować już teraz czy go brać, bo to na pewno kradzione, ale zawsze okazja i niska cena (tak, wiem, w pudełku jest pewnie kamień, ale ci kolesie są bardzo przekonujący, a ty przez chwilę czujesz się jak w filmie sensacyjnym). Szukałem filmu do obejrzenia. Czegoś już teraz, bo mam czas na jeden film, ale jak zaraz czegoś nie zacznę to już nie zdążę obejrzeć do końca. I wtedy wpadłem na to. Mądry hołd dla klasycznego slashera! Najlepszy film z lat 80., który nakręcono teraz! No zachęcające, oglądam.

Tradycyjna fabuła slashera wygląda tak

Grupa licealnej młodzieży wyrusza na wycieczkę (szykuje się na bal maturalny / świętuje Halloween / zabukowała miejscówki w hotelu w górach / jest na letnim obozie). W trakcie tejże wycieczki źle skręca, a na dodatek psuje się im samochód. Rozbuchana seksualnie młodzież zmuszona jest rozejrzeć się po okolicy, gdzie znajduje tajemniczy dom. Laska, której chce się sikać mówi, że zaraz wróci i wychodzi. Tyle tylko, że nie wraca, a młodzież zaczyna podskórnie czuć, że ktoś ich obserwuje. Trafia na wycinki gazet, a tam informacje o rzezi i facet w masce Ronalda Reagana. Rozdzielają się, by jeden po drugim ginąć z rąk mieszkającego w chatce kanibala.

Fabuła Lost After Dark wygląda tak samo. No z tym Reaganem mnie poniosło.

Gdzie tu hołd?

Widząc „hołd” myślisz sobie o sprytnej zabawie konwencją, jakimś małym zwrocie akcji w schemacie, który sprawia, że patrzysz na gatunek nieco inaczej, inteligentnych dialogach, w których słychać, że scenarzysta zna slasher na wylot i wie, czego oczekują widzowie i jak podać właśnie to, ale że nie było to aż tak bezczelne podanie tylko z głową i pomyślunkiem. Mówiąc inaczej, liczysz na Behind the Mask: The Rise of Leslie Vernon. A potem oglądasz taki Lost After Dark i czujesz się jak podwójny idiota.

Lost After Dark jest jak papierosy. Do dupy

Film Iana Kessnera jest bardzo słaby. Źle nakręcony, źle zagrany (biedny Robert Patrick), pozbawiony tempa, sztuczny jak tylko można (nie wystarczy ubrać aktorów w stroje z lat 80., żeby było czuć, że akcja dzieje się w latach 80.) i z żadnej strony nie jest hołdem. Jest kolejnym śmieciem nic nie wnoszącym do gatunku. Fabuła sunie jak po sznurku do wiadomego końca, a jedyna radość z oglądania pojawia się wtedy, gdy ktoś ginie i nie trzeba już oglądać jego drewnianego aktorstwa. Jeśli to miało być na niby (ten film jest aż tak zły, że dobry) to dupa, nie wyszło.

To dlaczego aż 3/10? Sceny śmierci były nie takie najgorsze. Powtórzono między innymi kultową scenę z Zombi 2 z okiem i drzazgą. No i widać było przebłyski dobrych chęci i rzeczywiście szarpnięcia się na hołd dla slashera. Niestety ktoś chyba nakazał, żeby się nie wygłupiać. Z tego powodu wygląda to raczej żałośnie, tak jak bezsensownie zerżnięta z Grindhouse zaginiona reela.

(1959)

Dzisiaj o filmie, który nie zasługuje nawet na dwa słowa, dlatego ja pewnie napiszę o nim ze cztery. Oglądajcie trailery! Katastrofy można było uniknąć, gdybym zobaczył zwiastun Lost After Dark. Ale nie zobaczyłem. Sytuacja przypominała trochę tę, w której parkujesz pod Tesco, wysiadasz z samochodu, a tu nagle doskakuje do ciebie koleś z oryginalnym roleksem za sto złotych i musisz się zdecydować już teraz czy go brać, bo to na pewno kradzione, ale zawsze okazja i niska cena (tak, wiem, w pudełku jest pewnie kamień, ale ci kolesie są bardzo przekonujący, a ty przez chwilę czujesz się jak w filmie…

Czas na ocenę:

Ocena: 3

3

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa licealnej młodzieży na gigancie kontra krwiożerczy kanibal. Gigantyczna strata czasu.

4 odpowiedzi

  1. Z cyklu: nie wystarczy stylizować film na lata 80. by było cool. Słaby film niestety. Choć z drugiej strony trzeba im oddać, że nieźle im ta stylizacja wyszła (poza tym rżnięciem z Grindhouse) bo film faktycznie mógłby wpisać się w nurt kiepawych, schematycznych slasherów z lat 80., gdzieś między najsłabszymi częściami „Friday the 13th” a czymś jeszcze gorszym. A główny antagonista to chyba jakiś niedobitek z „Ravenous”. 😉

  2. Quentin

    No nie wiem, mnie ta stylizacja w ogóle nie przekonała. Czułem się co najwyżej jak na jakimś cosplayu :). Jedyne miejsce, gdzie fajnie wyszła to na plakacie.

  3. Bo poster to zdecydowanie najlepszy aspekt tej produkcji. :) Aha, i szkoda pana T-1000 marnującego się w takim dziadostwie.

  4. Quentin

    Potwierdzam. „(biedny Robert Patrick)” :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.