recenzja Beyond the Brick
A czy Ty, postawiłeś już dziś klocka?

Stawiając klocka – recenzja dokumentu Beyond the Brick: A LEGO Brickumentary

Któż z nas w młodości nie zachwycał się klockami LEGO?

O fenomenie klocków LEGO

Yyyy, no dobra, ja się nie zachwycałem, bo nie stać mnie było na takie zachwyty. Raz, może dwa razy w młodym życiu dostałem w prezencie takie klocki, a raczej jakieś niewielkie zestawy, z których niewiele dało się ułożyć. I jakoś nigdy mnie nie fascynowały, ot klocki jak klocki. Choć w sumie zawsze wolałem grać w piłkę niż klocki układać. Najlepszym zastosowaniem klocków (zwykłych, polskich) było budowanie z nich skoczni narciarskich do zawodów kapslami, jakie rozgrywaliśmy z ciotecznym bratem. Potem byłem starszy i teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, żeby się wciągnąć w klockomanię, ale wyryło mi się w pamięci, że szału z nimi nie ma, ot dziecinna zabawa jak i komiksy. Klockami się bawisz? Papierosy pal!

Ale pamiętam, jak kiedyś, dawno dawno temu, kolega, którego ojciec pracował w Iraku zachwycał się klockami LEGO. Są super hiper i da się z nich zrobić nożyk do mandarynek, opowiadał. Do czego? Hehe. W końcu mnie zaprosił i tak zapoznałem się z mandarynkami i tymże nożykiem złożonym z trzech najprostszych klocków. Wyobraźnia podpowiadała wcześniej nie wiadomo co, ale skąd mogłem wiedzieć, że mandarynki mają takie łatwe do obrania skórki?

Przydługi, jak zawsze, wstęp przyda się w przypadku tej recenzji, bo nie będzie ona długa (hehe). Dokument o klockach LEGO okazuje się bowiem… dokumentem o klockach LEGO. Nie ma w nim czegoś innego poza zachwytami na temat klocków, opłaconymi zapewne przez producenta zabawki. Nie widzę w tym jednak niczego złego, bo nikt tu nie kreuje zabawki na coś, czym nie jest. Klockami LEGO rzeczywiście zachwyca się cały świat, więc i dokument jest z gatunku tych laurkowatych. Nie wiem, może do produkcji klocków trzeba wyciąć np. Las Równikowy? Jeśli tak, to takie wiadomości nie zostały tu przedstawione. Dajcie znać, czy producenci LEGO robią coś złego dla środowiska, wtedy trzeba będzie nieco zmienić punkt widzenia na temat tego filmu.

Beyond the Brick: A LEGO Brickumentary to laurka na zadany temat

Ale jeśli nic tak złego nie robią, to taka laurka jest jak najbardziej w porządku. Ale jeśli szukacie dokumentu demaskującego jakieś skrywane głęboko tajemnice, to nie ten adres.

W Beyond the Brick znalazło się miejsce dla wielu różnych zastosowań klocków, wśród których możliwość ich układania jest zaledwie podstawą góry lodowej. Rzuca się w oczy, że wśród głównych bohaterów filmu brakuje właściwie… dzieci. Głównymi fascynatami tej zabawy okazują się tu dorośli, którzy dla klocków odkryli wiele zastosowań. I tym sposobem twórcy dokumentu pokazują nam, że prawdopodobnie ludzkość nie wymyśliła niczego lepszego do rozwijania wyobraźni niż klocki LEGO. Po krótkim przedstawieniu ich historii i udaniu się za kulisy wielkiego klockoprzemysłu, podróżujemy sobie potem po całym świecie, by poznać m.in. fanów klocków zapełniających co roku klockowe konwenty, profesora uniwersytetu, który chce obliczyć wszystkie możliwe kombinacje złożonych klocków LEGO w zależności od ilości wypustek na klocku, artystów, którzy z układania LEGO uczynili osobną sztukę, filmowców stojących za poklatkowymi produkcjami z LEGOświata, koleżkę, który kolorowymi klockami wypełnia dziury w rozpadających się budynkach (czad!), czy w końcu ich zastosowanie w podróżach kosmicznych. Pozytywne wariactwo.

Ostateczna opinia o Beyond the Brick: A LEGO Brickumentary

Jest Beyond the Brick takim filmem, jakim moglibyście się spodziewać, że będzie, więc teoretycznie nie ma powodu, by coś majstrować przy jego ocenie. Bo i słabych punktów w nim brak. Ot kolorowy i zabawny seans filmu bez czarnych charakterów. Ale można też to potraktować jako nijakość i tak właśnie ja Beyond the Brick traktuję.

(1952)

Któż z nas w młodości nie zachwycał się klockami LEGO? O fenomenie klocków LEGO Yyyy, no dobra, ja się nie zachwycałem, bo nie stać mnie było na takie zachwyty. Raz, może dwa razy w młodym życiu dostałem w prezencie takie klocki, a raczej jakieś niewielkie zestawy, z których niewiele dało się ułożyć. I jakoś nigdy mnie nie fascynowały, ot klocki jak klocki. Choć w sumie zawsze wolałem grać w piłkę niż klocki układać. Najlepszym zastosowaniem klocków (zwykłych, polskich) było budowanie z nich skoczni narciarskich do zawodów kapslami, jakie rozgrywaliśmy z ciotecznym bratem. Potem byłem starszy i teoretycznie nic nie stało…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Kolorowy i wesoły dokument o najsłynniejszych klockach świata.

2 odpowiedzi

  1. Lugalkiniszedudu

    Czyli że nie będzie recenzji MI5? Filmik była naprawdę zacny, a seria rozkręca się z „odcinka” na „odcinek”.

  2. Powinna być, jak z urlopu wrócę. Na razie lecą wpisy zaplanowane wcześniej.

    A M:I 5 – 8/10 :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.